Polub nas na Facebooku

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wypieki wytrawne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wypieki wytrawne. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 listopada 2016

Pszenno-owsiane bułeczki śniadaniowe

Nie należę do osób robiących listy. Życie co prawda pokazało mi nie raz (i nie dwa), że gdybym wcześniej spisała wszystko na liście to zadania wykonywałoby się znacznie szybciej i łatwiej, ale ja uparcie trwam przy swoim. Pakując walizkę na wyjazd wrzucam do niej wszystko, co mi wpadnie w ręce i w efekcie zawsze mam czegoś za dużo, albo czegoś mi zabraknie. Albo zakupy. Idąc do sklepu łudzę się, że zapamiętam wszystko, czego potrzebuję, a kończy się na przeładowanym koszyku, mocno uszczuplonym portfelu i braku jednej lub dwóch rzeczy, o których miałam pamiętać. Myślę, że upodobanie do planowania wszystkiego na papierze nie jest cechą, której można się nauczyć - z tym trzeba się urodzić. I wiem, że choćbym nie wiem jak się starała, to moje listy i tak do niczego nikomu by się nie przydały (a najmniej mnie samej). Dlaczego? Cóż, szkoda, że nie mogę Wam pokazać moich notatek ze studiów - wyrażają więcej niż tysiąc słów. Nikt ich ode mnie nie kserował, bo w tych wszystkich strzałkach, gwiazdkach, podkreśleniach i przekreśleniach ja sama czasem się gubiłam. Pozwólcie więc, że pozostanę w moim wewnętrznym chaosie szczęśliwa i spokojna. Tym bardziej, że czasem może wyjść z tego coś dobrego. Niedawno pod wpływem impulsu weszłam do sklepu po kaszę jaglaną, a wyszłam z fasolą i mąką owsianą i bez żadnego pomysłu na to, co z tego zrobię. Fasola skończyła w zupie, ale ta mąka...na ratunek przyszedł mi producent, który na opakowaniu umieścił przepis na bułki. Postanowiłam wypróbować go i efekt prezentuję Wam w dzisiejszym wpisie. Wprowadziłam małe modyfikacje i tę wersję Wam podaję. Na niedzielne śniadanie są idealne!

Jak to zrobić (8 bułeczek):
  • 130 g mąki pszennej
  • 80 g mąki pszennej razowej
  • 90 g mąki owsianej
  • 2 łyżki oliwy
  • 1 łyżeczka soli
  • 1/4 kostki drożdży
  • 1/2 szklanki ciepłej wody
  • 1/2 szklanki ciepłego mleka
  • 1 łyżeczka cukru
  • garść pestek słonecznika
  • garść nasion sezamu
  • sezam i czarnuszka do posypania (może być też mak, nasiona słonecznika - co chcecie)
Wszystkie mąki wymieszać w misce z solą i nasionami. W małej miseczce rozpuścić drożdże w mleku i wodzie z dodatkiem cukru. Wlać oliwę i połączyć wszystko z mąką. Wyrobić ciasto (będzie dość rzadkie) i zostawić pod przykryciem na godzinę do wyrośnięcia. Po tym czasie ciasto umieścić na stolnicy podsypanej mąką i krótko wyrobić. Odrywać kawałki ciasta i formować bułeczki. Ułożyć je na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, posypać dowolnymi dodatkami i pozostawić pod przykryciem na 30 minut. Wstawić blachę do piekarnika nagrzanego do 200 stopni (grzanie góra-dół) na 20-25 minut. Wystudzić przykryte ściereczką.




SMACZNEGO!

środa, 26 października 2016

Tarta z kalafiorem, pieczoną dynią i serem provolone

Z jesienią i zimą jest tak, że nie potrafię jednoznacznie określić, czy je lubię czy nie. Z jednej strony jest zimno, ponuro i ciemno, zdjęcia na bloga nie wychodzą, z domu też się nie chce wychodzić, a szalejące wirusy co chwila przynoszą jakieś choróbska. Ale przecież pory roku to nie tylko pogoda i długość dnia. To również zmieniające się krajobrazy, sezony na różne produkty oraz Święta, na które czeka się cały rok. Tak wiem, jest dopiero koniec października i mało kto już planuje Święta, ale dam sobie rękę uciąć, że jak tylko ze sklepów znikną znicze, na półki wjadą czekoladowe Mikołaje i kalendarze adwentowe i ani się obejrzymy jak w trasę wyruszy ciężarówka Coca-Coli. A ja to kocham! Kocham cały ten kicz, światełka, jarmarki świąteczne, piernikowe ludziki i ozdoby choinkowe. Kocham długie wieczory przy imbirowej herbacie i oglądanie po raz setny odcinków świątecznych Nigelli. W obliczu tych wszystkich zalet, zapłakana jesienna aura za oknem staje się naprawdę znośna. Byle do Świąt!
Kontynuując serię potraw z wykorzystaniem pieczonej dyni (przepis tutaj KLIK), chciałabym wam zaproponować tartę z kalafiorem i dynią. Do tego wędzony włoski ser provolone i fajna smaczna kolacja gotowa.

Jak to zrobić:
  • 1 arkusz ciasta francuskiego
  • pieczona dynia (ok. 4-5 łyżek)
  • 1/3 małego kalafiora podzielonego na różyczki
  • 200 g śmietany 18%
  • 4 jajka
  • kilka plastrów sera provolone lub innego wędzonego (np. oscypek)
  • 1 łyżeczka curry
  • sól, pieprz
Różyczki kalafiora wrzucić do wrzątku i gotować 5 minut. W misce wymieszać trzepaczką lub mikserem śmietanę, jajka, przyprawy i mleko. Formę do pieczenia tarty wyłożyć ciastem francuskim, wylać masę śmietanowo-jajeczną i układać różyczki kalafiora, dynię i ser. Piec ok. 40 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni.





SMACZNEGO!

