Polub nas na Facebooku

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pierogi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pierogi. Pokaż wszystkie posty

piątek, 4 listopada 2016

Pierogi ruskie z wędzonym twarogiem

Reklamy telewizyjne są dla mnie niekończącym się źródłem antyinspiracji. Ostatnio hitem jest "Nuda w kuchni" i doskonałe remedium - danie z proszku. Czujecie to? Próbowanie nowych smaków i nowych potraw radzą zastąpić pysznym daniem z utwardzonego tłuszczu, glutaminianu sodu, przypraw i aromatów. Palce lizać, aż chce się gotować. Rozumiem, że żyjemy dziś szybciej i nie mamy czasu na nic (a najmniej dla siebie), ale chyba są jakieś granice.W internecie można znaleźć mnóstwo pomysłów na szybkie i ciekawe dania bez dodatku usyfiaczy i sięganie po proszek powinno być naprawdę ostateczną ostatecznością...
Ja radzę sobie z nudą w kuchni bez pomocy produktów instant. Miałam ostatnio trochę wolnego czasu i poświęciłam go na przygotowanie pierogów ruskich z dodatkiem twarogu wędzonego zamiast zwykłego. Niby drobna zmiana, a różnica w smaku jest ogromna. Gorąco polecam.

Jak to zrobić (ok. 40 pierogów):
  • 300 g mąki pszennej
  • 30 g masła roztopionego i przestudzonego
  • 1 jajko+1 żółtko
  • szczypta soli
  • ciepła woda (ok. 100-150 ml)
  • 250 g wędzonego twarogu
  • 200 g ugotowanych ziemniaków
  • 1 duża cebula
  • dużo pieprzu i odrobina soli
Masło wymieszać z jajkiem i żółtkiem. Do miski przesiać mąkę, dodać sól, jajka z masłem i powoli wlewać wodę wyrabiając jednocześnie ciasto. Gdy już będzie gładkie i miękkie miskę przykryć ściereczką i odstawić ciasto na 15-minutowy odpoczynek. Cebulę pokroić w drobną kostkę i podsmażyć na złoty kolor na odrobinie oleju. Ziemniaki z twarogiem zgnieść widelcem na jednolitą masę. Wymieszać z cebulą, pieprzem i solą. Ciasto wałkować partiami na cienkie placki i wycinać szklanką koła. Na każdym umieścić po łyżeczce farszu i zlepić pierogi (można delikatnie zmoczyć krawędzie ciasta, żeby się lepiej kleiły). Gotować we wrzącej osolonej wodzie przez 5 minut od wypłynięcia na powierzchnię. Najlepiej podawać podsmażone na maśle z kwaśną śmietaną i kiszonym ogórkiem.



SMACZNEGO!

środa, 21 września 2016

Ravioli z dynią, jarmużem i masłem szałwiowym

Uwielbiam prowadzić samochód. Szczególnie w trasie, gdy mogę zapomnieć o korkach, światłach, przejściach dla pieszych i po prostu jechać. Najchętniej bez towarzystwa, bo wtedy mogę włączyć radio na pełen regulator i przeskakiwać między stacjami w poszukiwaniu piosenek, które znam, lubię i mogę wyryczeć bez skrępowania swoim niezbyt popisowym głosem. Świat umyka za oknem, a ja jadę, śpiewam i osiągam stan pełnego relaksu. Dziś nie wyobrażam sobie życia bez prawa jazdy, ale doskonale pamiętam, jak 12 lat temu (rany, to już tak dawno...) podchodziłam do egzaminu i sama siebie pocieszałam, że jak nie zdam to przecież nic takiego się nie stanie, bo bez prawka da się żyć. Był sierpień, a od rana lało nieprzerwanie. To nie był dobry znak..słaba widoczność, śliska jezdnia, to się nie może skończyć sukcesem. Mój stres potęgował fakt, że w rodzinie wszyscy zdawali za pierwszym razem i czułam na sobie pewną presję. Przeistoczona w kłębek nerwów dotarłam na miejsce i zaczęło się. Teoria poszła gładko, ale tej części egzaminu wcale się nie bałam. Testy powtarzałam dziesiątki razy i zgodnie z moim oczekiwaniem skończyłam z wynikiem 0 błędów. Jednak najgorsze wciąż było przede mną. Najpierw losowanie manewrów, plac, a potem wyjazd w miasto. Manewry wypadły nieźle, chociaż "kopertę" zrobiłam na granicy akceptowalności egzaminatora. Jeszcze ruszanie pod górkę i było po wszystkim - pora na jazdę po mieście. Egzaminator nie był zbyt rozmowny i kompletnie nie wiedziałam jak odbierać grobowe milczenie podczas wykonywania jego poleceń. Wróciliśmy bez słowa do ośrodka, a moje serce znajdowało się wówczas gdzieś w okolicy prawego migdałka. "Jak by to Pani powiedzieć" zaczął ("O nieee...to koniec, oblałam!"). "Nie było idealnie" kontynuował ("Powiedz to wreszcie ty wredny..."). "Ale zdała Pani" skończył ("Kocham pana!!!!"). Jedyne, na co się zebrałam to "Dziękuję", a resztę dziękczynnego tańca wykonałam już poza zasięgiem jego wzroku. Udało się! Zrobiłam to! Nie było tak źle, jak sądziłam! Jestem najlepsza! Jak widać czasem coś, co wydaje się górą nie do przejścia z bliższej perspektywy nie jest wcale takie straszne.
Niestety może być również odwrotnie - coś, co postrzegamy jako zadanie na minutkę okazuje się niewdzięczną i niemal niewykonalną pracą. Piszę o tym w nawiązaniu do dzisiejszych ravioli, bo niestety one właśnie okazały się trudniejsze niż się spodziewałam. Na wałkowaniu tego ciasta spędziliśmy wspólnie z Darkiem długie upojne minuty i czuję się jak po uczciwej godzinie w siłowni. Ciasto makaronowe, z którego są zrobione kompletnie nie chce współpracować. Ja wałkuję, a ono za sekundę kurczy się znowu. I tak w kółko. Na szczęście są przepyszne w smaku i szybko zapomniałam o trudach przyrządzania, ale chcę być z Wami szczera i ostrzegam: to bardzo męczące danie.

