Polub nas na Facebooku

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Śniadanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Śniadanie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 23 kwietnia 2017

Tofucznica z pomidorami

"Jak się nie przewrócisz to się nie nauczysz" - mawiała moja Mama, kiedy razem z siostrą uczyłyśmy się jeździć na nartach. To prawda uniwersalna, którą można zastosować w każdej dziedzinie życia. Nie popełniając błędów nie uczymy się i nie robimy postępów. Oczywiście każda wywrotka kończy się bólem tyłka, siniakiem, wstrząsem mózgu albo złamaną ręką, ale poskładani i wyleczeni pamiętamy już do końca życia czego nie należy robić.
Jaki ma to związek z moim gotowaniem? Od lat słyszałam o wegańskiej wersji jajecznicy, zrobionej z tofu i kurkumy. Uznałam jednak ten wynalazek za zbyt abstrakcyjny, by wpisywać go nawet na ostatnie miejsce mojej listy potraw do wypróbowania. Za "gołym" tofu, bez wyrazistych przypraw, szczególnie nie przepadam i rzadko je kupuję. Niedawno w mojej lodówce znalazła się kostka tofu z bazylią i tak leżała długi długi czas aż przypomniałam sobie o niej tuż przed upływem terminu ważności. I wtedy właśnie przypomniałam sobie o tofucznicy. Miałam mało czasu na gotowanie i postanowiłam zaryzykować. Była pyszna. Nie ściemniam, nie żartuję, nie ironizuję, była po prostu doskonała! Unikanie jej przez tyle lat wegetarianizmu było jednym z większych błędów, jakie popełniłam. Przepraszam i lecę po tofu...i tutaj parafrazując powiedzonko mojej Mamy przekazuję Wam moją mądrość życiową: "Jak nie spróbujesz to się nie wypowiadaj!".

Jak to zrobić (porcja dla 2 średnio głodnych osób lub jednej bardzo głodnej):
  • 1 kostka tofu
  • 1/2 dużej cebuli
  • garść pomidorków koktajlowych
  • spora szczypta kurkumy
  • sól i pieprz
  • 1 łyżka oleju
  • świeża bazylia i świeży koperek
Na patelni rozgrzać olej i wrzucić cebulę pokrojoną w kostkę oraz kurkumę. Smażyć aż cebula będzie całkowicie miękka i zacznie lekko brązowieć. Tofu rozgnieść widelcem na mniejsze okruchy i dodać do cebuli. Wymieszać dokładnie i smażyć aż tofu się podgrzeje. Doprawić solą i pieprzem. Zdjąć z palnika i wymieszać z pomidorkami koktajlowymi przekrojonymi na pół. Wyłożyć na talerz i posypać zieleniną.



SMACZNEGO!

niedziela, 6 listopada 2016

Pszenno-owsiane bułeczki śniadaniowe

Nie należę do osób robiących listy. Życie co prawda pokazało mi nie raz (i nie dwa), że gdybym wcześniej spisała wszystko na liście to zadania wykonywałoby się znacznie szybciej i łatwiej, ale ja uparcie trwam przy swoim. Pakując walizkę na wyjazd wrzucam do niej wszystko, co mi wpadnie w ręce i w efekcie zawsze mam czegoś za dużo, albo czegoś mi zabraknie. Albo zakupy. Idąc do sklepu łudzę się, że zapamiętam wszystko, czego potrzebuję, a kończy się na przeładowanym koszyku, mocno uszczuplonym portfelu i braku jednej lub dwóch rzeczy, o których miałam pamiętać. Myślę, że upodobanie do planowania wszystkiego na papierze nie jest cechą, której można się nauczyć - z tym trzeba się urodzić. I wiem, że choćbym nie wiem jak się starała, to moje listy i tak do niczego nikomu by się nie przydały (a najmniej mnie samej). Dlaczego? Cóż, szkoda, że nie mogę Wam pokazać moich notatek ze studiów - wyrażają więcej niż tysiąc słów. Nikt ich ode mnie nie kserował, bo w tych wszystkich strzałkach, gwiazdkach, podkreśleniach i przekreśleniach ja sama czasem się gubiłam. Pozwólcie więc, że pozostanę w moim wewnętrznym chaosie szczęśliwa i spokojna. Tym bardziej, że czasem może wyjść z tego coś dobrego. Niedawno pod wpływem impulsu weszłam do sklepu po kaszę jaglaną, a wyszłam z fasolą i mąką owsianą i bez żadnego pomysłu na to, co z tego zrobię. Fasola skończyła w zupie, ale ta mąka...na ratunek przyszedł mi producent, który na opakowaniu umieścił przepis na bułki. Postanowiłam wypróbować go i efekt prezentuję Wam w dzisiejszym wpisie. Wprowadziłam małe modyfikacje i tę wersję Wam podaję. Na niedzielne śniadanie są idealne!

Jak to zrobić (8 bułeczek):
  • 130 g mąki pszennej
  • 80 g mąki pszennej razowej
  • 90 g mąki owsianej
  • 2 łyżki oliwy
  • 1 łyżeczka soli
  • 1/4 kostki drożdży
  • 1/2 szklanki ciepłej wody
  • 1/2 szklanki ciepłego mleka
  • 1 łyżeczka cukru
  • garść pestek słonecznika
  • garść nasion sezamu
  • sezam i czarnuszka do posypania (może być też mak, nasiona słonecznika - co chcecie)
Wszystkie mąki wymieszać w misce z solą i nasionami. W małej miseczce rozpuścić drożdże w mleku i wodzie z dodatkiem cukru. Wlać oliwę i połączyć wszystko z mąką. Wyrobić ciasto (będzie dość rzadkie) i zostawić pod przykryciem na godzinę do wyrośnięcia. Po tym czasie ciasto umieścić na stolnicy podsypanej mąką i krótko wyrobić. Odrywać kawałki ciasta i formować bułeczki. Ułożyć je na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, posypać dowolnymi dodatkami i pozostawić pod przykryciem na 30 minut. Wstawić blachę do piekarnika nagrzanego do 200 stopni (grzanie góra-dół) na 20-25 minut. Wystudzić przykryte ściereczką.