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Podpłomyk z kurkami i serem camembert

Gdybym mogła to latem i jesienią spędzałabym każdą wolną chwilę w lesie zbierając grzyby, jagody, jeżyny, borówki i żurawinę. Nic mnie tak nie relaksuje jak widok brunatnych łebków podgrzybków wystających z zielonego mchu. Ten obrazek tak bardzo odciska się w moim mózgu, że po udanym grzybobraniu zamykając oczy wieczorem nadal go widzę. Nieco mniej lubię to, co trzeba z grzybami zrobić po ich zebraniu, czyli czyszczenie, przebieranie i marynowanie, suszenie i gotowanie. Nigdy jednak wizja spędzania godzin na babraniu się w grzybach nie zniechęciła mnie do zbierania kolejnych. Na szczęście Matka Natura była na tyle łaskawa, że stworzyła kilka gatunków grzybów, które nie są aż tak kłopotliwe. Na przykład pieczarki, które można uprawiać poza lasem lub łąką. Albo kanie, których nie tykają robale. Są też maślaki, których czyszczenie jest bardzo proste i szybkie. Oraz oczywiście pieprznik jadalny, czyli znane każdemu kurki. Nie lubiane przez robaki i co najważniejsze od razu rzucają się w oczy na leśnej ściółce. Są też bardzo uniwersalne w kuchni. Nie trzeba ich obgotowywać przed właściwym przyrządzaniem i mają wyjątkowy, leśny smak i aromat. Najlepsza jest oczywiście jajecznica z kurkami, ale w innym wydaniu też warto ich spróbować. W zupie, w pierogowym nadzieniu, w sosie do makaronu albo tak jak my, na szybkim podpłomyku w towarzystwie sera camembert. Czym jest podpłomyk? To taka polska pizza. Ciasto nie jest tak miękkie jak jego włoski kuzyn ponieważ nie ma w składzie drożdży, ale warto go spróbować. Przepis zaczerpnęłam z bloga "Anyżkowo" (KLIK).
A jak kurki czyścimy? Wystarczy umieścić je w misce z ciepłą osoloną wodą na ok. 10 minut. Potem odcedzić i zalać ponownie. Zanieczyszczenia, które pozostaną po drugim moczeniu można łatwo usunąć za pomocą nożyka lub małej szczoteczki. I już!

Jak to zrobić:
  • 200 g mąki pszennej
  • 2 łyżki oliwy
  • 1/2 szklanki ciepłej wody
  • 1 łyżka suszonego czosnku niedźwiedziego
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 200 g świeżych umytych kurek
  • 1 łyżka masła
  • świeży tymianek
  • ser camembert
  • twarożek czosnkowy (taki na kanapki)
Mąkę wymieszać z solą i czosnkiem niedźwiedzim. Dodać oliwę i wodę i wyrobić miękkie elastyczne ciasto. Przykryć ściereczka i odstawić na 15 minut. Kurki podsmażyć na maśle aż zmiękną. Lekko osolić i doprawić pieprzem. Ciasto podzielić na pół i cienko rozwałkować (grubość ok. 0,5 cm). Na każdym placku rozsmarować 1-2 łyżki twarożku czosnkowego wymieszanego z mlekiem (do takiej konsystencji, żeby się dawał łatwo rozsmarować). Na podpłomykach rozłożyć kurki oraz plasterki sera camembert. Posypać świeżym tymiankiem. Piec w piekarniku rozgrzanym do 190 stopni przez 15 minut.




SMACZNEGO!

sobota, 16 lipca 2016

APETINA: Mini serniczki rukola-pesto

Dziś wpis konkursowy. Tym razem nie jest to konkurs dla Was, tylko dla mnie :) postanowiłam powalczyć o kulinarną wyprawę do Londynu. Trzymajcie kciuki!!!


Jak to zrobić (6 serniczków):
  • 300 g serka Apetina z rukolą i pesto
  • 2 jajka
  • 30 ml śmietany 30%
  • 1 łyżeczka mąki ziemniaczanej
  • 1 łyżka pesto
  • 10 krakersów
  • masło do wysmarowania foremek
"lukier":
  • 300 g ziemniaków
  • 1 łyżka masła
  • 1 łyżeczka śmietany 18% (opcjonalnie)
  • sól
Ziemniaki ugotować i zgnieść na gładkie puree z masłem i śmietaną. Doprawić i odstawić do wystygnięcia.
W misce zmiksować jajka ze śmietanką i mąką. Dodać ser i pesto i jeszcze chwilę miksować aż do połączenia składników. Krakersy zmielić na drobne okruszki (ja włożyłam je do woreczka i rozbiłam wałkiem). Foremki do muffinek wysmarować masłem (jeśli używacie papierowych papilotek to nie ma takiej potrzeby). Na dno foremek wysypać krakersy i docisnąć do dna. Do każdej foremki wlać masę serową. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 160 stopni. Piec około 25 minut. Po tym czasie wyjąć z piekarnika, na wierzchu ułożyć puree ziemniaczane i wstawić jeszcze na 10 minut do piekarnika. Ostudzić w uchylonym piekarniku. Przed podaniem schłodzić w lodówce (najlepiej przez noc).



SMACZNEGO!

Twoja kuchnia ma to coś

wtorek, 24 maja 2016

Focaccia ze szparagami i czarnymi oliwkami

Z gotowaniem jest jak z każdym domowym obowiązkiem: jedni go nie znoszą, inni najchętniej by nosa z kuchni nie wyściubiali. I tak samo, jak w przypadku podejścia do zmywania lub mycia łazienki, te dwie grupy nigdy się wzajemnie nie zrozumieją. Wytłumaczcie mi jak można nie lubić gotowania? Jakim cudem po ziemi chodzą ludzie, którzy nie doceniają terapeutycznego działania krojenia, mieszania i miksowania? I nie wmówicie mi, że można "nie umieć" gotować. Można nie umieć tworzyć receptur albo nie mieć wyczucia do mieszania smaków, ale jeśli ma się przed nosem gotowy przepis opisany krok po kroku to nie ma takiej możliwości, żeby coś schrzanić.
Dla mnie gotowanie to relaks z najczystszej postaci. Pomaga mi zapomnieć o stresie i uspokaja moje nerwy w każdej sytuacji. Niech Was zatem nie dziwi, że gdy jestem doprowadzona do ostateczności dźwiganiem skrzynek z roślinkami (ważących chyba tonę!) w 30 stopniowym upale, od razu po doprowadzeniu siebie do porządku kieruję swoje kroki do kuchni. Tam nalewam sobie kieliszek schłodzonego białego wina i zatracam się w kojącym wyrabianiu drożdżowego ciasta. A efektem dzielę się z Wami :)


