Polub nas na Facebooku

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przystawki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przystawki. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Podpłomyk z kurkami i serem camembert

Gdybym mogła to latem i jesienią spędzałabym każdą wolną chwilę w lesie zbierając grzyby, jagody, jeżyny, borówki i żurawinę. Nic mnie tak nie relaksuje jak widok brunatnych łebków podgrzybków wystających z zielonego mchu. Ten obrazek tak bardzo odciska się w moim mózgu, że po udanym grzybobraniu zamykając oczy wieczorem nadal go widzę. Nieco mniej lubię to, co trzeba z grzybami zrobić po ich zebraniu, czyli czyszczenie, przebieranie i marynowanie, suszenie i gotowanie. Nigdy jednak wizja spędzania godzin na babraniu się w grzybach nie zniechęciła mnie do zbierania kolejnych. Na szczęście Matka Natura była na tyle łaskawa, że stworzyła kilka gatunków grzybów, które nie są aż tak kłopotliwe. Na przykład pieczarki, które można uprawiać poza lasem lub łąką. Albo kanie, których nie tykają robale. Są też maślaki, których czyszczenie jest bardzo proste i szybkie. Oraz oczywiście pieprznik jadalny, czyli znane każdemu kurki. Nie lubiane przez robaki i co najważniejsze od razu rzucają się w oczy na leśnej ściółce. Są też bardzo uniwersalne w kuchni. Nie trzeba ich obgotowywać przed właściwym przyrządzaniem i mają wyjątkowy, leśny smak i aromat. Najlepsza jest oczywiście jajecznica z kurkami, ale w innym wydaniu też warto ich spróbować. W zupie, w pierogowym nadzieniu, w sosie do makaronu albo tak jak my, na szybkim podpłomyku w towarzystwie sera camembert. Czym jest podpłomyk? To taka polska pizza. Ciasto nie jest tak miękkie jak jego włoski kuzyn ponieważ nie ma w składzie drożdży, ale warto go spróbować. Przepis zaczerpnęłam z bloga "Anyżkowo" (KLIK).
A jak kurki czyścimy? Wystarczy umieścić je w misce z ciepłą osoloną wodą na ok. 10 minut. Potem odcedzić i zalać ponownie. Zanieczyszczenia, które pozostaną po drugim moczeniu można łatwo usunąć za pomocą nożyka lub małej szczoteczki. I już!

Jak to zrobić:
  • 200 g mąki pszennej
  • 2 łyżki oliwy
  • 1/2 szklanki ciepłej wody
  • 1 łyżka suszonego czosnku niedźwiedziego
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 200 g świeżych umytych kurek
  • 1 łyżka masła
  • świeży tymianek
  • ser camembert
  • twarożek czosnkowy (taki na kanapki)
Mąkę wymieszać z solą i czosnkiem niedźwiedzim. Dodać oliwę i wodę i wyrobić miękkie elastyczne ciasto. Przykryć ściereczka i odstawić na 15 minut. Kurki podsmażyć na maśle aż zmiękną. Lekko osolić i doprawić pieprzem. Ciasto podzielić na pół i cienko rozwałkować (grubość ok. 0,5 cm). Na każdym placku rozsmarować 1-2 łyżki twarożku czosnkowego wymieszanego z mlekiem (do takiej konsystencji, żeby się dawał łatwo rozsmarować). Na podpłomykach rozłożyć kurki oraz plasterki sera camembert. Posypać świeżym tymiankiem. Piec w piekarniku rozgrzanym do 190 stopni przez 15 minut.




SMACZNEGO!

poniedziałek, 18 lipca 2016

Pieczony kalafior z tahini

Jeśli kiedyś zawitacie do Warszawy i porządnie zgłodniejecie, koniecznie zajrzyjcie na ulicę Jasną 24 do restauracji izraelskiej Berek. To wyjątkowe miejsce, w którym za przystępną cenę można zjeść dobrze i do syta. Wybraliśmy się tam świętować ważny dla Darka dzień i to był doskonały wybór. Berek to miejsce odpowiednie zarówno na randkę, jak i na wieloosobową biesiadę. Najedzą się mięsożercy i wegetarianie. Potrawy są sycące, ale lekkie i pięknie podane. Towarzyszyła nam moja siostra i jej narzeczony. Każde z nas zamówiło po dwa dania. Do tego cztery talerzyki, domowe białe wino i rozpoczęła się uczta. Spróbowaliśmy hummusu z grzybami, smażonego karczocha z jogurtowo-serowym sosem, sałatki fatoush, marynowanej papryki z serem i orzeszkami pinii, pizzy ze szpinakiem i słonym serem, szaszłyka z warzyw oraz z krewetek i kalmarów i pieczonego kalafiora z tahini. Wszystko przegryzione świeżą, gorącą domową pitą. Na samo wspomnienie tych pyszności ogarnia mnie tęsknota i cieknie mi ślinka.
Ze wszystkich tych wspaniałości najbardziej zaskakujący był pieczony w całości kalafior z dodatkiem tahini. Czemu wcześniej na to nie wpadłam? Wykonanie banalne, a taki kalafior jest bardzo efektowny i świetnie łączy się z orzechowym smakiem tahini. W domu powtórzyłam przepis, ale nieco podkręciłam kalafiora dodatkiem orientalnej przyprawy kupionej ostatnio w Lidlu. Spróbujcie! Szczególnie, że sezon na kalafiora właśnie się zaczął.