SMACZNEGO!

czwartek, 20 października 2016

Jaglanka z prażonymi jabłkami i orzechami

W dzieciństwie lubiłam chorować. Szczególnie jesienią lub zimą i szczególnie wtedy, gdy choroba wiązała się z pozostaniem w domu, a najlepiej w łóżku oraz brakiem jakichkolwiek obowiązków ze szkolnymi na czele. Wówczas cały świat kręcił się wokół mnie, Mama przynosiła mi lekarstwa albo obrane jabłko pokrojone w cząstki, żebym z głodu nie padła. Miła była świadomość, że moje koleżanki siedzą w szkole i z utęsknieniem oczekują końca lekcji, a ja przewracam się z boku na bok w łóżku i nie muszę się niczym przejmować. Z braku komputerów, komórek i telewizora w każdym pokoju (takie były czasy), rozrywki dostarczały mi książki i bajki na kasetach magnetofonowych, którymi mogłam dowolnie zarządzać.
Kiedy dorosłam, chorowanie mi się odwidziało. Stawało na przeszkodzie różnym spotkaniom, imprezom, kolokwiom i egzaminom, których nie mogłam odpuścić. A już zupełnie znielubiłam chorowanie z chwilą wyprowadzenia się z domu i pójścia do pracy. Nie dość, że chcąc pozostać w domu potrzebuję zwolnienia lekarskiego (niestety nie wystarczy usprawiedliwienie od Mamy...) to na domiar złego sama muszę sobie obierać jabłka i kroić w cząstki oraz podawać lekarstwa, przynajmniej do czasu aż Darek nie wróci z pracy. Tak, aktualnie zdecydowanie NIE lubię chorować. Na szczęście nie zdarza się to często, a jeśli już się zdarza to przeważnie czuję się na tyle dobrze, że nie muszę siedzieć w domu. Jednak tym razem jest inaczej...gluty po pas, kaszel, ból gardła i w ogóle FUJ! Zostałam w domu, żeby nie zarażać koleżanek w pracy i tak sobie wegetuję w moich czterech ścianach. Jedyny pozytywny punkt jest taki, że mam czas na dobre śniadanie. Takie jesienne i rozgrzewające. Polecam wszystkich smarkającym i kaszlącym. Kataru co prawda nie leczy, ale smuteczki przegania, więc warto!

Jak to zrobić (1 porcja):
  • 1/2 szklanki suchej kaszy jaglanej
  • 1 szklanka mleka
  • 1 jabłko
  • 1 łyżka brązowego cukru
  • 10 g masła
  • 1 łyżka syropu klonowego
  • garść posiekanych orzechów włoskich
  • 1/2 łyżeczki cynamonu
  • 1/4 łyżeczki imbiru w proszku
  • szczypta soli
Kaszę ugotować na mleku ze szczyptą soli. Gdy będzie gotowa zdjąć z palnika, wymieszać z syropem klonowym i większością orzechów. Na patelni roztopić masło i wsypać cukier. Podgrzewać aż cukier się rozpuści i na patelnię wsypać obrane i pokrojone w kostkę jabłko. Dokładnie wymieszać. Doprawić cynamonem i imbirem i prażyć ok. 3-5 minut. Podawać z kaszą i posypać resztą orzechów.



SMACZNEGO!

poniedziałek, 19 września 2016

Pasztet warzywny z sokowirówki

Po pierwsze - nie marnować. Dawno już przerzuciłam się z robienia raz w tygodniu dużych zakupów spożywczych w hipermarkecie na regularne, nawet codzienne wizyty w lokalnych sklepikach i warzywniakach. I chociaż za kilogram marchewki płacę kilka groszy więcej, to w zamian mam pewność, że całą zakupioną marchewkę zużyję w kuchni (ewentualnie poczęstuję nią towarzystwo w stajni). Robienie zakupów w miarę potrzeb - nawet po nieznacznie wyższej cenie, zredukowało znacznie ilość odpadów spożywczych produkowanych w naszym domu. Powiem więcej, w wykorzystywaniu produktów spożywczych powoli osiągam level expert. Już pokazywałam Wam jak zrobić hummus z liśćmi rzodkiewki, które zwykle lądują w koszu (tutaj przepis: KLIK), a dziś podrzucam pomysł na zużycie resztek pozostałych po wyciskaniu soku w domowej sokowirówce. Kto posiada takie urządzenie ten wie, że domowa produkcja soku pozostawia stertę bezużytecznej warzywno-owocowej sieczki, którą:
a. spuszczamy w toalecie,
b. umieszczamy w koszu na śmieci budując niczym J.W. Construction wspaniałe nowe osiedle dla much, mrówek i innych niechcianych lokatorów,
c. wrzucamy do reklamówki i od razu wynosimy na śmietnik,
d. kompostujemy.
Do powyższej listy dodaję dziś opcję:
e. przygotowujemy z niej warzywne burgery/pasztety.
I to jest dla mnie najlepsze rozwiązanie. Nie muszę już trzeć warzyw na ręcznej tarce przeklinając przy tym wszystko i wszystkich wokół. Baza do gotowania robi się sama, a reszta czynności to już czysty relaks przepijany łyczkami świeżo wyciśniętego soku.

Jak to zrobić:
  • ok. 4-5 szklanek warzyw pozostałych po wyciskaniu soku w sokowirówce (u mnie marchew, seler, buraki i jabłka)
  • 1 puszka czerwonej fasoli
  • 1 jajko
  • 1/2 szklanki kaszy manny
  • 5 łyżek sosu sojowego
  • 1 ząbek czosnku
  • dowolne przyprawy (u mnie za'atar, wędzona czerwona papryka)
  • 3 łyżki oliwy z oliwek
  • 2 łyżki oleju sezamowego/arachidowego lub zwykłego rzepakowego
  • pieprz i sól do smaku
Warzywa udusić na patelni z dodatkiem soli, pieprzu i czosnku przeciśniętego przez praskę. Co jakiś czas podlewać wodą i często mieszać. Po ok. 15 minutach zdjąć z ognia. Fasolę zmiksować blenderem na gładką masę. Wymieszać fasolę z warzywami. Dodać jajko, kaszę mannę i przyprawy. Jajko można dodać na samym końcu, próbując wcześniej czy masa jest dobrze przyprawiona. Keksówkę wysmarować masłem i wysypać tartą bułką. Przełożyć warzywa do formy, posypać wędzoną papryką i ziarnami słonecznika. Piec ok. 30-40 minut w temperaturze 180 stopni.




SMACZNEGO!

piątek, 17 czerwca 2016

Puszyste serniczki z patelni z truskawkami i miętą marokańską

Dziś małe wtrącenie w kaszomaniakowe przepisy. Śniadanie improwizowane, które wyszło tak dobre, że muszę się z Wami podzielić! Przepis wymyślałam w trakcie robienia, ale proporcje starałam się dokładnie zapamiętać. Pyszne, niezbyt słodkie, lekkie jak chmurka placuszki w sam raz na letnie śniadanie lub deser.
Uprzedzając pytanie: czym się różni mięta marokańska od zwykłej? Ma dużo bardziej intensywny i słodkawy aromat. Nie jest gorzka w przeciwieństwie do mięty pieprzowej. To niesamowite, ale wystarczy lekko trącić listki, a w powietrzu natychmiast czuć jej zapach. Nasza parapetowa mięta jest dosłownie marokańska, bo sadzonka przyjechała prosto z Maroka. Nie potrzebuje specjalnego traktowania i można ją uprawiać w naszym umiarkowanym klimacie.

