Polub nas na Facebooku

niedziela, 4 listopada 2012

Złote placuszki z kaszy kukurydzianej na niedzielne śniadanie

Długi leniwy weekend dobiega końca. Niestety aura nie rozpieszcza, co oznacza, że musimy rozpieścić się sami. A nic tak nie wprawia w dobry nastrój na cały dzień, jak jego miłe rozpoczęcie - królewskim śniadaniem na przykład. Po takim poranku można się spokojnie oddać niedzielnemu lenistwu w dobrym humorze. I nawet ten nadchodzący poniedziałek tak nie przeraża :)

Jak to zrobić (na 6 placuszków):
  • 1,5 szklanki mleka
  • 6 łyżek kaszy kukurydzianej
  • 1,5 łyżki cukru
  • 1 jajko
  • masło do smażenia
  • odrobina oleju roślinnego
  • dowolna konfitura (u mnie pomarańczowa)
Kaszę ugotować na mleku z cukrem. Gdy będzie gotowa ostudzić mieszając co jakiś czas, żeby nie zrobił się kożuch. Do ostudzonej kaszy wbić jajko i wymieszać. Zwilżonymi dłońmi formować placuszki i smażyć na maśle z dodatkiem odrobiny oleju roślinnego (dzięki temu masło się nie pali). Podawać z dodatkiem ulubionej konfitury. Do tego kakao "Puchatek" czy inny Nesquick i jesteśmy w raju :)




SMACZNEGO!

sobota, 3 listopada 2012

Wege-kotlety i pampuchy w sosie grzybowym

Co robi statystyczny Polak po dobrej imprezie z kolegami? Imprezie z gatunku tych "Stary, jak dawno cię nie widziałem!!!"? Ktoś powiedział śpi pół dnia? Brawo! Leczy kaca nie ruszając się z łóżka? Tak, to również poprawna odpowiedź.
A co robi Darek po takiej imprezie? No? Otóż Darek, proszę państwa, idzie na grzyby...budzi się, szybko połyka coś przeciwbólowego, je śniadanie i rusza w las. Nie jest to takie proste, o nie! Trzeba stoczyć naprawdę ciężką walkę z samym sobą, żeby zmusić się do tych wszystkich czynności wbrew zdrowemu rozsądkowi, który podpowiada "Przecież był śnieg i mróz, gdzie ty chcesz szukać grzybów??". Cóż, zdrowy rozsądek się pomylił, co pokazuje, że czasem warto zrobić coś szalonego. Efekt był taki, że po przejściu kilometra Darek musiał wrócić do domu po koszyk, bo siateczka, którą ze sobą zabrał nie pomieściłaby tych wszystkich maślaków, podgrzybków i prawdziwków, które jak się okazało bardzo lubią śnieg i mróz. Jego heroiczny czyn został nagrodzony wspaniałym obiadem składającym się z domowych pampuchów (drożdżowych klusek na parze) i fasolowych wege-kotletów skąpanych w sosie ze świeżutkich leśnych grzybów. Przepyszne zakończenie sezonu. Zimo przybywaj!

Przepis na pampuchy zaczerpnęłam z bloga Skarbnica Smaków (o tutaj), więc nie będę go powielać - odsyłam do autorki. Moja mała modyfikacja polegała na zastąpieniu masła 5 łyżkami oliwy. Z przepisu wyszło 12 pampuchów.

Jak to zrobić:

 Kotlety:
  • puszka białej fasoli
  • 3 łyżki kukurydzy z puszki
  • 1/2 cebuli
  • 2 ząbki czosnku
  • kawałek zielonej części pora
  • 1/2 pęczka natki pietruszki
  • 4 suszone pomidory z zalewy
  • 1 jajko
  • 1 łyżeczka majeranku
  • 1/2 szklanki bułki tartej+trochę do panierowania
  • 1/2 szklanki kaszy manny
  • 3 łyżki oliwy z oliwek
  • dużo pieprzu i sól do smaku
Że niby nie ma grzybów?
Sos:
  • 500 g świeżych grzybów
  • 2 cebule
  • 2 ząbki czosnku
  • 3 łyżki śmietany 18%
  • łyżka masła
  • 2 listki laurowe
  • 1/2 łyżeczki majeranku
  • 1/2 pęczka siekanej natki pietruszki
  • dużo pieprzu
  • 1/2 łyżeczki sproszkowanego chilli
  • sól do smaku
Składniki na kotlety wrzucić do robota i zmiksować. Dla "niezmotoryzowanych": pietruszkę, pora, pomidory, cebulę i czosnek posiekać. Fasolę zgnieść z kukurydzą. Połączyć wszystkie składniki z bułką, kaszą i jajkiem. Dolać oliwę, dodać majeranek, posolić, popieprzyć i wymieszać. Z masy lepić kotlety, obtoczyć w bułce tartej i smażyć z obu stron.
Grzyby oczyścić i pokroić. Wrzucić do wrzątku i obgotować przez 15-20 minut. Odcedzić i przepłukać pod zimną wodą. Na patelni zeszklić na maśle cebulę z posiekanym czosnkiem i listkami laurowymi. Dodać grzyby i dusić około 10 minut. Doprawić solą, pieprzem, chilli i majerankiem. Wymieszać, zaprawić śmietaną i dusić jeszcze około 5 minut.
Kotlety podawać z pampuchami polanymi grzybowym sosem.








Dziękuję, było pyszne!

SMACZNEGO!

wtorek, 30 października 2012

Prosto z Toskanii - torta di patate e porri


Mało jest chyba osób, które na widok sobotniego śniegu ucieszyły się tak jak my. Nie możemy się po prostu doczekać zimy - zasp śniegu, mrozu szczypiącego w nos, spokojnych wieczorów, gdy siedzenie w domu nie powoduje żadnych wyrzutów sumienia („Takie piękne słońce za oknem - zróbmy coś!”)..i żeby nie było - oboje jesteśmy kierowcami i niestety poranne odśnieżanie i ciche modły, żeby samochód zapalił nie są nam obce. Zima jest magiczna i wcale nie będziemy tęsknić za upałami. Chyba że mróz i śnieg zasiedzą się odrobinę za długo…
Zima to też czas, w którym trzeba wyhodować sobie osobistą izolację na mroźne dni i człowiek podświadomie odżywia się tak jakby obficiej… w końcu na wiosnę trzeba mieć co zrzucać J w związku z tym dziś proponujemy rozgrzewającą i sycącą przystawkę - tartę porowo - ziemniaczaną. Danie pochodzi z jednej z moich ulubionych książek „Smaki Toskanii” autorstwa Aleksandry Senghi . Autorka proponuje tartę w dziale z przystawkami, ale myślę, że spokojnie w naszych polskich realiach może zastąpić lekką kolację. Jest bardzo prosta i bardzo smaczna. Co prawda konsystencja tarty była dość luźna - coś jak zapieczone puree i nie dało się jej pokroić (chyba w przepisie zabrakło jajka), ale w smaku jest świetna.

Jak to zrobić (podaję za autorką+moje małe zmiany)
  • 1 kg ziemniaków
  • 200 g pora (dałam około 400, bo pora ubóstwiam)
  • 60 g tartego parmezanu (wiejskie realia pozwoliły mi na kupienie tartego sera niewiadomego gatunku marki Carrefour)
  • 1 opakowanie ciasta francuskiego
  • 5-6 łyżek oliwy z oliwek
  • szklanka mleka
  • sól i pieprz (oraz ząbek czosnku i odrobina gałki muszkatołowej ode mnie)
W osolonej wodzie ugotować ziemniaki w mundurkach. Po ostudzeniu obrać i zmiksować na gładką masę. Pora pokroić i podsmażyć na oliwie z ząbkiem czosnku. Dodać je do masy ziemniaczanej i wymieszać mlekiem, serem i przyprawami. Formę na tartę (u mnie z braku formy naczynie żaroodporne) wyłożyć ciastem francuskim tak, aby wychodziło poza krawędź. Wlać masę ziemniaczaną i zawinąć brzegi ciasta. Piec 30 minut w temperaturze 200-220 stopni (u mnie 15 minut w 200 stopniach i 15 w 150 stopniach - wszystko zależy od piekarnika).