Jak to zrobić (dla 4 osób):
  • 1 kalafior
  • 1/3 szklanki oleju roślinnego
  • 1 łyżka przyprawy Tikka Curry (lub zwykłego curry z odrobiną cynamonu i imbiru)
  • tahini
  • jogurt typu greckiego
W miseczce wymieszać olej z przyprawą. Dokładnie pokryć całego kalafiora tą mieszanką (użyłam pędzelka). Kalafiora wstawić do piekarnika nagrzanego do 160 stopni na ok. 30 minut. Jeść na ciepło lub po wystygnięciu.




SMACZNEGO!

wtorek, 24 maja 2016

Focaccia ze szparagami i czarnymi oliwkami

Z gotowaniem jest jak z każdym domowym obowiązkiem: jedni go nie znoszą, inni najchętniej by nosa z kuchni nie wyściubiali. I tak samo, jak w przypadku podejścia do zmywania lub mycia łazienki, te dwie grupy nigdy się wzajemnie nie zrozumieją. Wytłumaczcie mi jak można nie lubić gotowania? Jakim cudem po ziemi chodzą ludzie, którzy nie doceniają terapeutycznego działania krojenia, mieszania i miksowania? I nie wmówicie mi, że można "nie umieć" gotować. Można nie umieć tworzyć receptur albo nie mieć wyczucia do mieszania smaków, ale jeśli ma się przed nosem gotowy przepis opisany krok po kroku to nie ma takiej możliwości, żeby coś schrzanić.
Dla mnie gotowanie to relaks z najczystszej postaci. Pomaga mi zapomnieć o stresie i uspokaja moje nerwy w każdej sytuacji. Niech Was zatem nie dziwi, że gdy jestem doprowadzona do ostateczności dźwiganiem skrzynek z roślinkami (ważących chyba tonę!) w 30 stopniowym upale, od razu po doprowadzeniu siebie do porządku kieruję swoje kroki do kuchni. Tam nalewam sobie kieliszek schłodzonego białego wina i zatracam się w kojącym wyrabianiu drożdżowego ciasta. A efektem dzielę się z Wami :)


Przypominamy Wam o konkursie! Nadal możecie zdobyć bardzo fajne książki, zapraszamy :)

link do konkursu: KLIK



Jak to zrobić:

  • 500 g mąki pszennej
  • 15 g drożdży
  • 1 łyżeczka soli
  • 1 łyżeczka cukru
  • 2 łyżki oliwy
  • 275 ml ciepłej wody + 1/3 szklanki do rozrobienia drożdży
  • 2 łyżki świeżych listków tymianku (lub 1 łyżka suszonego)
  • 12 zielonych szparagów
  • garść czarnych oliwek
Drożdże rozpuścić w wodzie z łyżeczką cukru. Odstawić na 20 minut aż zaczną pracować (pienić się). W dużej misce wymieszać mąkę, sól i tymianek. Wlać drożdże, oliwę i wodę. Wyrabiać przez 15 minut ciasto aż będzie gładkie i elastyczne. W razie potrzeby dodać więcej wody, ale UWAGA: dopiero wtedy kiedy po ok. 5-7 minutach wyrabiania ciasto nadal jest suche. Trzeba być cierpliwym. Z ciasta uformować kulę, przykryć ściereczką i odstawić na godzinę w ciepłe miejsce. Po tym czasie krótko wyrobić ciasto i rozwałkować do wymiarów piekarnikowej blachy. Blachę wyłożyć papierem do pieczenia i ułożyć na niej ciasto. Na wierzchu ułożyć surowe szparagi i oliwki. Docisnąć. Posypać odrobiną świeżego/suszonego tymianku. Odstawić na 15 minut do wyrośnięcia. Piec w temperaturze 180 stopni przez ok. 30 minut.



SMACZNEGO!

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Spring rolls

Ktoś, kto wymyślił papier ryżowy powinien się smażyć w piekle!!! Ten z pozoru przyjemny w obróbce produkt ma bardzo mroczne oblicze, które objawia się dopiero w trakcie przygotowania posiłku...instrukcja na opakowaniu wygląda przyjaźnie - kilka prostych czynności, żadnego gotowania, czekania, dosłownie w kilka chwil możemy działać. W rzeczywistości jednak do pracy z papierem ryżowym potrzeba iście anielskiej cierpliwości!! Rwie się toto, klei paskudnie nie dając szansy na poprawkę (jak kropelka wody sklei żadna siła nie rozklei!) i rozwija. Mówię Wam, kolejny raz porządnie się zastanowię zanim zdecyduję się znów po niego sięgnąć. Ale moje pragnienie zrobienia spring rollsów było tak silne, że nie poddałam się i dokończyłam dzieła!
A czym są spring rolls? To takie trochę inne sushi..inne bo bez surowej ryby, bez ryżu i bez płatów z alg. W zamian mamy papier ryżowy (wrrrr...), makaron sojowy i różne świeże warzywa w środku (ważne: zawsze musi być jakiś zielony liściasty element). Istnieją wersje spring rolls z tofu lub krewetkami, ale ja postawiłam na proste, świeże smaki. Do tego koniecznie wyrazisty w smaku sos! Fajna propozycja na lekką (ale sycącą!) kolację lub lunch.