Jak to zrobić (12 sztuk):
  • 100 g mielonego sera twarogowego o smaku śmietankowym (takiego na sernik lub do kanapek)
  • 2 jajka
  • 3 pełne łyżki mąki pszennej
  • 1 łyżeczka cukru pudru
  • 1/4 szklanki (ok 4 łyżek) śmietanki kremówki (30 lub 36% tłuszczu)
  • 150 g truskawek
  • 1 łyżka cukru pudru
  • opcjonalnie: kilka listków mięty marokańskiej (lub innej)
Żółtka oddzielić od białek. W misce wymieszać ser, śmietankę mąkę i żółtka. Białka ubić na sztywno dodając 1 łyżeczkę cukru pudru i szczyptę soli. Delikatnie połączyć pianę z masą serową. Na rozgrzanej patelni smażyć nieduże placuszki.
Truskawki pokroić w małe cząstki i wymieszać z cukrem pudrem i posiekaną miętą. Podawać z placuszkami.




SMACZNEGO!

piątek, 27 maja 2016

Manna z sosem z rabarbaru

Poziomka z parapetowego ogródka
Mannę zna każdy. Jedni kochają, innym na jej widok i wspomnienie smaku robi się słabo. Jedni lubią gładką, inni z grudkami. Jedni wolą na mleku, inni na wodzie. Ja zaliczam się do elitarnego grona osób, którym w oku zapalały się radosne iskierki, gdy na stole podczas kolonijnego śniadania lądowała waza z zupą mleczną. Zawsze brałam dokładkę. ZAWSZE. Moje dzieciństwo to owsianki, kasze i makaron lub ryż na mleku, które Tata gotował rano i podawał z domowymi konfiturami z wiśni.  Z wiekiem gust w tej kwestii wcale mi się nie zmienił, a w dodatku miałam to szczęście, że facet, którego wybrałam na męża miłość tę podziela. Co więcej trafiła mi się taka perełka, która uwielbia kaszę z grudkami na tyle, że odkryła trik jak ją ugotować, żeby za każdym razem ilość grudek była satysfakcjonująca! Czyż to nie wspaniały zbieg okoliczności?
Nie wiem jakie jest Wasze zdanie, ale jeśli nie lubicie manny to skorzystajcie chociaż z przepisu na sos z rabarbaru. Można go dodać do budyniu lub lodów.

Przypominamy Wam o konkursie! Nadal możecie zdobyć bardzo fajne książki, zapraszamy :)

link do konkursu: KLIK


Jak to zrobić:
  • 3/4 szklanki mleka
  • 1/4 szklanki śmietanki 30%
  • 1 łyżka cukru
  • 4 łyżki kaszy manny
sos z rabarbaru:
  • 2 łodygi rabarbaru
  • 1 łyżka masła
  • 2 łyżki cukru
  • ziarenka z 1 laski wanilii lub kilka kropel esencji waniliowej
Najpierw robimy sos. Rabarbar obrać i pokroić w plastry. W garnuszku rozpuścić masło z cukrem i wsypać rabarbar. Zamieszać, zmniejszyć ogień. Dodać wanilię i gotować przez ok. 15 minut mieszając od czasu do czasu. W osobnym garnku zagotować mleko i śmietankę. Dodać cukier. Wsypać kaszę, zamieszać i gotować aż zgęstnieje.


SMACZNEGO!

sobota, 26 marca 2016

"Detoks cukrowy": Naleśniki kokosowe z ricottą

Zauważyłam, że będąc na diecie zawsze największą ochotę mamy na to, czego nie wolno nam jeść. Na co dzień możesz nie jeść czekolady nawet przez miesiąc, ale jeśli wiesz, że nie wolno jej ruszyć, to śni Ci się po nocach. Zgodzicie się? Swoją drogą, objaw podobny do obsesyjnego myślenia o papierosie podczas próby zerwania z nałogiem..
Na szczęście program cukrowego detoksu Filippy Salomonsson to wyjątkowo nietypowa dieta i choć naszym celem jest odzwyczajenie się od cukru, to desery są w nim przewidziane. Nie są to jednak typowe słodkie przekąski, które można kupić w kiosku. Trzeba włożyć troszkę wysiłku w ich przygotowanie, ale zdecydowanie warto.
Wertując przepisy podane w „Detoksie cukrowym” moje oko kilka razy zatrzymało się na dłużej na przepisach, które wywołały u mnie ślinotok. Jednak decydując się na to, który Wam zaprezentuję w ramach propozycji deserowej nie wahałam się długo. Uwielbiam naleśniki w każdej postaci, a najbardziej oczywiście te na słodko. Aż podskoczyłam z radości widząc przepis na dzisiejsze kokosowe naleśniki z serem ricotta (to są raczej omlety, nie naleśniki - wychodzą grube, pyszne i sycące). Nie ma w nich nawet pół łyżeczki cukru, ale kokosowo-waniliowy aromat i do tego słodko-kwaskowata ricotta zaspokajają całkowicie apetyt na słodkości. Przepis jest przewidziany na jednego dużego naleśnika, ale ja podzieliłam porcję i usmażyłam dwa cieńsze, bo miały być deserem po śniadaniu. Uwierzcie, że najedliśmy się nimi do syta.

A teraz niespodzianka! Już we wtorek zorganizujemy dla Was konkurs, w którym do zdobycia będą 3 książki Filippy Salomonsson "Detoks cukrowy". Zapraszamy!!!

Tymczasem jednak zapomnijmy na moment o dietach i detoksach.. życzymy Wam zdrowych i Wesołych Świąt Wielkanocnych!

Jak to zrobić (2 naleśniko-omlety):
  • 200 ml (ok. 80 g) mąki kokosowej (można zmielić w młynku do kawy 80 g wiórków kokosowych)
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • pół łyżeczki soli nierafinowanej
  • pół łyżeczki wanilii w proszku (lub esencji waniliowej lub aromatu waniliowego)
  • 2 jajka
  • 100 ml mleka migdałowego (lub jakiekolwiek inne roślinne mleko)
  • olej kokosowy do smażenia
  • 1 łyżka wiórków kokosowych
  • 1 łyżka sera ricotta albo jogurtu bałkańskiego
Wymieszaj w misce mąkę kokosową, proszek do pieczenia, sól i wanilię. Odstaw. W osobnej misce ubij widelcem jajka z mlekiem migdałowym. Następnie wsyp suche składniki i wymieszaj. Rozgrzej łyżeczkę oleju kokosowego na patelni, wlej masę i usmaż naleśnik z obu stron. Do smażenia każdego kolejnego naleśnika dodawaj odrobinę oleju kokosowego. Przed podaniem udekoruj serem ricotta i wiórkami kokosowymi.