Przypominamy Wam o konkursie! Nadal możecie zdobyć bardzo fajne książki, zapraszamy :)

link do konkursu: KLIK



Jak to zrobić:

  • 500 g mąki pszennej
  • 15 g drożdży
  • 1 łyżeczka soli
  • 1 łyżeczka cukru
  • 2 łyżki oliwy
  • 275 ml ciepłej wody + 1/3 szklanki do rozrobienia drożdży
  • 2 łyżki świeżych listków tymianku (lub 1 łyżka suszonego)
  • 12 zielonych szparagów
  • garść czarnych oliwek
Drożdże rozpuścić w wodzie z łyżeczką cukru. Odstawić na 20 minut aż zaczną pracować (pienić się). W dużej misce wymieszać mąkę, sól i tymianek. Wlać drożdże, oliwę i wodę. Wyrabiać przez 15 minut ciasto aż będzie gładkie i elastyczne. W razie potrzeby dodać więcej wody, ale UWAGA: dopiero wtedy kiedy po ok. 5-7 minutach wyrabiania ciasto nadal jest suche. Trzeba być cierpliwym. Z ciasta uformować kulę, przykryć ściereczką i odstawić na godzinę w ciepłe miejsce. Po tym czasie krótko wyrobić ciasto i rozwałkować do wymiarów piekarnikowej blachy. Blachę wyłożyć papierem do pieczenia i ułożyć na niej ciasto. Na wierzchu ułożyć surowe szparagi i oliwki. Docisnąć. Posypać odrobiną świeżego/suszonego tymianku. Odstawić na 15 minut do wyrośnięcia. Piec w temperaturze 180 stopni przez ok. 30 minut.



SMACZNEGO!

czwartek, 19 maja 2016

Tarta z cheddarem, pomidorami i szpinakiem

Dziś odrobina męskiego gotowania. Darek powrócił do kuchni i naprawdę żałuję, że robi to tak rzadko, bo gotowanie wychodzi mu świetnie. Od razu jednak uprzedzam, że to nie jest dietetyczne danie. Ser, śmietana, jajka...tłuste i zdecydowanie NIE polecane przez dietetyków. Ale jak mawia Karol Okrasa: "Tłuszcz jest nośnikiem smaku" i tutaj smak zdecydowanie wygrywa. Poza tym nie można cały czas się umartwiać. W życiu najważniejsza jest równowaga między dobrem i złem, szczęściem i smutkiem, a także sałatką i fast foodem. Przygotujcie sobie tę tartę w domu, nie będziecie żałować!
Darek zainspirował się przepisem z magazynu "Goodfood", ale na zakupach koncepcja zmieniła się kilka razy. Między innymi dlatego, że w sklepie spożywczym nie można kupić gotowego ciasta kruchego, jakiego wymaga przepis...uwierzycie, że Darcio naprawdę spytał Panią w markecie o kruche ciasto? :) Ach faceci na zakupach....
Nawiązując do równowagi: danie jest podzielone na pół: dla wegetarianki i mięsożercy po równo. Oczywiście możecie zdecydować się na jedną wersję, w końcu nie wszyscy są zmuszeni do szukania mięsno-wegetariańskich kompromisów we własnym domu.

A przy okazji, pamiętajcie o konkursie! Do zdobycia fajne książki :) link do konkursu tutaj: KLIK

Jak to zrobić (forma kwadratowa 20x20 cm):
  • arkusz ciasta francuskiego
  • 180 g sera cheddar
  • 100 ml śmietanki 30%
  • 3 łyżki jogurtu naturalnego
  • 3 jajka
  • solidna garść świeżego szpinaku
  • 2 plastry szynki dojrzewającej
  • pomidory koktajlowe
  • sól, biały pieprz
  • pesto lub pasta z kolendry (kupiona w markecie)
Szpinak umyć i posiekać. Przesmażyć na patelni, żeby pozbyć się wody. W misce wymieszać starty ser, szpinak, śmietankę, jogurt, jajka i przyprawy. Formę wyłożyć ciastem francuskim, spód nasmarować pastą z kolendry/pesto. Na ciasto wylać masę serowo-jajeczną. Na jednej połówce ułożyć porwaną na mniejsze kawałki szybkę. Pomidory pokroić w plastry i ułożyć na wierzchu tarty. Piec w temperaturze 180 stopni przez 30 minut. Podać z ulubioną sałatą.
 
Wersja wege

Wersja z mięsem

SMACZNEGO!

piątek, 29 kwietnia 2016

Płaskie chlebki z patelni (bazlama)

Pogoda nie rozpieszcza nas zbytnio tej wiosny. Nie przeszkodziło to jednak trawnikom w zazielenieniu się, a wiadomo, że zielone trawniki zwiastują rychłe nadejście sezonu grillowego. W marketach pojawiły się paczki XXL z kiełbasą krakowską oraz nieśmiertelne karkówki przyprawione przez producenta czerwonym czymś i gotowe do wrzucenia na ruszt. Niezależnie od tego, co będziecie grillowali, zawsze pod ręką musi być kawałek chleba, bez którego kiełbaski nie smakują tak dobrze. A gdybym Wam powiedziała, że taki chlebek na grilla możecie bez trudu zrobić sami w domu nie odpalając nawet na moment piekarnika? Uwierzycie?
Jeśli nie to chciałabym Wam zaprezentować banalne płaskie chlebki z patelni. Są pyszne, mięciutkie i idealne do wycierania talerzyka z tego pysznego tłuszczyku, który wyciekł z grillowanego mięsa. Wegetarianie natomiast docenią go jako dodatek do hummusu, guacamole lub sałatki. Jest bardzo uniwersalny. Przepis odkryłam u Malwinny z bloga Filozofia Smaku (KLIK) i z miejsca się w nim zakochałam. Od razu wiedziałam, że się zaprzyjaźnimy i nie pomyliłam się! Z tymi chlebkami można dowolnie eksperymentować. Dodać do nich ulubione zioła, granulowany czosnek, paprykę chilli itd.. co Wam przyjdzie do głowy. Gorąco polecam - wypróbujcie!