Pamiętajcie o konkursie!!! Do wygrania książki, dzięki którym dowiecie się jak oczyścić organizm na wiosnę :) ZAPRASZAMY!!!

http://jatugotuje.blogspot.com/2016/03/konkurs-konkurs-detoks-cukrowy-filippy.html

Jak to zrobić (6 sztuk):
  • 6 okrągłych płatów papieru ryżowego (warto mieć kilka płatów w zapasie...)
  • 100 g makaronu ryżowego lub sojowego
  • dowolne warzywa: sałata, rukola, szczypior, papryka, ogórek marchewka, marynowana rzodkiew (taka żółta, jak do sushi)
sos:
  • 50 ml sosu sojowego
  • kilka kropli oleju sezamowego
  • kawałek świeżego, tartego imbiru
  • 1 łyżka octu (np. ryżowego lub z białego wina)
  • szczypta chilli w płatkach
  • 1 łyżeczka cukru

Warzywa (poza zieleniną) pokroić w cienkie paski. Makaron i papier ryżowy przygotować zgodnie z instrukcją na opakowaniu. Sugeruję, aby płaty papieru przygotowywać pojedynczo. Na papierze ryżowym okładać warzywa i makaron w dowolnej kolejności i delikatnie zawinąć (tak jak gołąbka) najciaśniej jak się da. Głęboko przy tym oddychaj, żeby się nie poirytować. Wszystkie składniki na sos dokładnie wymieszać. Jeść spring rolls zamoczone wcześniej w sosie.



SMACZNEGO!

sobota, 2 stycznia 2016

Sylwestrowe mikroburgery

Nowy Rok przywitaliśmy z przytupem w gronie kameralnym, ale doborowym. Były rozrywki intelektualne, mnóstwo śmiechu w kuchni podczas próby upieczenia pizzy w zmywarce, odkrywanie talentów przy SingStarze, gra w "5 sekund", przy której poznajemy trzy najbardziej śmierdzące rzeczy oraz dużo dużo dobrego jedzenia. A skoro o jedzeniu mowa, jedną z naszych propozycji na przekąskę były miniaturowe burgerki, których formowanie i smażenie miało na mnie niemal terapeutyczny wpływ. Były też całkiem efektowne i chyba całkiem smaczne jeśli wierzyć mięsożercom obecnym na imprezie.
Dużo szczęścia w Nowym Roku wszystkim, którzy o nas nie zapomnieli. "Ja tu gotuję!" powraca!

Jak to zrobić (20 burgerków):
  • 250 g mielonego mięsa wołowo-wieprzowego
  • mix ziół do dań greckich (jeśli nie znajdziecie takich każdy inny zestaw będzie dobry, np. do gyrosa)
  • 1/2 pęczka natki pietruszki, drobniutko posiekana
  • sól i pieprz
  • papryczka chilli, drobno posiekana
  • bagietka
  • dodatki: rukola, szpinak, musztarda rosyjska, ogórki konserwowe, pomidor, cebulka perłowa
Mięso wymieszać z przyprawami i odstawić na noc do lodówki. Formować z niego malutkie kuleczki, mniejsze od orzecha włoskiego. Lekko rozpłaszczyć i smażyć krótko z dwóch stron na bardzo gorącym oleju. Bagietkę pokroić na cienkie kromki i posmarować musztardą. Układać kolejne składniki, na wierzchu położyć dwa burgerki.



SMACZNEGO!

niedziela, 19 kwietnia 2015

Fasolowy "smalec"

Nigdy nie byłam specjalną fanką smalcu, bo świadomość, że na moim chlebie znajduje się rozsmarowany świński tłuszcz ze skwarkami nawet dla mięsożernej mnie sprzed paru lat była zniechęcająca. Nie mówię, że nigdy go nie jadłam! Nawet zdarzyło mi się sięgnąć po dokładkę! Były to jednak krótkie momenty, w których zapominałam, co dokładnie jem i skupiałam się tylko na smaku. Teraz prawdziwego smalcu bym nie tknęła, tak samo jak innych mięsnych potraw, za którymi kiedyś przepadałam (wątróbka, kaszanka, kabanosy, parówki, kiełbasa z dzika..), ale do tamtego smaku chętnie bym wróciła.. kilka tygodni temu byliśmy na stołecznym festiwalu hummusu w knajpie Znajomi Znajomych. I tam spróbowałam wegańskiego "smalcu" z fasoli, który w smaku był identyczny, jak ten prawdziwy. Nawet Darek nie chciał uwierzyć, że mnie ma tam wieprzowego łoju, a wierzcie mi, że taki koneser mięsa wyczuje każdy podstęp. Pomyślałam sobie, że skoro będąc wegetarianinem można jeść potrawy, które smakują jak mięsne, tłuste i niezdrowe, a są dla nas dobre to dlaczego nie spróbować tego w domu? I spróbowałam :) skuście się, bo warto!

Jak to zrobić:
  • 1 puszka białej fasoli
  • 2 cebule
  • 2 ząbki czosnku
  • 1 małe jabłko
  • 2 łyżki majeranku
  • olej rzepakowy
  • pieprz, sól
  • opcjonalnie: prażona cebulka dla efektu "skwarek"
Cebulę i jabłko pokroić w drobną kosteczkę. Na patelni rozgrzać olej i podsmażyć cebulę z jabłkiem aż zmiękną. W międzyczasie dodać posiekany czosnek. Blenderem zmiksować fasolę z majerankiem i 3-4 łyżkami oleju rzepakowego oraz połową przesmażonej cebuli z jabłkiem. Resztę cebuli wymieszać łyżką. Jeść jak zwykły smaluch: ze świeżym chlebem, kiszonym ogórkiem i szczyptą soli na wierzchu.