Propozycja Darka dla osób po detoksie: wersja z owocami


SMACZNEGO!

poniedziałek, 29 lutego 2016

Shakshuka

"Co ty znowu wymyśliłaś..." usłyszałam, gdy poinformowałam Darka co zrobię na weekendowe śniadanie. Z moich obserwacji wynika, że wszelkie potrawy lub produkty o dziwnych lub obco brzmiących nazwach w pierwszym odruchu budzą dużą nieufność. Na przykład koreański "bibimbap", o którym kiedyś pisałam na blogu..albo ciasto z czerwonej fasoli lub z cukinii...z shakshuką nie mogło być inaczej. A shakshuka to w rzeczywistości bardzo prosta potrawa, która pozwoli Wam urozmaicić trochę poranne rytuały śniadaniowe. Danie to wywodzi się z kuchni arabskiej i żydowskiej i jest nieco inną wersją klasycznej jajecznicy. Przyprawy grają tu kluczową rolę ponieważ nadają potrawie rozgrzewający smak i aromat, a całość jest naprawdę sycąca. Polecam gorąco!
PS. Dwa dni później Darek przygotował shakshukę z własnej inicjatywy...

Jak to zrobić (dla 2 osób):
  • 4 jajka
  • 1 mała czerwona papryka
  • 1/2 cebuli
  • 2 ząbki czosnku
  • 1 puszka pomidorów (krojonych)
  • oliwa
  • świeża kolendra lub natka pietruszki
  • przyprawy: 1/2 łyżeczki mielonego kminu rzymskiego (kuminu), szczypta płatków chilli, 1/2 łyżeczki słodkiej papryki w proszku, sól
Paprykę i cebulę pokroić w kosteczkę i podsmażyć na oliwie aż zmiękną. Po ok. 5 minutach smażenia dodać drobno pokrojony czosnek. Następnie dodać pomidory w puszce oraz przyprawy. Smażyć ok. 5 minut aż część wody wyparuje i wbić 4 jajka, tak aby pozostały na wierzchu. Patelnię przykryć i smażyć aż białko się zetnie. Posypać listkami świeżej kolendry lub natki pietruszki.


SMACZNEGO!

wtorek, 19 stycznia 2016

Croque madame troszkę inaczej

Croque madame to zapiekana kanapka z beszamelem, jajkiem, boczkiem lub szynką i serem gruyère. To klasyk kuchni francuskiej, choć wygląda jak najzwyklejszy w świecie tost. Moje croque madame z żadnej strony nie przypominają tosta. Przepis pochodzi z kanału youtube blogerki kulinarnej Rachel Khoo - ta dziewczyna to moje nowe odkrycie. 
Dzisiejszy przepis propozycja na śniadanie weekendowe, bo przygotowanie zajmuje troszkę więcej czasu niż zalanie płatków mlekiem. Ale niech Was nie przerazi ilość czynności do wykonania! Są one proste i szybkie i zrobienie tego przepisu to tak naprawdę ok. 20 minut pracy łącznie z pieczeniem. A efekt fantastyczny, przepyszny - w sam raz na mroźne zimowe poranki. Gorąco polecam. Ach, nie muszę chyba dodawać, że jeśli nie jesteśmy amatorami mięsa to wystarczy po prostu nie dodawać szynki? ;-)

Jak to zrobić (6 sztuk):
  • 6 kromek pieczywa tostowego
  • 6 plasterków wędzonego boczku lub szynki
  • 6 jajek
  • masło (1 łyżka do beszamelu i 2 łyżki do smarowania tostów)
  • 1 łyżka mąki pszennej
  • 200 ml mleka
  • tarty ser gruyère (ja użyłam tartego sera do spaghetti, który ma smak podobny do parmezanu)
  • sól, gałka muszkatołowa
1 łyżkę masła roztopić w garnuszku. Dodać mąkę i dokładnie wymieszać, żeby nie było grudek. Wlać mleko, doprawić szczyptą soli i szczyptą gałki muszkatołowej. Mieszać aż masa zgęstnieje i odstawić na bok do przestygnięcia.
Z kromek pieczywa odkroić skórkę (z każdej strony). Rozwałkować je na grubość ok. 0,5 cm i posmarować z dwóch stron roztopionym masłem. Pieczywo włożyć do otworów foremki na muffiny. Na spód położyć plaster boczku/szynki. Następnie wbić jajko (trzeba pozbyć się części białka, tzn. po rozbiciu jajka nad miseczką wylewamy do niej połowę białka, a resztę z żółtkiem umieszczamy na chlebie i szynce. Można użyć jajek przepiórczych, które są mniejsze i zmieszczą się w foremce w całości). Na wierzchu nałożyć po łyżce / półtorej beszamelu i posypać tartym serem. Zapiec w temp. 160 stopni przez maksymalnie 10 minut.



SMACZNEGO!

piątek, 19 czerwca 2015

Tosty z bakłażanem i pastą z fasoli

Największa kreatywność w kuchni uruchamia się wtedy, gdy trzeba coś zjeść, a zawartość szafek kuchennych i lodówki nie podsuwa żadnego oczywistego rozwiązania. Prawda - można iść do osiedlowego skelu i coś kupić, ale przy braku koncepcji istnieje ryzyko, że kupi się mnóstwo najróżniejszych produktów, a i tak skończy się na makaronie z sosem ze słoika. Trzeba kombinować...
Ostatnio mieliśmy taką sytuacje przy kolacji i przekonałam się ostatecznie, że są takie produkty, które absolutnie zawsze muszę mieć w domu, bo nigdy nie wiadomo kiedy uratują tyłek...mowa o strączkach w puszce - w tym przypadku zbawicielką okazała się czerwona fasola.

Jak to zrobić (6 tostów)
  • 3 bułki
  • 1 bakłażan
  • pasta z czarwonej fasoli z tego (KLIK) przepisu
  • rukola
  • tarty ser typu parmezan
  • cebula
  • pomidor
Warzywa (oprócz pomidora) pokroić w grube plastry i zgrillować na patelni (można użyć zwykłej patelni, nie musi być specjalna grillowa). Bułki przekroić na pół, skropić oliwa, doprawić i również zgrillować. Każdą połówkę posmarować pastą z fasoli, ułożyć rukolę, plaster bakłażana, plaster pomidora, plaster cebuli i posypać z wierzchu serem.


SMACZNEGO!

wtorek, 10 marca 2015

Wegańska pasta z czerwonej fasoli - do kanapek (nie pasztet, żeby nie było!)