Jak to zrobić (4 chlebki):
  • 240 g mąki pszennej
  • 10 g drożdży
  • 3/4 łyżeczki soli
  • 140 ml ciepłej wody
  • 1 płaska łyżeczka cukru
  • 1 łyżka oleju/oliwy
Drożdże rozpuścić w odrobinie ciepłej wody z cukrem i odstawić na 15 minut. W dużej misce wymieszać mąkę z solą. Dolać bąbelkujące drożdże, resztę wody i olej. Wyrobić gładkie i elastyczne ciasto, uformować z niego kulę, przykryć ściereczką i zostawić na 1,5 godziny do wyrośnięcia. Po tym czasie ciasto podzielić na 4 części, każdą z nich rozwałkować na placek o grubości ok. 0,5 cm i smażyć każdy placek na suchej gorącej patelni na małym ogniu do momentu aż z obu stron się zrumieni.
 

SMACZNEGO!

niedziela, 17 kwietnia 2016

Bułeczki z pesto, oliwkami i parmezanem

Mając dwie lewe ręce do wypieków rzadko kiedy się na nie porywam. Pieczenie jest dla mnie bardzo stresujące i muszę się mocno skupić na przepisie, żeby dokładnie krok po kroku go odtwarzać. W przeciwnym razie na bank o czymś zapomnę (np. dodać proszek do pieczenia, wsypać cukier...). Jedyne, co w miarę mi się udaje to mało skomplikowane muffinki, a żebym zdecydowała się sięgnąć po wałek lub (o zgrozo!) drożdże musi istnieć jakiś wyjątkowo ważny powód. Dziś sięgam i po wałek i po drożdże, a to dlatego, że od chwili, gdy zobaczyłam przepis na te bułeczki w magazynie "Goodfood", nie mogę przestać o nich myśleć. Lekko go zmodyfikowałam, bo w oryginale są suszone pomidory i zdecydowanie więcej sera (np. tarta mozzarella). Moja wersja jest bardziej minimalistyczna i dzięki temu lżejsza.
Muszę się Wam jednak do czegoś przyznać... zapomniałam zostawić bułeczki do wyrośnięcia (tego drugiego, po dodaniu nadzienia i pokrojeniu..). Skutek jest taki, że zamiast bułeczek wyszły mi takie malutkie pizze, tylko o innym kształcie. Są pyszne, ale nie taki miał być efekt. Mówię o tym ku przestrodze ;)

Jak to zrobić:

  • 450 g mąki pszennej
  • paczka drożdży suszonych (7 g)
  • 2 łyżki oliwy
  • 1 łyżeczka soli
  • 1 łyżeczka cukru
  • 1 łyżeczka suszonego oregano
dodatki: 90 g pesto, 50 g tartego parmezanu, garść oliwek bez pestek, garść świeżych listków bazylii, pieprz

W dużej misce wymieszać suche składniki ciasta. Dodać oliwę i wlać 280 ml ciepłej wody. Wyrabiać ciasto przez 10 minut, aż będzie miękkie i sprężyste (jeśli wydaje Ci się, że ciasto jest zbyt suche to możesz dodać jeszcze 20 ml ciepłej wody). Ciasto uformuj w kulę i włóż do miski natłuszczonej delikatnie oliwą. Obróć kilka razy w misce, żeby kula ciasta pokryła się tłuszczem z każdej strony. Przykryj czystą ściereczką i odstaw w ciepłe miejsce na min. godzinę (ciasto musi podwoić objętość). Po tym czasie wyłóż ciasto na deskę, uderz kilka razy pięścią, żeby ubić pęcherze powietrza i rozwałkuj na grubość ok 1 cm. Kształt ciasta powinien być prostokątny (mi się nie udało, więc nożem obcięłam brzegi nadając odpowiedni kształt - z pozostałego ciasta upiekłam dodatkowy mini-chlebek bez dodatków). Na cieście rozsmaruj pesto, posyp równomiernie parmezanem, posiekanymi oliwkami i porwanymi listkami bazylii. Zwiń ciasto w rulon i ostrym nożem pokrój na równe części - powinno wyjść ok. 12. Powstałe ślimaczki ułóż na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i odstaw na 30 minut pod przykryciem do wyrośnięcia. Wstaw do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na 35-40 minut.
UWAGA: Ja swoje bułeczki upiekłam ułożone ciasno w formie, przez co tak bardzo nie wyrosły.



SMACZNEGO!

piątek, 1 kwietnia 2016

Quiche ze szpinakiem i fetą

Jeszcze tylko fotka na bloga i głodni za stołem dostaną jeść :)
Będąc na studiach pracowałam w kawiarni, a czas przepracowany tam to był najlepszy okres w moim życiu. Miałam genialną ekipę, z którą świetnie się bawiłam zarówno w pracy, jak i po godzinach. Wtedy też moje kulinarne horyzonty mocno się rozszerzyły. Po raz pierwszy spróbowałam szynki parmeńskiej, prawdziwego parmezanu, kaparów, czy brownie, ale najlepiej zapamiętałam quiche. Najsmaczniejszy, gdy przyjeżdżał do nas rano prosto od dostawcy, jeszcze ciepły, mięciutki i pachnący. Wydawało mi się, że zrobienie quiche jest jakąś czarną magią, którą dane było poznać jedynie wybrańcom. Żegnając się z pracą, na długie lata pożegnałam się również ze smakiem quiche. Nawet mi do głowy nie przyszło, żeby się mierzyć z przyrządzeniem go samodzielnie w domu, ba nawet nie śmiałam szukać przepisu. Aż w końcu zupełnym przypadkiem zrobiliśmy z darkiem tartę z łososiem wg przepisu Pascala Brodnickiego (tutaj przepis KLIK) i okazało się, że smakuje dokładnie tak samo jak quiche! Od tamtej pory robię go zawsze, kiedy w domu pojawia się ciasto francuskie. Przed Świętami mama Darka dała nam 2 opakowania, które kupiła, po czym zreflektowała się, e nie ma pojęcia jak je wykorzystać...cóż, dobra nasza! Mamy quiche.