SMACZNEGO!

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Tarta z burakami i serem feta

Jak bez mięsa to ja nie jem...
Generalnie nie lubię piec. Ciasta rzadko mi wychodzą, często się przypalają albo są po prostu niedobre. Jeśli już biorę się za pieczenie to tylko wtedy, gdy mam przed nosem dokładny przepis i instrukcję krok po kroku, najlepiej ze zdjęciami. Tylko wtedy czuję się bezpieczna. Kilka razy chciałam być odważna i spróbowałam improwizować, ale niestety za każdym razem efekt był żałosny...najgorzej wspominam pierwsze w życiu muffiny, które upiekłam do pracy na swoje imieniny...były tak wstrętne i spalone, że żal mi było tych wszystkich ludzi, którzy się na nie skusili i musieli udawać, że im smakują. Od tego czasu rzadko eksperymentuję z ciastami.
Co innego wypieki wytrawne. Wystarczy jeden sprawdzony przepis na spód, a resztę można dobierać do woli i jeśli tylko nie przekombinuje się z zestawieniem składników to zawsze wyjdzie coś, co da się zjeść. Nie inaczej jest tym razem. Nie to, żebym się przechwalała, ale ta tarta jest po prostu przepyszna. I znów bez mięsa :)

Jak to zrobić:
  • 1,5 szklanki mąki + trochę w zapasie
  • 150 g masła (zimne, prosto z lodówki)
  • 1 jajko
  • 2 łyżki suszonego tymianku
Składniki szybko zagnieść. Ciasto zawinąć w folię i wstawić do lodówki na ok. 30 minut.

masa:
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 1 ugotowany burak
  • 1 mały pęczek koperku
  • 1 ząbek czosnku
  • ser feta lub podobny - ilość wedle uznania
  • 200 g śmietany 12%
  • 3 jajka
  • sól, chilli, suszony tymianek
Buraka pokroić w kostkę. W misce wymieszać śmietanę z jajkami, posiekanym koperkiem, ząbkiem czosnku przeciśniętym przez praskę i przyprawami. Dodać buraka, wymieszać. Formę do tarty wysmarować masłem. Ciasto wyjąć z lodówki i rozwałkować cienko podsypując mąką w razie potrzeby. Formę wyłożyć ciastem, docisnąć i wylać masę. Na wierzchu posypać serem. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 160-170 stopni na 30-40 minut. Kroić dopiero po całkowitym wystygnięciu.



SMACZNEGO!

wtorek, 2 września 2014

Przepis na tzatziki

Powrót z wakacji był dla nas dość trudny...po 2 tygodniach spędzonych w greckim upale na półwyspie Chalkidiki, 15 stopni na lotnisku w Warszawie było niezbyt pozytywną odmianą. Na temat naszych wakacji powstanie osobny post, ale z tęsknoty za Grecją dzień po powrocie przygotowałam jedną z najsłynniejszych greckich przystawek - sos tzatziki (w zależności od knajpy można go znaleźć w menu pod hasłem: dodatki, przystawki lub sałatki). Tzatziki pasują do wszystkiego! Do mięsa z grilla, do ryby, do frytek, do chleba. Jest banalny i pyszny. U nas dzisiaj przewidziany na kolację, jako dodatek do placuszków z cukinii.

Jak to zrobić:
  • 1 opakowanie jogurtu bałkańskiego lub greckiego (u mnie firmy Maluta masa: 340 g)
  • 1 ogórek szklarniowy
  • 3-4 ząbki czosnku
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • sól i pieprz
  • opcjonalnie: koperek (świeży lub suszony)
Jogurt wymieszać z solą, pieprzem, czosnkiem i sokiem z cytryny. Ogórka przekroić na pół i jedną połówkę zetrzeć na tarce o grubych oczkach, a drugą pokroić w kostkę. Odcedzić z nadmiaru wody i wymieszać z jogurtem. Odstawić do lodówki na godzinę, żeby smaki się połączyły. Podawać polane oliwą z oliwek.




SMACZNEGO!

czwartek, 17 lipca 2014

Hummus z suszonymi pomidorami

Nie jest to klasyczna wersja hummusu, bo brakuje w niej pasty sezamowej tahini, ale jak to mawia Karol Okrasa, warto czasem "złamać przepis". I właśnie od pana Okrasy zaczerpnęłam inspirację.
Hummus podajemy jako dodatek do mięs, dip do warzyw, nachos, świeżej bagietki itd.. jest bardzo sycący i dość kaloryczny, ale to wyłącznie dobre kalorie - zapewniam! A przy okazji mogłam wykorzystać prezent ślubny od moich Kolegów i Koleżanek z pracy - kochani dziękuję!!! Ten ręczny blender jest idealny!!! :)

Jak to zrobić:
  • 1 puszka ciecierzycy
  • 10 suszonych pomidorów z oliwy
  • 1 ząbek czosnku
  • 1 łyżeczka kaparów
  • 3-4 łyżki oliwy z pomidorów
  • pieprz i sól
  • 1/2 łyżeczki oleju sezamowego (opcjonalnie)
Ciecierzycę odcedzić, ale nie do końca - pozostawić mniej więcej połowę płynu. Wszystkie składniki przełożyć do blendera i dokładnie zmiksować na gładką masę.