Na różnych wegańsko-wegetariańskich blogach spotkałam się z dyskusjami na temat nazewnictwa potraw bez mięsa i produktów zwierzęcych. Były one wywoływane najczęściej przez mięsożerców (czasem, o zgrozo, przez fanatycznych wegan) i zawsze zaczynało się od tego samego: "Skoro gardzicie mięsem to po co tworzycie substytuty potraw mięsnych??". No tak, w końcu na przykład smalec to produkt jasno zdefiniowany i wegańska wersja smalcu z użyciem białej fasoli zamiast świńskiego tłuszczu nie będzie już smalcem, tylko pastą z fasoli. Nazywając ją smalcem stajemy się politycznie niepoprawni, bo w końcu jeśli ktoś nie je mięsa, to powinien z obrzydzeniem odwracać głowę od wszystkiego, co może się z mięsem kojarzyć. A parówki sojowe? Jak można sięgać w sklepie po coś, co nawiązuje do okrucieństwa i cierpienia zwierząt, których zwłoki przerabiane są na parówki.
Czytam sobie to wszystko - argumenty za i przeciw - i myślę sobie, że szaleństwo rozpętane ostatnio wokół żywienia i diet najróżniejszych powoli osiąga szczyt (to dobrze, bo potem będzie już tylko lepiej..mam nadzieję). Co to kogo obchodzi, jak nazwę moją potrawę? Czy nie mogę nazwać ciasta "Kopcem kreta" dopóki nie jest zrobione z ziemi i nie siedzi w nim kret z łopatką? Jeśli mogę, to dlaczego zabrania mi się piec pasztety, smażyć kotlety, robić sos boloński lub carbonarę bez użycia mięsa? Przecież tu nie chodzi o mięso, a o smak - jeśli carbonara z kalafiora smakuje podobnie do tej z boczkiem to nazwę ją carbonarą, czy się to komuś podoba czy nie. Ja nikogo nie zmuszam do wegetarianizmu, nie potępiam i nie zrywam kontaktów z ludźmi, którzy w zabijaniu zwierząt nie widzą nic złego. Każdy ma swoje sumienie, swój światopogląd i jeśli zechce to może się otworzyć na nowości, a jeśli nie to jest jego prywatna sprawa. Ludzie, więcej luzu. Jeśli chcę zjeść wegańską parówkę lub szynkę, która nie została wycięta z tyłka świni tylko zrobiona z przetworzonej soi to do cholery zjem!
No! To teraz podaję przepis na pastę, a wy ją sobie nazywajcie jak chcecie.

Jak to zrobić:
  • 1 puszka czerwonej fasoli
  • 5 suszonych pomidorów
  • 4 gałązki świeżej bazylii
  • 2 łyżki oliwy z pomidorów
  • sól, chilli
Fasolę przepłukać. Wszystkie składniki dokładnie zmiksować na gładką masę.


SMACZNEGO!

sobota, 7 marca 2015

Granola jabłkowo-klonowa z orzechami

Robienie granoli w domu wchodzi w krew. Jest wciągające, uzależniające i jak już ktoś zacznie to nie przestanie - a na pewno nie wróci nigdy, przenigdy do sklepowych mieszanek. Moja do tej pory ulubiona wersja (tutaj: KLIK) wydawała mi się doskonała i nie do pobicia, ale niestety - spróbowałam granoli z orzechami laskowymi zrobionej przez Oleksiaka.. była świetna! Orzechy laskowe uwielbiam, a upieczone dodatkowo w piekarniku z płatkami i resztą dodatków mogłabym jeść bez przerwy. Postanowiłam sobie, że moja następna granola musi mieć je w składzie, bo w przeciwnym wypadku umrę na pewno. I ma. Komu zdrowe śniadanie?

Jak to zrobić:
  • 1 szklanka płatków owsianych
  • 1/2 szklanki otrąb owsianych
  • 1/2 szklanki siemienia lnianego
  • 1/2 szklanki pestek słonecznika
  • 1/2 szklanki pestek dyni
  • 1/2 szklanki orzechów laskowych
  • sok z 1 limonki
  • 1 małe jabłko starte na drobnej tarce
  • 4-5 łyżek syropu klonowego
  • 1 łyżka płynnego oleju kokosowego lub innego
  • szczypta soli
  • 1/2 łyżeczki cynamonu
Orzechy posiekać (ale niezbyt drobno). Wszystkie suche składniki umieścić w misce. W mniejszej miseczce wymieszać starte jabłko (musi być drobniutko starte - na papkę), syrop klonowy, sok z limonki i olej. Wlać mokre składniki do suchych i dokładnie wymieszać. Wyłożyć na blachę z papierem do pieczenia i wstawić do nagrzanego piekarnika (150-160 stopni) na maksymalnie 20 minut. Co 5 minut granolę trzeba przemieszać, żeby się nie przypaliła. Wystudzić, przechowywać w słoiku.


Sobotnie śniadanie: szklanka zsiadłego mleka zmiksowana z bananem + granola

SMACZNEGO!

sobota, 31 stycznia 2015

Wege to nie jedzenie? Przepis na pastę sezamową (tahini)