Pamiętajcie o konkursie!!! Do wygrania książki, dzięki którym dowiecie się jak oczyścić organizm na wiosnę :) ZAPRASZAMY!!!

http://jatugotuje.blogspot.com/2016/03/konkurs-konkurs-detoks-cukrowy-filippy.html

PS. A wspominałam, że z Darkiem poznaliśmy się właśnie w pracy w kawiarni..? Był moim szefem :)

Jak to zrobić:
  • 1 płat ciasta francuskiego
  • 200 g jogurtu naturalnego greckiego
  • 3 jajka
  • 200 g świeżego szpinaku
  • 1 duży ząbek czosnku
  • 1/2 opakowania fety lub sera typu bałkańskiego
  • sól, pieprz
Jogurt naturalny zmiksować z jajkami, czosnkiem przeciśniętym przez praskę, solą i pieprzem. Na patelni lekko podsmażyć szpinak (aż zmięknie i odparuje większość wody). Szpinak wymieszać z masą jogurtowo-jajeczną. Do masy pokruszyć ser (trochę sera zostawić na wierzch). Formę na tartę wyłożyć ciastem, wylać masę, na wierzchu posypać resztką sera i wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 stopni. Po 20-25 minutach quiche jest gotowy!

SMACZNEGO!

sobota, 11 lipca 2015

Tarta ze szpinakiem i oscypkiem

Wiecie ile to jest kilogram świeżego szpinaku? Nie wagowo - objętościowo. Powiem Wam: kilogram świeżego szpinaku to ogromna torba pełna liści, której nie da się za bardzo schować do lodówki, a przy okazji trzeba te liście szybko zużyć, bo więdną i żółkną...tyle też szpinaku kupiliśmy w zeszłą sobotę, bo był w bardzo dobrej cenie. Bez pomysłu, bez zastanowienia: poprosimy kilogram. Pan pakuje te liście i pakuje i pakuje...myślę sobie "Chyba już dość!", ale nie - jesteśmy dopiero w połowie drogi. Pan skończył, zważył, podaje, płacimy..nie ma wyjścia, słowo się rzekło! Damy świni - ona na pewno nam pomoże i trochę zje. A gdzie tam! Świnia szpinakiem pogardziła.
I tak leży ten szpinak i leży, lodówka się nie domyka, więc trzeba działać. Wyszła z tego tarta, która początkowo miała być z fetą, ale fety zabrakło, a Mama wspomogła oscypkiem. To niech będzie ten oscypek. Tartę mozna zrobić na francuskim cieście, ale ja użyłam domowego mrożonego ciasta, które zostało mi z tego (KLIK) przepisu.

Jak to zrobić:
  • płat ciasta francuskiego lub inne dowolne
  • 250 g jogurtu naturalnego
  • 5 jajek
  • 500 g świeżego szpinaku
  • 5 ząbków czosnku
  • 1 duża cebula
  • oscypek
  • 1/2 pęczka koperku
  • sól, pieprz
Formę do tarty wyłożyć ciastem. Szpinak umyć, odkroić długie łodyżki i posiekać. Na patelni lub w garnku  rozgrzać tłuszcz i podsmażyć posiekaną cebulę i czosnek (3 ząbki) do mikkości. Wrzucić szpinak, wlać 1/3 szklanki wody, przykryć i dusić do miękkości. W osobnej misce wymieszać jogurt z jajkami, solą i 2 ząbkami czosnku przeciśniętymi przez praskę. Dodać posiekany koper, przestudzony szpinak i wymieszać. Wylać masę do foremki, na wierzchu ułożyć plastry sera i piec w 160 stopniach przez 20-25 minut.


SMACZNEGO!

wtorek, 14 kwietnia 2015

Tarta z łososiem, mozzarellą i pomidorami

Kiedy byłam mała i przychodziły do mnie koleżanki gościłam je najczęściej chipsami i ciastkami. Czasem, jak koleżanki się zasiedziały, to moja mama robiła nam kanapki i wówczas wizyta przyjmowała bardziej ekskluzywny charakter. Potem były studia, a na studiach najczęściej na stole stawiało się piwo i paluszki, ewentualnie przy dłuższych posiedzeniach zamawiało pizzę w rozmiarze XXXL. I też było dobrze. A dziś, w świecie ludzi tuż przed i tuż po trzydziestce postawienie samotnych chipsów na stole to prawdziwa hańba! Dziś gości podejmuje się deskami serów, sałatkami, makaronem, domowym sushi lub pizzą - ale tylko taka zrobiona własnoręcznie. Fajne to, miłe, ale dość stresujące, szczególnie jak masz mało czasu i wysilając umysł w poszukiwaniu koncepcji kulinarnej bezwiednie zerkasz na szufladę, w której trzymasz ulotki od chińczyka, z kebaba lub z pizzerii.
Ja lubię mieć gości i lubię czasem coś fajnego dla nich ugotować, ale  nie uważam, żeby spotkania przy bogato zastawionym stole były mniej wartościowe od tych przy laysach o smaku zielonej cebulki lub serowych cheetosach. O ile na tę drugą opcję spotkań nie potrzeba specjalnych inspiracji, o tyle dla osób szukających pomysłu na szybkie i smaczne danie mam dziś sprawdzoną propozycję. Przepis pochodzi z książki "Pascal kontra Okrasa" wydanej rok temu przez Lidla. Przepis w całości przygotowany przez Darka, więc wierzcie, że do wybitnie trudnych nie należy :)

Jak to zrobić:

  • 200 g ciasta francuskiego
  • 5 jajek
  • 100 g śmietany 30%
  • 340 g pomidorów (nie ważyliśmy, użyliśmy 4 pomidorów)
  • 150 g wędzonego łososia
  • 1 pęczek szczypiorku
  • 185 g mozzarelli (zużyliśmy 1 kulkę)
  • 5 g masła
  • 5 g mąki
  • listki bazylii (nie użyliśmy w przepisie)
  • sól, pieprz
  • od nas: kilka suszonych pomidorów
Pomidory pokroić w kostkę (można wcześniej sparzyć i obrać ze skórki). W misce wymieszać jajka, śmietanę i posiekany szczypiorek. Formę do tarty wysmarować masłem i wysypać mąką. Ciasto francuskie wyłożyć do formy, nakłuć widelcem i wstawić do zamrażarki na 20 minut. Na cieście rozłożyć łososia i pokrojoną w plastry mozzarellę. Następnie położyć pomidory, doprawić solą i pieprzem i zalać masą jajeczno-śmietanową. Na wierzchu ułożyć pokrojone suszone pomidory. Piec przez 20-25 minut w temperaturze 160 stopni (z termoobiegiem). Gotową tartę posypać listkami bazylii.



SMACZNEGO!