SMACZNEGO!

sobota, 12 października 2013

Ekspresowa porcja zdrowia: sałatka z awokado i gruszki

Trochę zdrowia na sobotę. Za oknem miało być pięknie, ciepło i słonecznie, tymczasem jest ponuro, niskie ciśnienie dobija, a z obiecanych 20 stopni jest połowa. No nic, życie płynie dalej i nawet z tak szaro-burych chwil trzeba korzystać w pełni. Proponuję zastrzyk energii w postaci dobrego, wartościowego jedzenia, a jakże :) dzisiejsza sałatka jest tak szybka i prosta, że nawet nie można jej nazwać czy ekspresową. Robi się ją naprawdę w mgnieniu oka, smakuje fantastycznie (moje najnowsze odkrycie: gruszka, orzechy włoskie i tymianek - PYYYCHAAA) i dostarcza wyłącznie pozytywnej energii. Dodatek awokado i orzechów czyni potrawę dość bogatą w kalorie i tłuszcz, ale akurat ten rodzaj tłuszczu (czyli niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe) jest dla naszego zdrowia bezcenny. Zachęcam bardzo gorąco do spróbowania!

PS. Ostatnio na blogu mało się dzieje, ale to wszystko z powodu pewnej serii przepisów, którą dla Was przygotowuję. Start już w poniedziałek!

Jak to zrobić (dla 2 osób):
  • 1 małe awokado
  • 1 gruszka
  • sok z połowy cytryny
  • 5-6 łyżek oleju roślinnego (u mnie rzepakowy)
  • 1 łyżeczka listków świeżego tymianku
  • 1 ząbek czosnku
  • szczypta soli
  • 1/2 świeżej papryczki chilli (posiekana)
  • 4 orzechy włoskie (pozbawione łupin i posiekane)
W miseczce wymieszać sok z cytryny z posiekanym czosnkiem, chilli, solą, tymiankiem i olejem. Odstawić na chwilę. W międzyczasie gruszkę ze skórką pozbawić pestek i pokroić wzdłuż w plasterki. Awokado przekroić na pół, usunąć pestkę i również pokroić wzdłuż. Na talerzach układać na przemian plasterki gruszki i awokado (po połowie gruszki i awokado na osobę). Na koniec polać wszystko sosem, posypać siekanymi orzechami i od razu jeść.



SMACZNEGO!

czwartek, 28 marca 2013

Widelcem po mapie - Korea Południowa. Przepis na kimchi.

O kuchni koreańskiej pisałam co nieco tutaj (KLIK). Przyznaję jednak, że nie wysiliłam się wtedy specjalnie, więc dziś nadrabiam straty i zapraszam do zapoznania się z ciekawym tematem koreańskich przystawek. Za wsparcie przy tworzeniu posta oraz za apetyczne zdjęcia jedzenia prosto z koreańskiego stołu dziękuję Gosi :)

W Korei każde większe danie rozpoczyna się od serii przystawek, którymi możemy się do woli raczyć. W  restauracjach jest przyjęty zwyczaj podawania ich, nawet jeśli nie zostały zamówione, najczęściej bez konieczności płacenia, a gdy się skończą to bardzo często nieodpłatnie dostajemy dokładki. Taka kulinarna tradycja pokazuje jak bardzo w kuchni Korei przystawka "zrosła się" z posiłkiem i osobiście nie miałabym nic przeciwko przejęciu takiego zwyczaju na naszym rodzimym podwórku. Dzięki temu biesiadujący przy stole goście zawsze mogą sobie coś "dziabnąć" w oczekiwaniu na kolejne zamówione potrawy lub dowolnie dołączać przystawki do spożywanego dania. Bardzo popularnym sposobem jedzenia jest zawijanie w liść  (sałaty, pokrzywy, czy jakiejkolwiek innej rośliny uznanej w Korei za jadalną - a jest tego dużo) kuleczki ryżu z ostrą pastą paprykową, czosnkiem i kawałkiem wybranej przystawki, po czym ładowanie takiego "gołąbka" na raz do ust. Jedzenie wszystkiego w jednym momencie sprawia, że smaki się mieszają, przenikają i tworzą prawdziwe niebo w gębie. Tylko spójrzcie:













Na zdjęciach powyżej widać stoły zastawione przystawkami. Czy te wszystkie małe miseczki z kolorowym jedzeniem w środku nie są piękne i zachęcające do siedzenia godzinami przy stole?