SMACZNEGO!

czwartek, 25 października 2012

Aéblesuppe - duńska zupa jabłkowa

Takie małe co nieco na głód, który przychodzi o niewłaściwej porze. No bo przecież o godzinie 17, będąc już po jednym obiedzie w pracy nie mogę rzucić się na kolejny...a w brzuchu burczy nie do wytrzymania! W takiej kryzysowej sytuacji z czystym sumieniem mogę polecić bardzo prostą zupę jabłkową. Nie klasyfikowałabym tego dania do tradycyjnych zup owocowych (za którymi nie przepadam), ale raczej do mało treściwych (choć sycących!) i mało kalorycznych deserów idealnych na dietę :) to danie otwiera na blogu nowy dział potraw niskokalorycznych.
Jabłko jest idealnym owocem na diecie. Ma bardzo mało kalorii, jest pełne witamin i dobroczynnego błonnika, a nawet przypisuje mu się właściwości przeciwrakowe. Wśród Brytyjczyków krąży na ten temat przysłowie: "One apple a day keeps doctor away". Wiem, że jako dyplomowany dietetyk powinnam dać nieco bardziej rzetelne informacje, ale wybaczcie - brak mi weny na mędrkowanie:) po prostu jedzmy jabłka i kropka (koniecznie ze skórką i koniecznie myte).
Przepis pochodzi z książki "Potrawy z różnych stron świata" autorstwa Macieja E. Halbańskiego zakupionej na Allegro za jakąś śmieszną kwotę. Absolutnie odradzam wszelkie udziwnienia przepisu (żadnego cynamonu, imbiru itd.), bo prawdziwy smak tego deseru kryje się w jego prostocie. Nie próbujmy poprawiać tego, co z natury jest doskonałe. Amen. Jedziemy z zupą.

Jak to zrobić (cytuję autora + moje uwagi w nawiasach):

  • 75 dag kwaśnych jabłek (użyłam rubinów)
  • łyżeczka skórki otartej z cytryny (ja dodałam jeszcze kilka kropel soku)
  • 2 łyżki cukru (dałam 1,5 - w końcu ma być light :))
  • łyżka mąki ziemniaczanej
  • 4 sucharki (tu muszę się przyznać - użyłam moich ukochanych twardych herbatników Petit Beurre...)
  • 4 łyżki bitej śmietany (tu się zrehabilitowałam i zastąpiłam jogurtem greckim)
Jabłka umyć, pokroić w ćwiartki, wyjąć gniazda (nie obierać!). Zalać szklanką wody i ugotować do miękkości z cukrem i skórką cytryny. Przetrzeć przez sito dolewając 2 szklanki wody. Zagotować dodając mąkę ziemniaczaną rozprowadzoną w niewielkiej ilości wody. Zupę podawać na gorąco z pokruszonymi sucharkami (herbatnikami) i łyżką bitej śmietany (jogurtu).






SMACZNEGO!

wtorek, 23 października 2012

Idealny deser - jabłka nadziane jesienią

Pomysł na ten deser został zainspirowany przez Darka, który po jednym ze spotkań "na szczycie" w jakiejś knajpie wyłapał w menu jabłko nadziewane musem z dyni. Bardzo mi się to spodobało, ale sama dynia jakoś mnie nie przekonywała ("Tam oprócz dyni było coś jeszcze, ale nie pamiętam..."). Dodałam w związku z tym moje "coś jeszcze" i efekt jest świetny. Wspaniały, klimatyczny deser wprost stworzony na tę porę roku. Niestety aura za oknem coraz mniej przypomina polska złotą jesień (przynajmniej na Mazowszu...), ale takie pyszne, gorące pieczone jabłko pełne słodkich kawałeczków jesieni rozgania mgłę za oknem błyskawicznie!
Szczerze zachęcam do wypróbowania dopóki jeszcze sezonowe składniki są świeże i dostępne.