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Tarta z burakami i serem feta

Jak bez mięsa to ja nie jem...
Generalnie nie lubię piec. Ciasta rzadko mi wychodzą, często się przypalają albo są po prostu niedobre. Jeśli już biorę się za pieczenie to tylko wtedy, gdy mam przed nosem dokładny przepis i instrukcję krok po kroku, najlepiej ze zdjęciami. Tylko wtedy czuję się bezpieczna. Kilka razy chciałam być odważna i spróbowałam improwizować, ale niestety za każdym razem efekt był żałosny...najgorzej wspominam pierwsze w życiu muffiny, które upiekłam do pracy na swoje imieniny...były tak wstrętne i spalone, że żal mi było tych wszystkich ludzi, którzy się na nie skusili i musieli udawać, że im smakują. Od tego czasu rzadko eksperymentuję z ciastami.
Co innego wypieki wytrawne. Wystarczy jeden sprawdzony przepis na spód, a resztę można dobierać do woli i jeśli tylko nie przekombinuje się z zestawieniem składników to zawsze wyjdzie coś, co da się zjeść. Nie inaczej jest tym razem. Nie to, żebym się przechwalała, ale ta tarta jest po prostu przepyszna. I znów bez mięsa :)

Jak to zrobić:
  • 1,5 szklanki mąki + trochę w zapasie
  • 150 g masła (zimne, prosto z lodówki)
  • 1 jajko
  • 2 łyżki suszonego tymianku
Składniki szybko zagnieść. Ciasto zawinąć w folię i wstawić do lodówki na ok. 30 minut.

masa:
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 1 ugotowany burak
  • 1 mały pęczek koperku
  • 1 ząbek czosnku
  • ser feta lub podobny - ilość wedle uznania
  • 200 g śmietany 12%
  • 3 jajka
  • sól, chilli, suszony tymianek
Buraka pokroić w kostkę. W misce wymieszać śmietanę z jajkami, posiekanym koperkiem, ząbkiem czosnku przeciśniętym przez praskę i przyprawami. Dodać buraka, wymieszać. Formę do tarty wysmarować masłem. Ciasto wyjąć z lodówki i rozwałkować cienko podsypując mąką w razie potrzeby. Formę wyłożyć ciastem, docisnąć i wylać masę. Na wierzchu posypać serem. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 160-170 stopni na 30-40 minut. Kroić dopiero po całkowitym wystygnięciu.



SMACZNEGO!

poniedziałek, 4 listopada 2013

Miesiąc bez pszenicy: czym zastąpić chleb?? Przepis na szybki chleb kukurydziany

Pierwszy weekend bez pszenicy już za nami i od razu musimy Wam coś wyznać...z powodu naszego roztargnienia musieliśmy przełożyć start akcji z 1 na 2 listopada. A wszystko dlatego, że zostaliśmy zaproszeni do moich rodziców na obiad i nie uprzedziliśmy ich o naszym nowym "dziwactwie". Moja mama przyrządziła mnóstwo pysznych dań, ale niestety w każdym z nich użyła czegoś z domieszką pszennego glutenu (bułka tarta, mąka pszenna etc..). I nie mogliśmy odmówić, bo sami rozumiecie, że będąc jedynymi gośćmi na obiedzie sprawilibyśmy tym Mamie dużą przykrość. Poza tym głupio tak przyjść na obiad i nic nie zjeść..tak więc decyzja zapadła i start bezglutenowego miesiąca przesunęliśmy na dzień kolejny. Ale to chyba usprawiedliwione prawda? :)
Teraz kilka pierwszych refleksji. Rezygnacja z samej tylko pszenicy nieoczekiwanie wyeliminowała z naszej diety ogromną ilość produktów. Teraz jestem naprawdę szczęśliwa, że nie zdecydowaliśmy się na odrzucenie glutenu zbożowego całkowicie, bo chyba żaden człowiek nie przeżyłby długo żywiąc się wyłącznie energią kosmosu..chleba nie wolno, kaszy nie wolno, makaronu nie wolno, ciasta nie wolno...i jak tu żyć panie premierze??
Na szczęście Polak potrafi i zawsze znajdzie jakieś boczne wyjście z najtrudniejszej sytuacji. W dzisiejszym poście chciałabym podpowiedzieć, czego można użyć zamiast tradycyjnej kromki chleba. Wiadomo, że chleb pełni nie tylko funkcję nośnika (kanapka) lub zapychacza (kromka do zupy, do jajecznicy...), ale chleb to przede wszystkim smak, tekstura i miłe poczucie sytości. Trudno te cechy odtworzyć innymi produktami, ale jeśli tylko nasz listopadowy eksperyment przyniesie pozytywne rezultaty, uznam, że naprawdę warto było zmienić nawyki. Tymczasem zapraszam na kilka pomysłów, może okażą się przydatne?
  • opcja NEVER EVER - pieczywo bezglutenowe. Drogi, wysoko przetworzony stworek..to już lepiej nie jeść chleba w ogóle..
  • opcja HARD - liście sałaty. Tylko raz do tej pory posłużyliśmy się liśćmi sałaty w zastępstwie pieczywa. Zrobiłam z nich wtedy "wrapy" z jajkiem, wędzoną rybą i czymś tam jeszcze (już nie pamiętam). O dziwo takie rozwiązanie okazało się naprawdę zjadliwe i całkiem sycące, choć to chyba raczej nie była zasługa sałaty, tylko pozostałych składników..
  • opcja HARD/MEDIUM - papier ryżowy. Cienkie i delikatne placki, które wystarczy namoczyć w wodzie i można w nie zawijać dowolne składniki. Używa się go to przyrządzania azjatyckich sajgonek i spring rolls'ów. Jest niemal pozbawiony smaku, ale nasz apetyt na zboże i skrobię może dać się nabrać na ten trik.
  • opcja MEDIUM - papryka. Kto nie próbował kanapek na papryce, ten nie wie co traci :) zagorzałych wielbicieli chleba i tradycjonalistów pewnie nie przekonam, ale osoby o otwartych kulinarnych horyzontach będą zadowolone. Z jednej papryki otrzymujemy 4 "kromki", do których możemy nałożyć pasty jajecznej, pasty rybnej, twarożku lub przykryć ją plasterkiem szynki i sera. Oprócz papryki w roli kanapki sprawdzi się również ogórek.
  • opcja MEDIUM/LIGHT - omlety. Fajna i ciekawa opcja. Bardzo prosta w przygotowaniu. Potrzebujemy tylko kilku jajek, soli, pieprzu i patelni, żeby stworzyć sobie coś pod szyneczkę lub żółty ser. Wystarczy dokładnie roztrzepać jajka z przyprawami i usmażyć na patelni z dwóch stron. Potem pokroić na mniejsze "kromki", trochę przestudzić i nośnik do kanapek gotowy. Żeby było bardziej chlebowo i puszyście to można oddzielić żółtka od białek, białka ubić na sztywno i wlać do nich żółtka wymieszane z przyprawami.
  • opcja LIGHT - wafle ryżowe. Ryż nie zawiera glutenu, więc popularne "styropiany" można jeść do woli. Są idealne do kanapek, ale przy okazji dość zdradliwe! Jeden taki wafelek to około 40 kcal, a często ten produkt traktowany jest jako przekąska i podjadany w ciągu dnia. Dlatego używajmy wafli ryżowych wyłącznie w zastępstwie kromki chleba. Dobrą alternatywą (jeśli tak jak my ograniczasz wyłącznie pszenicę) jest chleb żytni. Niestety przy współczesnej przemysłowej produkcji chleba nie można mieć pewności, że w żytnim chlebie nie ma domieszki pszenicy i najlepiej będzie, jeśli taki chleb upieczemy sobie sami.
Jeśli nadal nie czujecie się przekonani to mam ostatnią propozycję: chleb kukurydziany. Kukurydza również nie zawiera glutenu, ale mąka kukurydziana jest dość droga i trudno dostępna. Za to ta opcja zaspokoi chyba wszystkie zachcianki związane z pieczywem, mimo że nieco się różni od tradycyjnego pieczywa: smak ma trochę inny, jest wilgotny i dość ciężki, ale dzięki temu jest bardzo sycący. Poniżej przepis (zaczerpnięty z tej strony KLIK).