"Wege to nie jedzenie" skomentował jeden z czytelników bloga. Echhh, kiedy wreszcie ludziska zrozumieją, że nie na samym mięsie świat stoi, a jego eliminacja z diety może być początkiem nowego lepszego życia? Nie jestem wegetarianką z gatunku tych fanatycznych, ba, ja w ogóle nie jestem wegetarianką, bo sporadycznie jem ryby i owoce morza (tak tak, to też mięso). Pomimo to zachęcam ludzi do spróbowania diety bezmięsnej, choćby przez tydzień lub dwa, żeby każdy na własnej skórze przekonał się o tym czy warto. To naprawdę nie boli! I co słyszę? Że bez mięsa popada się w anemię i niedobory, że bez mięsa nie da się najeść, że wege to nie jedzenie... nie mogę zrozumieć dlaczego tak chętnie eksperymentujemy z rzeczami, które mogą nam zaszkodzić ("nigdy nie paliłem cygara, muszę spróbować!" albo "ciekawe czy po Absyncie faktycznie ma się halucynacje.."), a bronimy się rękami i nogami przed eksperymentem, który będzie dla naszego ciała korzystny i dobry. Czerpiemy radość z wyniszczania się fajkami, alkoholem i śmieciowym żarciem, a jedząc nawet najsmaczniejszego wege burgera lub michę sałatki z pysznym dressingiem popadamy we frustrację (bo bez mięsa..). Ludzie, pobudka!
Spróbuje dziś obalić pewien mit, który co prawda nie dotyczy mięsa, ale wynosi na szczyt inne produkty pochodzenia zwierzęcego, jako jedyne i słuszne źródło pełnowartościowych składników odżywczych. Mleko. Trzeba je pić, żeby mieć zdrowe zęby i kości, bo ma dużo białka i wapnia. Co z tego, że przy okazji ma w składzie nasycone tłuszcze, laktozę, którą nasz organizm słabo trawi i mogą się w nim trafiać pozostałości antybiotyków i leków hormonalnych podawanych krowom? To nieważne, ma wapń, a przemysł mleczarski jest bogaty, więc trzeba pić litrami i już! A ja Wam mówię, że to g...uzik prawda. Szklanka mleka krowiego to około 300 mg wapnia, co przy średnim zapotrzebowaniu ok. 1000-1200 mg (zależnie od wieku i stanu fizjologicznego - ciąża, laktacja) daje nam mniej więcej 1/3 - 1/4 pokrycia. Czy to faktycznie tak dobre źródło? Jeśli jesteś w stanie wypić litr mleka dziennie to owszem, tak. A teraz dla porównania coś ze świata roślin:
  • fasola - 160 mg / 100g
  • kapusta - 70 mg / 100g
  • jarmuż - 160 mg / 100g
  • ziarna sezamu - 940 mg / 100g
  • ziarna maku - ok. 1200 mg/100g
  • suszone figi - 203 mg/100g
  • płatki owsiane - 54 mg / 100g
  • orzechy laskowe - 186 mg / 100g
  • otręby pszenne - 119 mg / 100g
Nie miksowałam do postaci płynnej. Forma chałwy bardzo mi odpowiada
I tak dalej i tak dalej....ktoś może spytać "Ok, jest dużo tego wapnia, ale łatwiej wypić szklankę mleka niż zjeść szklankę sezamu nie?". No jasne! Ale dieta wegetariańska to dieta różnorodna i ciekawa! Wystarczy zrobić owsiankę z 50 g płatków owsianych, dodać 30 g orzechów laskowych, 50 g suszonych fig, łyżeczkę pasty tahini ze zmielonego sezamu, łyżkę nasion słonecznika, zalać wszystko tą nieszczęsną szklanką mleka lub mleka roślinnego wzbogaconego w wapń i połowa dziennego zapotrzebowania z głowy już przy samym śniadaniu. W ciągu dnia przegryziemy kilka orzechów i zjemy jakąś kanapkę na razowym pieczywie, na obiad kotlety z fasoli z dodatkiem jarmużu, otrąb pszennych, surówka z białej kapusty lub brokuł, brązowy ryż lub kasza gryczana i mamy z wapniem pozamiatane. A przy okazji dostarczymy sobie morza innych cennych składników, których próżno szukać w szklance mleka. Prawda, jakie to proste?
Podaję dziś przepis na pastę sezamową tahini, którą można dodawać do hummusu, do pasztetów warzywnych, do ciast, deserów, lodów i owsianek. Klasyczna wersja ogranicza się do sezamu i oleju, ale moją wzbogaciłam o miodek, bo lubię słodkości...
Przepis prosty, choć czasochłonny. Dla zachęty powiem, że pasty z tego przepisu wystarczy na naprawdę długo...poza tym smakuje jak najlepsza chałwa :)

Jak to zrobić:
  • 1 szklanka nasion sezamu
  • 1-2 łyżki miodu (do smaku)
  • 1 łyżka oleju rzepakowego lub sezamowego
Nasiona wysypać na suchą patelnię i prażyć aż staną się złociutkie i pachnące. Uwaga, żeby nie przypalić! Przestudzony sezam wsypać do naczynia lub do blendera i zmiksować z olejem i miodem na gładką pastę. Ja użyłam ręcznego miksera i niestety co jakiś czas musiałam robić przerwy, żeby zeskrobać nasionka z miksera i ze ścianek naczynia. Poza tym mikser trochę się grzał, więc dawałam mu odpocząć. Trud się opłacił, pasta jest pyszna! Jeśli jednak nie macie ochoty bawić się w domową produkcję to pastę tahini o bardzo dobrym składzie kupicie w każdym większym markecie.

Codzienna owsianka. Te dziwne suszone owoce to morwa biała. Smakuje jak krówka :)

SMACZNEGO!

niedziela, 14 grudnia 2014

Domowa granola cynamonowa

Granola z mlekiem owsianym i kiwi
W ostatnim wpisie na temat przechodzenia na zdrową stronę życia zapomniałam dodać jeden, bardzo ważny punkt: czytajmy etykiety produktów! Niestety nie każdy produkt znajdujący się w dziale "zdrowa żywność" w supermarkecie jest dla nas dobry. Prawdą jest na przykład, że produkty zbożowe są zdrowe i wartościowe, szczególnie te pełnoziarniste. Ale niejednemu psu na imię Burek i nie zawsze coś, co ma w składzie pełne zboża jest rzeczywiście dobre dla naszego ciała. Często dostępne w sklepach mieszanki musli mają w składzie utwardzone tłuszcze, emulgatory, syrop glukozowo-fruktozowy, cukier, słodziki i jeszcze raz cukier....sami się przekonacie, jeśli weźmiecie do ręki dowolną mieszankę śniadaniową ze sklepu. Nawet jeśli wyprodukowała ją jakaś dobra firma...
Dzisiaj proponuję Wam zrobienie śniadaniowej granoli samodzielnie w domu. To nic trudnego, a macie 100% pewności co do jej składu. Wychodzi dużo taniej i dużo smaczniej. Z poniższego przepisu uzyskacie ilość, która zapewni Wam śniadania na cały tydzień. Gorąco polecam!

Składniki odmierzajcie tym samym naczyniem (szklanką, kubkiem - czym chcecie). Do granoli używajcie płatków zwykłych (nie błyskawicznych).

Jak to zrobić:
  • 1 szklanka płatków owsianych
  • 1 szklanka płatków żytnich
  • 1 szklanka rodzynek
  • 100 g migdałów (bez skórki, posiekanych - mogą być też inne orzechy)
  • 3/4 szklanki nasion słonecznika
  • 1/2 szklanki pestek dyni
  • 1/2 szklanki siemienia lnianego
  • 1/2 szklanki nasion sezamu
  • 2 łyżeczki mielonego cynamonu
  • 1 łyżeczka mielonego imbiru
  • 2 pełne łyżeczki kakao
  • sok wyciśnięty z 2 pomarańczy
  • 3-4 łyżki płynnego miodu
  • 2 łyżki oleju roślinnego (u mnie kokosowy)
Rozgrzać piekarnik do 150 stopni. Suche składniki i przyprawy wymieszać w dużej misce. Rozpuścić miód w soku z pomarańczy. Dodać sok z miodem do suchych składników, dodać olej i dokładnie wymieszać. Odstawić na ok. 10 minut. Blachę do pieczenia wyłożyć specjalnym papierem/pergaminem do pieczenia. Granolę wyłożyć na blachę i wstawić do piekarnika na 20-30 minut. Co 5-10 minut granolę trzeba przemieszać, żeby się nie przypalała i równomiernie schła. Jeśli zauważysz, że zaczyna się przypalać to zmniejsz temperaturę. Wystudź i przechowuj w zamkniętym słoiku lub puszce. Jedz z jogurtem lub mlekiem.