Jak to zrobić:
  • 4 duże jabłka
  • 300 g dyni
  • 250 g śliwek węgierek
  • 100 g świeżej żurawiny
  • 1/2 łyżeczki mielonego imbiru
  • 1/2 łyżeczki mielonego cynamonu
  • 2 solidne łyżki cukru + 4 łyżeczki
Dynię obrać i pokroić w drobną kosteczkę. Śliwki pozbawić pestek i pokroić w paski. Dynię zalać w garnku szklanką wody, wsypać 2 łyżki cukru i gotować dopóki dynia się nie rozpadnie. Dodać śliwki i żurawinę oraz imbir i cynamon, podgrzewać jeszcze około 2-3 minut zdjąć z ognia. Przestudzić. Jabłka umyć, wykroić ogonki (tak, żeby powstało coś w rodzaju korka) i ostrożnie wydrążyć w środku. Uwaga, żeby nie przebić skórki! Wydrążone jabłka napełnić musem dyniowo-śliwkowo-żurawinowym i na wierz wsypać po płaskiej łyżeczce cukru. Zatkać "koreczkiem". zawinąć jabłka w folię aluminiową i wstawić do gorącego piekarnika (170-180 stopni) na około 20 minut. Nasze piekły się zbyt długo dlatego nie wyglądają szczególnie zachęcająco, ale wyszły przepyszne, naprawdę polecam!

A tak pięknie było w niedzielę...





SMACZNEGO!

niedziela, 21 października 2012

Na niedzielny obiad - kotlety z kalafiora z włoskim sosem

Niedzielny obiad kojarzony jest z reguły wystawnie. Tego dnia mamy więcej czasu, żeby przygotować coś wyjątkowego i świątecznego dla rodziny. Niestety wciąż bardzo popularny jest pewien niedzielny standard, czyli rosół i schabowy z ziemniakami (lub opcjonalnie inny kawał mięcha). A może by tak raz pójść inną drogą i dać bliskim coś zdrowszego i równie pysznego? Moja propozycja na dziś: kotleciki z kalafiora z pęczakiem, fasolką szparagową i włoskim sosem. Nie ukrywam, trochę roboty przy tym jest (szczególnie jeśli nie posiada się robota kuchennego), ale mając więcej czasu można spokojnie i niespiesznie pokrzątać się przy garach. To nasze drugie podejście do kotlecików z kalafiora (poprzednie tutaj), ale spokojnie spokojnie, nie będziemy się powtarzać. Dziś nieco inna wariacja na temat tego dania. Jeśli jeszcze nie próbowaliście - gorąco zachęcam.
Obiad bardzo sycący, ale tak lekki, że spokojnie zostało miejsce na kawałek cukiniowego ciasta i kubek zielonej herbatki. Niedzielo trwaj! :)

Jak to zrobić (około 10 kotletów):
  • 1 mały kalafior
  • 1/2 pęczka pietruszki
  • 1/2 pęczka koperku
  • 2 ząbki czosnku
  • 1/2 cebuli
  • 1,5 szklanki bułki tartej + do panierowania
  • 1,5 szklanki kaszy manny
  • 2 jajka
  • 1/2 papryczki chilli
  • 1 łyżeczka soli
  • opcjonalnie: tarty ser typu Lazur
Sos:
  • 1 duży pomidor
  • kilka gałązek bazylii
  • 1 mały ząbek czosnku
  • 1/2 łyżeczki soli
  • kawałek papryczki chilli
Kalafiora ugotować w osolonej wodzie i wystudzić. Nie może być zbyt miękki - taki al dente. Wszystkie składniki na kotlety wrzucić do misy robota i dokładnie zmiksować. Jeśli nie mamy robota to niestety trzeba siekać ręcznie. Masę wstawić do lodówki na minimum 2 godziny. Po tym czasie sprawdzić czy masa jest dostatecznie gęsta, to znaczy czy można formować zwarte, nie rozpadające się kotlety. Jeśli nie, dosypać  jeszcze trochę bułki tartej lub kaszy manny. Z masy kalafiorowej formować kotlety, obtaczać w bułce tartej i smażyć na gorącym oleju. Po wyłożeniu na talerz gorące kotlety posypać serem.
Składniki na sos dokładnie zmiksować i odstawić na minimum godzinę do lodówki. Sosem możemy polać fasolkę lub kotlety.