Jak to zrobić (ok. 20 sztuk):
  • 125 g mąki pszennej
  • 125 g mąki krupczatki
  • 2 jajka
  • 1 łyżeczka soli
  • 1 łyżka oliwy
  • 2 łyżki wrzątku
  • 400 g dyni
  • 3 duże liście jarmużu
  • 1 ząbek czosnku
  • sól, pieprz, oliwa z oliwek
  • 2 łyżki masła
  • garść listków świeżej szałwii
Dynię upiec (upiekłam ją przy okazji pieczenia pasztetu). Jarmuż posiekać (wcześniej pozbawić liście grubych łodyg) i udusić z ząbkiem czosnku, solą i pieprzem na oliwie (podlać lekko wodą). Wymieszać jarmuż z dynią i ewentualnie jeszcze doprawić solą i pieprzem.
Mąkę wymieszać z solą (dodałam też 1/2 łyżeczki kurkumy dla koloru). Wbić jajka, wlać oliwę i wrzątek i zagnieść gładkie elastyczne ciasto. Ciasto rozwałkować (można partiami) na grubość 1 mm - to jest najgorszy etap w przygotowaniu tego dania. Z ciasta wyciąć kwadraty o boku mniej więcej 5x5 cm. Musi być parzysta ilość. Na połowę kwadratów wyłożyć dynię z jarmużem pozostawiając ok. 1 cm wolnego ciasta z każdej strony. Brzegi posmarować wodą i przykryć czystymi kwadratami ciasta. Docisną tak, aby usunąć jak najwięcej powietrza ze środka. Gotować w osolonym wrzątku przez 5 minut od wypłynięcia ravioli  na powierzchnię.




SMACZNEGO!