Jak  to zrobić:
  • 2 szklanki mąki kukurydzianej
  • 0,5 l maślanki naturalnej
  • 2 jajka
  • 1 łyżeczka soli
  • 1 łyżeczka sody
Ze wszystkich składników wyrobić mikserem ciasto. Ciasto przełożyć do wysmarowanej masłem keksówki i piec w temperaturze 200 stopni przez 30 minut.


SMACZNEGO!

czwartek, 17 października 2013

TYDZIEŃ Z KASZĄ Dzień 4: Wytrawne muffinki z kuskusem i suszonymi pomidorami

Na dziś zaplanowałam sobie danie z kuskusem. Ten rodzaj kaszy jest szczególnie często stosowany w kuchni Afryki północnej (stamtąd zresztą pochodzi) i śródziemnomorskiej, ale u nas również jest dość popularna. Popularna, ale nie do końca odkryta.
Największą kulinarną zaletą tej kaszy jest ekspresowy sposób przygotowania: zalewamy wrzątkiem, przykrywamy i po kilku minutach cieszymy się gotowym daniem. Mimo to zdawać by się mogło, że ilość sposobów na jej przyrządzenie jest mocno ograniczona, więc mam nadzieję, że dzisiejszym wpisem zachęcę Was do eksperymentów.

Ile zdrowia jest w kuskusie
Kuskus, zaliczany do kasz drobnych, charakteryzuje się niską zawartością błonnika, dzięki czemu jest bardzo lekkostrawny (bardzo ważne dla osób borykających się z dolegliwościami żołądkowo-jelitowymi). Tak samo, jak inne kasze, kuskus bogaty jest w wysokowartościowe białko. Przeczytałam gdzieś, i tu wegetarianie zacierają łapki,  że połączenie kaszy kuskus z roślinami strączkowymi (fasola, groch, ciecierzyca itd..) z powodzeniem zastępuje mięso w posiłku. Spośród mikroelementów zawartych w tej kaszy na szczególną uwagę zasługują: żelazo (krew bulgocze z radości), wapń (kostki i zęby skaczą do góry) i potas (ważny dla tych, którym wszystko podnosi ciśnienie).

Tyle o zdrowiu, teraz do garów. Jak pewnie wiecie kuskus można jeść zarówno na ciepło, jak i na zimno. Ale przyznajcie się, kto z Was jadł tę kaszę w innej formie niż jako dodatek do obiadu lub w najlepszym przypadku składnik sałatki? Moja propozycja jest dość wywrotowa: kuskus jako składnik wypieku i do tego kompletnie niesłodkiego. Dziwne? Trudne? E tam? A jak Wam powiem, że są świetne i z nimi weekendowe śniadanie nabiera zupełnie nowego, egzotycznego charakteru? Polecam!


Jak to zrobić (9 sztuk):

  • 1/2 szklanki suchej kaszki kuskus
  • 120 g mąki pszennej
  • 150 g jogurtu naturalnego
  • 50 ml oleju roślinnego
  • 1 jajko
  • 80 g sera pleśniowego Lazur (lub innego z niebieską pleśnią)
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 100 g suszonych pomidorów z zalewy
  • 2 łyżki siekanej natki pietruszki
  • 1/2 łyżeczki kurkumy
  • 1 płaska łyżeczka granulowanego czosnku
Kaszę zalać osolonym wrzątkiem i przykryć do napęcznienia (ilość wody taka, by przykrywała kaszę z około 1-centymetrową górką). W misce wymieszać mąkę z przyprawami, pietruszką i proszkiem. Na tarce zetrzeć połowę sera i wymieszać z mąką. Na koniec dodać posiekane pomidory i też przemieszać. W osobnej misce trzepaczką połączyć jajko z jogurtem i olejem i wlać miski z "suchymi" składnikami (mąka etc..). Kaszę dodać na samym końcu, gdy przestygnie (może być lekko ciepła). Wszystko połączyć za pomocą drewnianej miski lub widelca i nakładać do papilotek. Ciasto nie rośnie zbyt duże, więc można nałożyć do jednej papilotki więcej masy niż w przypadku zwykłych muffinek. Na koniec pokroić pozostałą połowę sera w kostkę i wetknąć kosteczki w każdą muffinkę. Piec 10 minut w temperaturze 180 stopni.