Pisząc o kuchni koreańskiej  trzeba zacząć od tego, że w Korei jada się praktycznie wszystko. Poczynając od morskich stworków, alg i wodorostów poprzez liście, kwiaty i korzenie najróżniejszych roślin, warzywa, owoce aż po mięso i ryż..dużo ryżu - Koreańczyk daniem bez ryżu po prostu się nie naje. Dodatkowo dania są zawsze ostro doprawione i bardzo mocno czosnkowe, co daje się we znaki nieprzyzwyczajonym przybyszom z innych krajów szczególnie podczas podróży w zatłoczonych środkach komunikacji miejskiej. Tę różnorodność składników widać doskonale przeglądając typowe koreańskie przystawki. I tak, na stole znajdziemy na przykład: pokrojoną w plastry marynowaną rzepę, szpinak, kiełki wszelkiej maści, marynowane korzonki, żeńszeń, korzeń oraz kwiaty lotosu, ośmiorniczki, jaja przepiórcze marynowane z czosnkiem i sosem sojowym i oczywiście kimchi! Kimchi w Korei jest wszędzie - każdy to zna, każdy lubi, dodawane jest do wielu dań oraz jedzone solo na potęgę. Można powiedzieć, że to niemal narodowe danie Koreańczyków. I tu przechodzimy do sedna postu: czym jest to kimchi? Brzmi dziwnie, z niczym się nie kojarzy...a to nic innego jak kiszona kapusta pekińska z dodatkiem przypraw i koreańskiej ostrej pasty chilli. Coś jak nasza kiszona kapusta, ale o wiele WIELE bardziej aromatyczne i zdecydowane w smaku. Poza podawaniem kimchi w roli przystawki można je smażyć na patelni, zawijać z odrobiną ryżu w plastry mięsa lub dodać do bibimbapu (przepis tutaj).
Pierwszy raz spróbowałam kimchi u Gosi. Szczerze mówiąc nie pamiętałam dokładnie smaku, ale za to pamiętałam, że było dobre i to wystarczyło do podjęcia próby.

Przepis zaczerpnęłam stąd (KLIK). Na tej stronie znajdziecie też zdjęcia z każdego etapu przygotowania, które z pewnością ułatwią pracę. Ja podaję wersję kimchi minimalnie różniącą się od tej na stronie ze względu na brak niektórych składników. Swoje kimchi zrobiłam na próbę z połowy składników oryginalnego przepisu. Wyszło naprawdę super, choć po otwarciu pojemnika po procesie kiszenia ulotnił się zapaszek, który na bank wypłoszył wszystkie wampiry z całego województwa...dużo czochu! :)

Tutaj: KLIK znajdziecie całą masę przykładów koreańskich przystawek. Strona jest niestety po koreańsku, ale można skorzystać z tłumaczenia przez google, żeby mieć jako takie pojęcie co jest na pokazanych talerzach. A zresztą już samo patrzenie na te kolorowe smakołyki to czysta przyjemność :)

Zainteresowany tematem? Zapraszam tutaj: KLIK

Jak to zrobić:
  • 1 duża kapusta pekińska
  • 3 łyżki soli
  • 1/2 główki czosnku
  • 1 mała cebula
  • 5 gałązek grubego szczypioru (takiego jak w dymce)
  • łyżeczka imbiru w proszku
  • 2-3 łyżki pasty chilli (do kupienia na przykład tutaj: KLIK)
  • 1 łyżka sosu rybnego
  • 1 łyżka octu ryżowego (pominęłam)
  • kilka łyżek soku z kiszenia kapusty
Kapustę przeciąć na pół i dokładnie umyć. Po osuszeniu wyciąć głąb i pokroić w poprzeczne paski o grubości ok. 2 cm. Wrzucić kapustę do foliowego worka i wsypać sól. Dokładnie wetrzeć sól w kawałki kapusty aż zaczną puszczać sok. Spróbować i ewentualnie dosolić (u mnie 3 łyżki wystarczyły). Worek dokładnie zawinąć, włożyć do pojemnika lub do miski i docisnąć (ja przycisnęłam mniejszą miską). Odstawić na 6 godzin.
Przed końcem pierwszego etapu kiszenia pokroić szczypior w cienkie skośne paski, cebulę cienko pokroić w piórka oraz czosnek przecisnąć przez praskę. W misce wymieszać pastę chilli z sosem rybnym, octem, imbirem w proszku oraz sokiem z kapusty (po wyjęciu kapusty z worka). W misce dokładnie wymieszać rękami kapustę z pozostałymi dodatkami i przełożyć do szczelnego plastikowego pojemnika. Odstawić na 5-6 dni w chłodne miejsce. Po upływie tego czasu kimchi jest gotowe i można przełożyć do słoików. Przechowywać w lodówce.
Do mojego kimchi dodałam 3 łyżki pasty paprykowej i wyszło bardzo ostre. Dlatego proponuję ilość tego składnika dobrać do swojego gustu i wytrzymałości na ogień w gębie.




SMACZNEGO!

wtorek, 19 marca 2013

Przystawka z cykorii z serem wędzonym

Gorzka, nielubiana i niedoceniana cykoria ma w naszym domu tylko jednego amatora - Arni, lat 2 (lub 3), gatunek: świń morski. Oj on to by oddał wszystko za kilka listków! Jeśli jednak chodzi o mnie i o Darka to raczej omijamy to warzywo szerokim łukiem, choć powszechnie wiadomo, że jest bardzo zdrowe i niskokaloryczne. Ale ta goryczka...bleeee...
Co innego Francuzi. Oni cykorię uwielbiają i przyrządzają bardzo często - głównie na ciepło. To właśnie podczas pobytu w Paryżu po raz pierwszy zetknęłam się z duszoną cykorią i pomimo, że była całkiem zjadliwa, bo traci większość nieprzyjemnego gorzkiego posmaku, to w domu jeszcze nigdy jej nie przyrządzałam. Poza tym u nas cykoria jest dość droga, co również stanowi pewną okoliczność łagodzącą. Tym razem jednak postanowiłam podjąć wyzwanie i przyrządzić cykorię na ciepło w formie całkiem sycącej przystawki. Obawiałam się wyników tego eksperymentu, ale wyszedł na tyle pozytywnie, że przekazuję Wam do wypróbowania.