SMACZNEGO!

sobota, 20 października 2012

A na weekend - Czekoladowe ciasto z cukinią

Robił je już chyba każdy kulinarny blogger, robię i ja. Po pierwsze dlatego, że bardzo ciekawił mnie jego smak - zachwalany na każdym blogu, który podjął się upieczenia tego ciasta. Po drugie dlatego, że od dawna zalegała u nas w domu 2-kilogramowa cukinia (były dwie, z jedną już się uporałam) przyniesiona do domu przez Darka, jako prezent od kolegi. Co prawda ilość cukinii w cieście nie uwolni mnie całkowicie od tego gigantycznego warzywa, ale małymi kroczkami w końcu uda mi się ją zużyć.
Do zrobienia ciasta wykorzystałam przepis największego chyba guru wypieków w całej blogosferze, czyli niezawodnej Doroty Świątkowskiej z bloga www.mojewypieki.com. A w kolejce czeka już czekoladowe ciasto z burakami.....
Ciasto nie wyrosło jakoś nadzwyczajnie, ale jest wilgotne i miękkie. A smak ma wyjątkowy. To ciasto jest tak niesamowicie czekoladowe (nie wiedziałam, że 60 g kakao to tak dużo!), że będzie smakowało chyba każdemu.

Jak to zrobić (pozwolę sobie zacytować za autorką):
  • 115 g miękkiego masła
  • pół szklanki oleju
  • 250 g drobnego cukru do wypieków
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • 2 duże jajka
  • pół szklanki kwaśnej gęstej śmietany lub jogurtu naturalnego
  • 300 g mąki pszennej
  • 60 g kakao
  • 2 łyżeczki kawy rozpuszczalnej (niekoniecznie)
  • 2 szklanki cukini startej na tarce o dużych oczkach (około 340 g)
  • 60 g gorzkich chipsów czekoladowych lub posiekanej gorzkiej czekolady

Masło zmiksować na jasną puszystą masę. Dodawać stopniowo olej i nadal miksować. Dodać cukier, wanilię, sodę, proszek do pieczenia, sól. Zmiksować. Po kolei wbijać jajka nie przestając miksować.
Dodawać mąkę na przemian ze śmietaną, miksując. Dodać kakao i kawę, zmiksować. Na końcu dodać cukinię i chipsy czekoladowe, wymieszać.
UWAGA: ponieważ nie mam miksera i wszystko musiałam mieszać ręcznie, pomogłam sobie ustawiając miskę nad garnkiem z gorącą wodą (taka kąpiel wodna dla ciasta). Dzięki temu wszystko się pięknie połączyło.
Blachę o wymiarach 22 x 33 cm (ja piekłam a tortownicy o średnicy 24 cm, ale polecam jednak większą blachę) wyłożyć papierem do pieczenia. Wyłożyć do niej ciasto. Piec w temperaturze 160ºC przez około 35 - 45 minut (lub dłużej, do tzw. suchego patyczka). Ja w związku z tym, że piekłam w tortownicy - piekłam aż 80 minut. Ciasto wyjąć, ostudzić. Przed podaniem polać polewą czekoladową.

Polewa czekoladowa:
  • 100 g gorzkiej czekolady (użyłam mlecznego zająca wielkanocnego - odradzam)
  • 40 g masła

Czekoladę roztopić w kąpieli wodnej, dodać masło, wymieszać. Rozsmarować na cieście.








SMACZNEGO!