SMACZNEGO!

niedziela, 22 czerwca 2014

Jaglane placuszki z truskawkami (bezglutenowe)

Zdrowie jedzenie wcale nie musi być nudne i bez smaku. Może wyglądać tak, jak na załączonym obrazku i smakować prawie jak deser w nadmorskim kurorcie. Miło tak rozpocząć dzień, szczególnie tak ponury i pochmurny, jak dzisiejsza niedziela. Dobrego dnia!

Jak to zrobić (10 sztuk):
  • 1 szklanka ugotowanej kaszy jaglanej
  • 2 jajka
  • 3 łyżki mąki gryczanej / kukurydzianej
  • 10 sztuk truskawek pokrojonych w małe kawałki
  • sól i odrobina cukru
Kaszę wymieszać z jajkiem, mąką, solą i cukrem (ok. 1/2 łyżeczki). Na koniec delikatnie wmieszać truskawki. Smażyć z dwóch stron, odsączyć na ręczniku papierowy i podawać posypane cukrem pudrem i owocami.




SMACZNEGO!

wtorek, 10 czerwca 2014

Śniadanie Perfekcyjnej Panny Młodej

Wieczór panieński minął jak sen. Nie będę wdawała się w szczegóły, ale bawiłam się świetnie. Teraz jednak, zgodnie z obietnicą daną samej sobie, ruszam do akcji Perfekcyjna Panna Młoda. Cel jest jasny: doskonały wygląd i doskonała forma na ten najważniejszy dzień w życiu. Zasady są proste, zamierzam:
  • wysypiać się (nie bez przyczyny na pierwszym miejsu - sen to najlepszy przyjaciel urody)
  • pić co najmniej 2,5 litra wody dziennie (rano obowiązokwa woda z cytryną)
  • unikać słodyczy, fast foodów i wysoko przetworzonego jedzenia
  • jeść dużo, ale dobrze i mądrze - teraz jest na to idealny sezon!
  • codziennie na kolację wypijać zielone smoothie (warzywno-owocowo-liściaste, o idei zielonych smoothie będzie osobny post)
  • ruch ruch ruch, sport sport sport, jak najczęściej i jak najwięcej
Prawda, że nic trudnego? Obiecałam również, że będę się dzielić z Wami przebiegiem akcji i dziś pierwsza odslona: śniadanie. Już kiedyś pisałam Wam o mojej porannej rutynie, jednak sezon letni zmienił trochę oblicze mojej nieśmiertelnej owsianki. Jest naładowana witaminami i zdrowiem za sprawą kilku drobnych dodatków:



nasiona chia - czyli szałwia hiszpańska. W tych małych, niepozornych nasionkach kryje się ogromna odżywcza moc. Podobnie jak siemię lniane wytwarzają żel pod wpływem wody i zjedzone w takiej postaci doskonale nawadniają komórki (uwaga! Nie wolno jeść zbyt dużych ilości suchych ziaren, bo mogą nas odwodnić!). Z innych dobroci, dostarczają kwasów tłuszczowych omega 3 i omega 6 w korzystnej proporcji, są źródłem wapnia, żelaza i cynku. Mielone ziarna chia można wykorzystywać do zagęszczania zup i sosów - praktycznie i zdrowo. Do kupienia bez problemu na Allegro.


jagody goji - od niedawna w naszym menu. Według niektórych źródeł to "najzdrowszy owoc świata", ale podchodzę do tego sceptycznie, bo inne źródła jako najzdrowsze wskazują owoce acai...jaki sponsor, takie źródło. Prawdą natomiast jest to, że w tych owocach kryje się sporo witaminy C i innych antyoksydantów, które hamują procesy starzenia. W medycynie chińskiej jagody te wykorzystuje się do oczyszczania organizmu, wspomagania nerek i wątroby. Do kupienia na Allegro.

amarantus ekspandowany - brzmi egzotycznie, ale to po prostu ziarenka amarantusa poddane procesowi technologicznemu polegającemu na rozprężeniu rozgrzanego materiału poprzez przejście do ciśnienia atmosferycznego. Amarantus należy do rodziny zbóż, nie zawiera glutenu za to posiada wszystkie niezbędne aminokwasy egzogenne, łatwo przyswajalne żelazo i wapń (ważne dla wegetarian!!). Do kupienia w Rossmannie pod marką Dobra Kaloria.

Pozostałe dodatki do owsianki:
ziarno słonecznika, ziarna dyni, miód gryczany, siemię lniane, truskawki (dużo truskawek!!!), cynamon

Takie śniadanie daje porządnego energetycznego kopa na pierwszą część dnia, wspomaga procesy trawienne i jest pyszne!



SMACZNEGO I NA ZDROWIE!

niedziela, 8 grudnia 2013

Niedzielne śniadanie i dlaczego nie jedzenie mięsa się opłaca :)

Ostatnio byłam u kolegi na parapetówce. Przygotował naprawdę królewską ucztę, na której każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Mięsożercy objadali się żeberkami, a specjalnie dla mnie - roślinożerki przygotował jajka sadzone w papryce :) nigdy wcześniej tego nie jadłam i ten pomysł mnie zachwycił! Połączenie jest bardzo smaczne, a wykonanie banalnie proste. Przepis powtórzyłam dziś z okazji pięknej zimowej niedzieli. U mnie jajko z dodatkiem fety i natki pietruszki. Spróbujecie?

Jak to zrobić:
  • 1 duża czerwona papryka
  • 4 jajka
  • 1 plaster fety, pokruszony
  • 1 łyżka posiekanej natki pietruszki
  • pieprz i sól
Paprykę umyć i pokroić w grube plastry. Usunąć pestki. Na patelni rozgrzać tłuszcz i ułożyć na nim paprykę. Chwilę podsmażyć, a następnie do wnętrza każdego paprykowego krążka ostrożnie wbić jajko. Trzeba to robić powoli, żeby białko się od razu ścięło i nie wypłynęło spod papryki. Od razu na wierzchu posypać fetą i pietruszką, doprawić solą i pieprzem, skręcić gaz i przykryć. Smażyć na małym ogniu aż całe jajko się zetnie.