Jak to zrobić (4 porcje):
  • 2 główki cykorii
  • 8 plastrów wędzonego sera
  • płat ciasta francuskiego
  • łyżeczka miodu
  • sól i pieprz
  • 2 łyżki oleju do smażenia
Cykorie przekroić na pół i oprószyć solą i pieprzem od strony przecięcia. Na patelni rozgrzać olej i ułożyć cykorie przecięciem w dół. Podsmażyć minutkę, podlać 1/2 szklanki wody i przykryć. Gdy woda nieco odparuje znów podlać wodą i dodać łyżeczkę miodu. Dokładnie przemieszać i odwrócić cykorie. Znów przykryć. Teraz trzeba pilnować, bo miód łatwo się przypala. Co jakiś czas podlewać cykorie wodą i przewracać aż będą całkowicie miękkie. Piekarnik rozgrzać do temperatury 150 stopni. Z ciasta francuskiego wyciąć prostokąty nieco większe niż połówki cykorii. Na każdym kawałku ciasta ułożyć na środku po 2 plastry sera, na to położyć miękką cykorię i zawinąć brzegi (ale nie tak, żeby przykryły cykorię!). Wstawić do piekarnika na 20 minut lub aż ciasto się zezłoci. Podawać na ciepło (choć na zimno też są niezłe).



SMACZNEGO!

środa, 13 lutego 2013

Brukselka z boczniakami - zwykłe niezwykłe danie

Brukselkę do tej pory znałam wyłącznie w wersji ugotowanej i podanej prosto z wody. Żadnych ekstrawagancji, żadnych ekscesów. Nie ma w niej absolutnie nic złego, ale ogrom przejrzanych przeze mnie przepisów na rozmaite potrawy i przeprowadzone do tej pory kuchenne eksperymenty sprawiły, że w przypadku tego prozaicznego dodatku do obiadu również chciałam pójść krok dalej. Na szczęście Darek starannie dba o mój kulinarny rozwój i razem z brukselką przyniósł do domu 3 wielkie boczniaki ("Na pewno coś z tego wymyślisz!"). Od razu przyszła mi do głowy świąteczna brukselka Nigelli z boczkiem, ale boczku u nas się raczej nie jada. Dlatego dokonałam małej podmianki i zamiast mięcha skroiłam do brukselki grzyby. Efekt jest bardzo ciekawy, nie wiedziałam, że boczniak to tak aromatyczny grzyb! Jest świetny! Z równie aromatyczną brukselką tworzą pyszną parę :)
Brukselce towarzyszył kotlet szpinakowo-jajeczny, o którym więcej dowiecie się niedługo....

Jak to zrobić:
  • 300 g brukselki
  • 3 duże boczniaki
  • 2 ząbki czosnku
  • kawałek papryczki chilli
  • sól
  • łyżka bułki tartej
  • 2 łyżki masła
Brukselkę umyć, oczyścić i ugotować w osolonej wodzie. W głębokiej patelni/woku rozgrzać masło z chilli i wrzucić pokrojone w kostkę boczniaki. Posolić i dusić na maśle aż zmiękną. Po kilku minutach dodać posiekany czosnek. Gdy boczniaki będą miękkie i rozniesie się po kuchni grzybowy zapach dodajemy brukselkę i łyżkę tartej bułki i wszystko razem dokładnie mieszamy. Podgrzewamy jeszcze około 2 minut i od razu można podawać.



SMACZNEGO!

sobota, 29 grudnia 2012

Frytki z selera - robimy zdrową imprezę

Propozycji na imprezę sylwestrowo-karnawałową ciąg dalszy. Zapraszając do siebie znajomych warto być przygotowanym na wszystko: że ktoś zapomni szampana, że nie weźmie szczoteczki do zębów, że nikt nie pomyśli o przekąskach...dziecięce czasy, gdy jedzenie chipsów było luksusem zarezerwowanym tylko na wielkie okazje już dawno minęły. Dziś mogę pochłaniać je kiedy chcę i w dowolnych ilościach, więc ich jedzenie nie sprawia mi już takiej przyjemności. Mimo, że jest to produkt niezwykle uniwersalny, który każdemu smakuje, czasem można zastanowić się nad alternatywą. Proponuję zaskoczyć swoich gości i podać im coś zupełnie nowego - frytki selerowe z piekarnika. Idealne również dla tych, którzy nie wyobrażają sobie chwili z książką lub filmem bez czegoś do pogryzania. Przy okazji nie zafundujemy sobie dodatkowej dawki kalorii, bo seler jest bardzo niskokaloryczny.
Ale najlepsze jest w nich to, że możemy dowolnie kombinować z przyprawami szukając swojego idealnego smaku. Dziś zapraszam na pikantną wersję paprykowo-czosnkową.

Jak to zrobić:
  • 1 duży seler
  • 5 łyżek oliwy z oliwek + trochę w zapasie
  • 1 łyżeczka soli
  • 1/3 papryczki chilli
  • 1 łyżka papryki słodkiej w proszku
  • 1 ząbek czosnku
  • 1 łyżka oregano
Selera obrać i pokroić w słupki. Wrzucić do miski. W osobnej miseczce wymieszać oliwę z przyprawami i posiekanym ząbkiem czosnku i zalać selerowe słupki. Dokładnie obtoczyć całego selera w przyprawionej oliwie, przykryć i wstawić do lodówki na godzinę lub dwie, a najlepiej na całą noc. Piekarnik rozgrzać do 160 stopni. Selerowe frytki rozłożyć na dużej blasze do pieczenia wyłożonej folią aluminiową, polać marynatą i odrobiną świeżej oliwy. Ważne, by frytki leżały w jednej warstwie. Wstawić do piekarnika na 25-30 minut (zbyt długo pieczone staną się gorzkie). W czasie pieczenia warto frytki przemieszać, żeby równo się upiekły. Podawać można z dipem czosnkowym zrobionym z łyżki majonezu, kubeczka naturalnego jogurtu, łyżki oregano i 2 wyciśniętych przez praskę ząbków czosnku. Najlepiej zrobić dip parę godzin przed podaniem, żeby smaki się przegryzły.



piątek, 9 listopada 2012

Buraczki nadziane fetą i pietruszką - coś pysznego!