wtorek, 23 sierpnia 2016

Pierogi z kurkami

W życiu nie można mieć wszystkiego. Ostatnio przekonuję się o tym na własnej skórze i ciężka to lekcja. Tuż po studiach trafiłam do pracy, w której osiadłam na kolejne 4 lata mojego życia. Bardzo dużo się w niej nauczyłam, nadałam kierunek swojej karierze i pracowałam w gronie fantastycznych ludzi, ale po osiągnięciu pewnego etapu wiedziałam, że dalej nie pójdę. Ta stagnacja mnie frustrowała, ale miałam w życiu odskocznię w postaci sportu. Cały wolny czas spędzałam w stajni osiągając szczyt mojej jeździeckiej formy. Trenowałam, startowałam w zawodach i czułam ogromną satysfakcję z tego, co robię. Pozwoliło mi to osiągnąć stan równowagi, który pomagał przetrwać trudne sytuacje w życiu zawodowym. Aż nagle przyszła zmiana. Pojawiła się nowa oferta otwierająca zupełnie inne drzwi. Praca w Warszawie, w dużej firmie stawiającej wysokie wymagania i rzucającej całkiem nowe wyzwania. Przebrnęłam rekrutację i udało się - mogłam rozpocząć nowy etap w karierze. Pożegnanie ze starymi śmieciami było trudniejsze niż się spodziewałam, ale perspektywa rozwinięcia skrzydeł była zbyt kusząca. Od roku jestem w nowym miejscu i nie żałuję. Jednocześnie zaangażowałam się w pewien projekt, który również daje mi mnóstwo satysfakcji. Niestety nie tak dawno moje zdrowie mocno się posypało. Byłam zmuszona zrezygnować ze sportu, przerwać treningi i pozbyć się nadziei na udane starty już na dobre. Poświęcam więcej czasu na blogowanie, ale to już nie jest to samo, a w dodatku odbija się to coraz mocniej na mojej wadze. Czuję, jak z dnia na dzień moja forma spada, jak bieg do pociągu staje się coraz trudniejszy, a wejście po schodach na 5 piętro wiąże się z wypiekami na twarzy i zadyszką. Nigdy nie było aż tak źle. Szukam formy aktywności dla siebie, ale do czasu dobrej diagnozy lekarskiej ograniczam ruch do minimum. I wpędza mnie to w coraz większą frustrację.
Ostatni weekend uzmysłowił mi jak zła jest moja kondycja. Pojechaliśmy z Darkiem na grzyby - kto śledzi naszego facebooka ten wie, że zbiory były imponujące! Spędziliśmy w lesie 4 godziny co chwila schylając się po kolejnego grzyba. I wierzcie lub nie, ale ta "aktywność" zaowocowała zakwasami!!! Zakwasy od zbierania grzybów - jak to w ogóle możliwe??! Myślę, że to jest ten moment, w którym muszę coś zrobić. Basen, Ewa Chodakowska na youtube, nordic walking - cokolwiek!
Na szczęście również w tej beznadziejnej sytuacji osiągnęłam pewną równowagę dobra i zła. Spełniłam mój zeszłoroczny plan i ulepiłam pierogi z kurkami. Ich smak otarł łzy rozpaczy nad moją kondycją, ale postanowienie pozostaje niezmienne - pora się ruszyć!

Jak to zrobić (ok. 30 sztuk pierogów):
  • 250 g mąki
  • 30 g masła
  • 1 jajko
  • 1 żółtko
  • 1/2 łyżeczka soli
  • 300 g kurek
  • 1 duża cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • 1/2 pęczka szczypiorku
  • sól i pieprz
Farsz dobrze jest zrobić dzień wcześniej, żeby był zimny. Kurki oczyścić i posiekać. Cebulę i czosnek drobno pokroić i podsmażyć na łyżce masła. Jak cebula zmięknie dodać kurki i dusić wszystko aż z grzybów wyparuje woda. Doprawić w międzyczasie solą i pieprzem. Ostudzony farsz wymieszać z posiekanym szczypiorkiem.
Masło roztopić i przestudzić. W małej miseczce dokładnie wymieszać jajko, żółtko i masło. Mąkę przesiać do dużej miski i dodać sól. Wlać jajka z masłem i wyrabiając dodawać powoli ciepłą wodę. Ilość jest trudna do określenia - u mnie wystarczyło ok. 100 ml. Ciasto musi być gładkie i elastyczne i nie może się kleić do rąk. Odstawić ciasto na 15 minut pod przykryciem. Ciasto bardzo cienko rozwałkować (ok. 1 mm grubości). Szklanką wycinać koła, na środku ułożyć łyżeczkę farszu i sklejać dociskając mocno krawędzie ciasta. Pierogi gotować w osolonym wrzątku przez ok. 5-7 minut. Można podać polane masłem lub z dodatkiem kwaśnej śmietany/jogurtu greckiego.




SMACZNEGO!

środa, 17 grudnia 2014

Czekoladowe pierogi z serkiem stracciatella

Chodziły za mną już od dawna. Są po prostu doskonałe....

Jak to zrobić:

  • 1 szklanka mąki
  • 2 łyżki kakao
  • gorąca woda ("ile mąka zabierze")
  • 2 kostki półtłustego twarogu
  • 3 łyżki jogurtu naturalnego
  • 2 łyżki cukru
  • 50 g gorzkiej czekolady
Mąkę wymieszaj z przesianym kakao. Wlewaj powoli gorącą wodę wyrabiając jednocześnie ciasto. Uważaj, żeby nie dodać za dużo! Musi wyjść gładkie, zwarte ciasto. Uformuj je w kulkę i zostaw na 10-15 minut. W misce zgnieć widelcem twaróg z jogurtem i cukrem. Dodaj posiekaną czekoladę i wymieszaj.
Ciasto rozwałkuj cienko i wycinaj szklanką koła. Na środku każdego ułóż trochę sera i zlep w kształt pieroga. Gotowe pierogi gotuj w osolonym wrzątku do momentu aż wypłyną na wierzch.




