Polub nas na Facebooku

sobota, 7 września 2013

Jesienne ciasto dyniowo-jabłkowo-śliwkowe

Dokładnie 4 lata temu w pierwszych dniach września pakowałam walizki i rozpoczynałam swoją największą jak dotąd przygodę życia. Nie pamiętam, czy to był 8 czy 9 września, ale któregoś z tych dni o godzinie 4 rano pędziłam z moją mamą i siostrą na krakowskie lotnisko, żeby o 9 rano wyruszyć w lot do Paryża na 5-miesięcznego Erazmusa. Lot minął mi jak sen, w którym nie czułam żadnego stresu, czy lęku przed nieznanym. Pamiętam jak dziś moment, w którym stanęłam z moim dobytkiem na gigantycznym lotnisku Charlesa De Gaulle'a, a w głowie miałam dokładny plan, co mam robić dalej. Wiedziałam, do którego pociągu RER wsiąść, w jaką linię metra się przesiąść i na jakim przystanku wysiąść. I dopiero na Place d'Italie zdałam sobie sprawę, że mój plan nie obejmował już dotarcia pod końcowy adres. Działałam jak w amoku, pierwszą lepszą napotkaną francuską babcię spytałam o drogę, moim wtedy jeszcze niepewnym francuskim, ale biedaczka nie miała bladego pojęcia, o czym mówię (skąd niby miałam wiedzieć, że ulicę "Yitzhak Rabin" wymawia się "Isaak Rabę"??). Pokierowała mnie mniej więcej w dobrą stronę i dalej już  pytając o drogę posługiwałam się zapisanym na kartce adresem. W końcu dotarłam, zameldowałam się w akademiku, rzuciłam wszystkie klamoty i ruszyłam w miasto. Paryż był mój! Na całe 5 miesięcy! Tyle było do zwiedzenia, tyle do odkrycia, do przeczytania i do zobaczenia. Pogoda była cudowna, prawdziwa złota jesień. Od tego czasu ilekroć za oknem widzę wrześniowe słońce i świat zmieniający kolory na jesienne przypominam sobie ten niesamowity czas we Francji. Może kiedyś opowiem o nim więcej...
Błądząc we wspomnieniach pomyślałam, że pora na dobre pożegnać się z latem. Podobno jeszcze ma być ciepło, jeszcze wróci słońce, ale już nie będzie nas grzało tak samo mocno, jak w lipcu, a liście na drzewach cudownym sposobem nie zzielenieją. Niestety. Wobec tego dziś zapraszam na pierwsze jesienne ciasto. Pomysł zainspirowany przepisem Zosi z Makecookingeasier (KLIK), ale nie trzymałam się ściśle oryginału.

Jako to zrobić:
  • kruche ciasto z tego przepisu (KLIK)
  • 300 g dyni
  • 4 duże jabłka obrane i starte na tarce
  • garść węgierek
  • 10 herbatników
  • 6 orzechów włoskich pozbawionych łupinek
  • 200 g śmietany kremówki
  • 3 jajka
  • 1/2 szklanki cukru
  • 1 płaska łyżeczka cynamonu
Orzechy i herbatniki zmielić w młynku lub blenderze na proszek. Okrągłą formę do pieczenia wysmarowaną masłem wyłożyć połową rozwałkowanego ciasta kruchego. Ponakłuwać spód widelcem, wyłożyć warstwą herbatników z orzechami i wstawić do lodówki. W międzyczasie dynię obrać, drobno pokroić i wrzucić do garnka. Podlać łyżką wody i dusić do całkowitego rozpadnięcia się dyni. Jabłka wrzucić na patelnię, zasypać łyżką cukru, podlać odrobiną wody i dusić do miękkości. Dynię i jabłka ostudzić. W osobnej misce rozbełtać jajka ze śmietanką, cukrem i cynamonem i dodać do mikstury wystudzone jabłka i dynię. Dokładnie wymieszać. Z lodówki wyjąć spód ciasta i wyłożyć na niego mieszankę dyni i jabłek. Wyrównać i na wierzchu ułożyć skórką do góry pozbawione pestek i przekrojone na pół śliwki. Rozwałkować pozostałe ciasto kruche i przykryć wierzch tarty. Zrobić małe nacięcia nożem, żeby para w trakcie pieczenia mogła uciekać (można też wykorzystać mój sposób..). Ciasto piec w 190 stopniach przez około 45 minut.


Ciasto zabrałam do pracy. Tak wygląda po przekrojeniu

SMACZNEGO!

2 komentarze:

  1. Wow..ile dobroci w jednym cieście :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale,ale kiedy wreszcie zaprosisz na takie dobroci....

    OdpowiedzUsuń