Jak słusznie zauważyła Kami z Fabryki Odkryć Kulinarnych w tym sezonie jakoś zapomnieliśmy o burakach. Wszędzie pełno dyni, śliwek i gruszek, a tymczasem te wdzięczne warzywka, które kosztują w tej chwili grosze, dają tyle możliwości!
Dla mnie burak to przede wszystkim barszcz i buraczki do obiadu. Niedawno odkryliśmy jeszcze  syberyjską sałatkę buraczaną, ale generalnie wykorzystanie buraków wydawało mi się dość ograniczone. Wystarczyło jednak poszperać w książkach i na kulinarnych blogach, żeby odkryć między innymi, że burak to także idealny składnik na czekoladowe ciasto! Niedługo pojawi się ono na blogu, ale dziś proponuję prostą i bardzo smaczną (choć niekoniecznie dietetyczną) przystawkę w postaci buraczków nadzianych serem feta z pietruszką i czosnkiem. Jest bardzo szybka do wykonania. Dosłownie 4 składniki - prościzna. A połączenie tych 4 smaków jest genialne! Pyszne! Doskonałe! Warto zrobić!

Jak to zrobić:
  • 6 niedużych buraków
  • 1/2 kostki sera typu feta
  • garść posiekanej natki pietruszki
  • 1 ząbek czosnku
Buraki ugotować i ostudzić. W miseczce wymieszać fetę z pietruszką i przeciśniętym przez praskę czosnkiem. Zimne buraki obrać ze skórki i odkroić kawałeczek od strony ogonka (nie tam gdzie liście), żeby kuraki stabilnie stały. Z drugiej strony delikatnie wydrążyć otwór mniej więcej do połowy buraka. Nadziać przyprawioną fetą i wstawić na 10-15 minut do piekarnika nagrzanego do 180 stopni.





SMACZNEGO!

wtorek, 30 października 2012

Prosto z Toskanii - torta di patate e porri


Mało jest chyba osób, które na widok sobotniego śniegu ucieszyły się tak jak my. Nie możemy się po prostu doczekać zimy - zasp śniegu, mrozu szczypiącego w nos, spokojnych wieczorów, gdy siedzenie w domu nie powoduje żadnych wyrzutów sumienia („Takie piękne słońce za oknem - zróbmy coś!”)..i żeby nie było - oboje jesteśmy kierowcami i niestety poranne odśnieżanie i ciche modły, żeby samochód zapalił nie są nam obce. Zima jest magiczna i wcale nie będziemy tęsknić za upałami. Chyba że mróz i śnieg zasiedzą się odrobinę za długo…
Zima to też czas, w którym trzeba wyhodować sobie osobistą izolację na mroźne dni i człowiek podświadomie odżywia się tak jakby obficiej… w końcu na wiosnę trzeba mieć co zrzucać J w związku z tym dziś proponujemy rozgrzewającą i sycącą przystawkę - tartę porowo - ziemniaczaną. Danie pochodzi z jednej z moich ulubionych książek „Smaki Toskanii” autorstwa Aleksandry Senghi . Autorka proponuje tartę w dziale z przystawkami, ale myślę, że spokojnie w naszych polskich realiach może zastąpić lekką kolację. Jest bardzo prosta i bardzo smaczna. Co prawda konsystencja tarty była dość luźna - coś jak zapieczone puree i nie dało się jej pokroić (chyba w przepisie zabrakło jajka), ale w smaku jest świetna.

Jak to zrobić (podaję za autorką+moje małe zmiany)
  • 1 kg ziemniaków
  • 200 g pora (dałam około 400, bo pora ubóstwiam)
  • 60 g tartego parmezanu (wiejskie realia pozwoliły mi na kupienie tartego sera niewiadomego gatunku marki Carrefour)
  • 1 opakowanie ciasta francuskiego
  • 5-6 łyżek oliwy z oliwek
  • szklanka mleka
  • sól i pieprz (oraz ząbek czosnku i odrobina gałki muszkatołowej ode mnie)
W osolonej wodzie ugotować ziemniaki w mundurkach. Po ostudzeniu obrać i zmiksować na gładką masę. Pora pokroić i podsmażyć na oliwie z ząbkiem czosnku. Dodać je do masy ziemniaczanej i wymieszać mlekiem, serem i przyprawami. Formę na tartę (u mnie z braku formy naczynie żaroodporne) wyłożyć ciastem francuskim tak, aby wychodziło poza krawędź. Wlać masę ziemniaczaną i zawinąć brzegi ciasta. Piec 30 minut w temperaturze 200-220 stopni (u mnie 15 minut w 200 stopniach i 15 w 150 stopniach - wszystko zależy od piekarnika).







SMACZNEGO!