SMACZNEGO!

poniedziałek, 8 lipca 2013

Leniwe pierogi dla prawdziwego lenia

Jesteś znudzony godzinami spędzanymi w kuchni? Masz ochotę na pierogi, ale brak Ci czasu lub talentu do ich lepienia? Musisz szybko nakarmić zgraję rozkrzyczanych i wygłodniałych milusińskich? Mamy dla Ciebie rozwiązanie idealne - leniwe pierogi! Tylko nasze pierogi sprawią, że gotowanie stanie się relaksującym zajęciem, a Ty wreszcie uwierzysz we własne siły. Potrzebujesz tylko 5 składników i dosłownie kilku minut, aby zamienić je w pyszne sycące danie, które z pewnością docenią wszyscy Twoi domownicy. Nie czekaj, sprawdź już dziś!

.....tak się kończy oglądanie telezakupów Mango przed wyjściem do pracy :)

Jak to zrobić:
  • 1 kostka tłustego białego sera
  • 1,5 szklanka mąki (+ do podsypywania)
  • 2 jajka
  • masło
  • cukier


Na blacie lub stolnicy zagnieść biały ser z mąką i jajkami. Może się okazać, że będzie trzeba dodać więcej lub mniej maki - wszystko zależy od wilgotności sera i wielkości jajek. Generalnie ciasto nie może się lepić do rąk, żeby było łatwiej je kroić. Odrywać kawałki ciasta i formować z nich podłużne wałki. Spłaszczyć wałki dłonią i odkrajać pojedyncze "pierogi". Następnie wrzucić je do osolonego wrzątku i gotować do wypłynięcia na powierzchnię. Podawać na gorąco z odrobiną masła i posypane cukrem. PYYYCHAAA!!!



SMACZNEGO!

wtorek, 26 czerwca 2012

Najlepszy prezent na Dzień Ojca i na każdą inną okazję....

.....jeśli oczywiście ktoś ma takiego Tatę-Łasucha jak ja :) w weekend wybraliśmy się na wioskę zwabieni pogodą i pojawiającymi się już jagodami (oraz, jak się okazało, grzybami!). Całą sobotę i pół niedzieli spędziliśmy w lesie i zbiory okazały się całkiem pokaźne. Nie wiedziałam jeszcze, co z tymi jagodami zrobić, ale skoro już zostały przewidziane na dnioojcowski prezent to musiało być coś specjalnego. Od razu zaproponowałam pierogi, na co moja Mama zbuntowała się ("oooo nie, ja ich lepić nie będę!!"), ale błysk w Taty oku utwierdził mnie w przekonaniu, że to MUSZĄ być pierogi. Przepis na ciasto miałam, pozostało tylko przełamać opory związane z robieniem czegoś po raz pierwszy w życiu i wziąć się do dzieła. Darek oczywiście domagał się uwagi i nie pozwalał spokojnie wziąć się za gotowanie, ale wystarczyło położyć go w hamaku, chwilę pobujać, upewnić się, że chrapanie nie jest udawane i mogłam już spokojnie udać się do kuchni :)
Efekt oceniam jako zaskakująco dobry - wszystkie pierogi zniknęły, a wręcz pozostawiły niedosyt. Skoro jednak wiem, że robienie pierogów nie jest wielką skomplikowaną sztuką na pewno będę robić je częściej.

Jak to zrobić (przepis na ok. 30 sztuk):
  • 2 szklanki mąki+trochę w zapasie do podsypywania przy wałkowaniu ciasta
  • gorąca woda (dobrze mieć 1 litr, ale oczywiście zużywamy tylko tyle ile wchłonie mąka)
  • 1/2 łyżeczki soli
  • litr jagód (lub inne ulubione owoce)
Mąkę wysypać na stolnicę i zrobić w niej dołek. Do dołka wlać trochę wody i zmieszać palcami z mąką. Znowu zrobić dołek, dolać wody i zmieszać. Powtarzamy tę czynność aż do uzyskania zwartego ciasta, które nie klei się do rąk. Chwilę wyrabiać ciasto, uformować w kulkę, przykryć ściereczką i zostawić na ok. 15 minut. Następnie odkroić 1/3 i zrobić z tego mniejszą kulkę, którą wałkujemy do uzyskania grubości ok. 2 mm. Szklanką lub kubkiem wyciąć krążki, nałożyć do środka łyżeczkę jagód (może być łyżeczka "i troszkę") i zlepiać pierogi. Odłożyć na deskę, aby chwilę odpoczęły i wrzucać do osolonego wrzątku na 5 minut. Podawać ze śmietaną i cukrem.





SMACZNEGO!

dołączam się do akcji:

Jagody 2012