SMACZNEGO!

niedziela, 25 sierpnia 2013

Idealne letnie śniadanie na weekend

W tygodniu często nie mamy czasu, żeby o siebie zadbać. Praca, szkoła, dzieci, zajęcia dodatkowe i masa innych spraw zaprząta nam głowę i sprawia, że już nie mamy ochoty ani siły na sprawianie sobie przyjemności. Często w takim zabieganym dniu brakuje czasu nawet na tak podstawowe i obowiązkowe pozycje jak porządne śniadanie. Rano zadowalamy się byle czym, żeby zdążyć przygotować się na wyzwania nadchodzącego dnia albo w ogóle rezygnujemy z porannego posiłku. Na szczęście istnieje coś tak cudownego, jak weekend. To moment, w którym wstajemy rano, nigdzie się nie spieszymy, snujemy się w piżamie po domu i absolutnie nie zawracamy sobie głowy drobiazgami. Idealnie by było, żeby taki wspaniały leniwy dzień zacząć od ulubionego śniadania. Na pewno każdy ma swojego faworyta, ale ja proponuję dziś skusić się na moją jajecznicę. Jest banalna i oklepana jak nie wiem co, ale dla mnie zawsze idealna. I jeszcze jedno: jajecznica musi koniecznie być smażona na maśle.
Miłego dnia!

Jak to zrobić (dla 2 osób):
  • 6 jajek
  • 2 cebulki dymki wraz ze szczypiorem
  • 1 pomidor
  • 2 ząbki czosnku
  • 1 łyżka masła
  • natka pietruszki do podania
  • sól i pieprz
Na patelni roztopić masło, dodać szczyptę soli oraz pokrojoną w plasterki cebulkę (bez szczypioru) i posiekany czosnek. Chwile podsmażać aż wszystko zacznie pięknie pachnieć. Pomidora pokroić w grubą kostkę i wrzucić na patelnię. Po ok. 2 minutach wbić jajka, wrzucić pokrojony szczypior i wymieszać wszystko dokładnie aż jajecznica zetnie się tak, jak lubimy. Posypać natką. Do tego świeże pieczywko i herbatka :)


SMACZNEGO!

wtorek, 2 lipca 2013

Śniadaniowy chlebek bananowy z orzechami

Kolejny przepis z najnowszej książki Nigelli Lawson pt. "Nigellissima". Dla każdego, kto lubi słodkie śniadania, słodkie przekąski, słodkie podwieczorki i banany :)
Chlebka bananowego nie trzeba specjalnie reklamować. Jest wilgotny, pachnący i bardzo prosty w przygotowaniu. Nawet takie wypiekowe beztalencie jak ja sobie z tym przepisem bez problemu poradzi. Szczerze mówiąc moja niechęć do wypieków z każdym kolejnym udanym ciastem jest coraz słabsza.
Zachęcam do wypróbowania tego przepisu!

Jak to zrobić:
  • 150 ml oleju roślinnego
  • 3 średnie dojrzałe banany
  • 2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
  • 2 jajka
  • 150 g drobnego cukru
  • 175 g mąki pszennej
  • 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej lub proszku do pieczenia
  • 4 łyżeczki świeżo zaparzonej mocnej kawy lub rozpuszczalnego espresso
  • 80 g orzechów włoskich (to mój wkład w ten przepis)
  • szczypta soli
Banany rozgnieść widelcem i wymieszać z solą, ekstraktem waniliowym i olejem. Następnie dodać cukier, mąkę, proszek do pieczenia i dokładnie połączyć. Na koniec wrzucić grubo posiekane orzechy i wymieszać drewnianą łyżką. Keksówkę wysmarować tłuszczem i wlać do niej ciasto. Piec w temperaturze 170 stopni przez 50-60 minut lub do suchego patyczka.
UWAGA! Nigella dobrze radzi, żeby z pokrojeniem ciasta odczekać kilka godzin. Musi porządnie wystygnąć. Niestety moja niecierpliwość wygrała i w efekcie na spodzie ciasta powstał piękny zakalec...ale w smaku na szczęście nic nie straciło :)

Bardzo smaczna kanapka z twarożkiem na bananowym chlebku
SMACZNEGO!

czwartek, 9 maja 2013

Śniadaniowa "pizza" light

Jak już wspominałam, majówka oprócz pięknej opalenizny, setki zdjęć i miłych wspomnień przyniosła ze sobą dodatkowe 2 kg. Może nie powinnam się przejmować, bo wakacje i sezon bikini mam za sobą, ale wolałam siebie sprzed wyjazdu i chciałabym jak najszybciej pozbyć się tej niechcianej pamiątki z Chorwacji. Poza tym jestem przeciwniczką stosowanie diet w celu schudnięcia na Sylwestra/ na wesele/na wakacje/do rozmiaru 36 itp. itd. niepotrzebne skreślić. W tej kwestii mam podejście zero-jedynkowe: jak być fit to cały czas, jak mieć w nosie swoje zdrowie to krzyż na drogę.
Walkę z tłuszczykiem zaczynam od powrotu do sportu, który porzuciłam całkowicie na czas wyjazdu. Wczoraj był już drygi trening i nawet nie przypuszczałam jak bardzo brakowało mi ruchu. Druga sprawa to odżywianie. I tu nie ukrywam, że na myśl o chorwackiej pizzy i hotelowych deserach kręci mi się łezka w oku, ale czas wrócić do rzeczywistości. Na szczęście nie będzie to takie trudne, bo jest coraz cieplej i tylko patrzeć jak pierwsze gruntowe warzywa i owoce pojawią się w sklepach. W oczekiwaniu na ten moment przygotowałam sobie na śniadanie taki oto omlet, który z czystego sentyment nazwałam "pizzą":

Jak to zrobić (porcja dla 1 osoby):
  • 2 jajka
  • 1 pieczarka
  • 1 ząbek czosnku
  • garść rukoli
  • 1 pomidorek koktajlowy
  • kawałek papryczki chilli
  • sól
  • 1 łyżka oleju do smażenia
Na patelni rozgrzać olej. Wrzucić chilli i posiekany czosnek i podgrzewać przez minutę. Dodać pokrojoną w plastry pieczarkę i szczyptę soli. Do miseczki wbić jajka, dokładnie wymieszać i wylać na patelnię. Gdy spód omleta się lekko zetnie rozłożyć na jego powierzchni rukolę (delikatnie dociskając, żeby zatopiła się w resztce nie ściętego jajka). Po chwili odwrócić omlet i wyłączyć gaz. Zostawić na patelni na dosłownie 20 sekund i przełożyć na talerz. Omlet pokroić w trójkąty i na każdym kawałku ułożyć plasterek pomidorka.



SMACZNEGO!