SMACZNEGO!

wtorek, 30 października 2012

Prosto z Toskanii - torta di patate e porri


Mało jest chyba osób, które na widok sobotniego śniegu ucieszyły się tak jak my. Nie możemy się po prostu doczekać zimy - zasp śniegu, mrozu szczypiącego w nos, spokojnych wieczorów, gdy siedzenie w domu nie powoduje żadnych wyrzutów sumienia („Takie piękne słońce za oknem - zróbmy coś!”)..i żeby nie było - oboje jesteśmy kierowcami i niestety poranne odśnieżanie i ciche modły, żeby samochód zapalił nie są nam obce. Zima jest magiczna i wcale nie będziemy tęsknić za upałami. Chyba że mróz i śnieg zasiedzą się odrobinę za długo…
Zima to też czas, w którym trzeba wyhodować sobie osobistą izolację na mroźne dni i człowiek podświadomie odżywia się tak jakby obficiej… w końcu na wiosnę trzeba mieć co zrzucać J w związku z tym dziś proponujemy rozgrzewającą i sycącą przystawkę - tartę porowo - ziemniaczaną. Danie pochodzi z jednej z moich ulubionych książek „Smaki Toskanii” autorstwa Aleksandry Senghi . Autorka proponuje tartę w dziale z przystawkami, ale myślę, że spokojnie w naszych polskich realiach może zastąpić lekką kolację. Jest bardzo prosta i bardzo smaczna. Co prawda konsystencja tarty była dość luźna - coś jak zapieczone puree i nie dało się jej pokroić (chyba w przepisie zabrakło jajka), ale w smaku jest świetna.

Jak to zrobić (podaję za autorką+moje małe zmiany)
  • 1 kg ziemniaków
  • 200 g pora (dałam około 400, bo pora ubóstwiam)
  • 60 g tartego parmezanu (wiejskie realia pozwoliły mi na kupienie tartego sera niewiadomego gatunku marki Carrefour)
  • 1 opakowanie ciasta francuskiego
  • 5-6 łyżek oliwy z oliwek
  • szklanka mleka
  • sól i pieprz (oraz ząbek czosnku i odrobina gałki muszkatołowej ode mnie)
W osolonej wodzie ugotować ziemniaki w mundurkach. Po ostudzeniu obrać i zmiksować na gładką masę. Pora pokroić i podsmażyć na oliwie z ząbkiem czosnku. Dodać je do masy ziemniaczanej i wymieszać mlekiem, serem i przyprawami. Formę na tartę (u mnie z braku formy naczynie żaroodporne) wyłożyć ciastem francuskim tak, aby wychodziło poza krawędź. Wlać masę ziemniaczaną i zawinąć brzegi ciasta. Piec 30 minut w temperaturze 200-220 stopni (u mnie 15 minut w 200 stopniach i 15 w 150 stopniach - wszystko zależy od piekarnika).







SMACZNEGO!

wtorek, 15 maja 2012

Pszenno-żytnie bułeczki z niespodzianką

Zawsze postanawiam sobie, że będę zapisywać przepisy, które realizuję, żeby potem nie zapomnieć. I oczywiście nigdy tego nie robię, bo przecież to taka prościzna, że zapamiętam, nie? Nie. Żeby to jeszcze była jakaś radosna obiadowa improwizacja to mogłabym coś pominąć i pewnie i tak wyszło by dobrze. Ale z wypiekami jest inaczej, tam jeśli czegoś nie dodasz albo dodasz nie tyle co trzeba to szanse na sukces są marne.
Tym razem po raz pierwszy w życiu upiekłam pieczywo. I nawet nie spodziewałam się, że to jest takie proste! Składniki są powszechnie dostępne i tanie, samo wykonanie można spokojnie powierzyć przedszkolakowi (o ile przerabiał już lepienie plasteliny), a smak...no właśnie. Nawet nie przypuszczałam, że pieczywo może tak smakować. Mogę śmiało powiedzieć, że po raz pierwszy w życiu jadłam bułki. Bo te wszystkie pseudo chlebki w sklepach są tak przesolone, że smakują tak samo. A tutaj..hmm..nawet nie wiem jak to ująć. A wystarczyło tylko dodać mniej soli (u mnie 1/2 łyżeczki). Dla Darka oczywiście było niesłone :) ale biorąc pod uwagę, że ten ogromny mięsożerca był w stanie najeść się (wręcz napchać!) kanapkami z dwóch bułeczek i naprawdę mu smakowało, otrzymujemy prosty przekaz: warto zrobić!

Jak to zrobić? (mam nadzieję, że nic nie pokręcę w składzie.....źródła nie podam, bo nie pamiętam)
  • 200 g mąki pszennej
  • 200 g mąki żytniej
  • 300 ml wody
  • 15 g drożdży w kostce
  • 1/2 łyżki soli (można dać łyżkę, jeśli ktoś bez soli żyć nie potrafi)
Do niespodzianki:
  • pomidor (bez pestek)
  • natka pietruszki
  • kilka oliwek (u mnie zielone)
  • bazylia i oregano

Z drożdży robimy zaczyn. Ja go nie zrobiłam, bo nie wiedziałam co to jest, ale teraz już wiem, że jest niezbędny (mimo to jednak bułeczki wyszły jak trzeba). Drożdże zalewamy 1/2 szklanki ciepłej wody - nie gorącej, bo je zabijemy i ciasto nie wyrośnie!! - mieszamy i odstawiamy na 15 minut. Po tym czasie w misce łączymy obie mąki, drożdże i wodę i wyrabiamy elastyczne ciasto. Przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce do podwojenia objętości (minimum 1,5 godziny). Następnie wyrabiamy je jeszcze chwilę i formujemy bułeczki.
Ze składników niespodzianki robimy coś a la sałatkę i faszerujemy nią bułeczki. U mnie wyszły 4 bułeczki faszerowane i 6 pustych. Proponuję popróbować z innymi składnikami, bardziej wyrazistymi. Bo przy niesłonym pieczywie wkładka powinna być naprawdę wyczuwalna. Mogą być suszone pomidory, kapary, można niespodziankę doprawić pieprzem, curry (soli nie polecam przy warzywach, bo puszczą wodę i z bułeczek może wyjść bagno).
Gotowe, uformowane bułeczki układamy na blasze, najlepiej wyłożonej papierem do pieczenia i przykrywamy ściereczką jeszcze na 30 minut. Następnie wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na 20 minut.




 SMACZNEGO!