Polub nas na Facebooku

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kuchnia włoska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kuchnia włoska. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 września 2016

Ravioli z dynią, jarmużem i masłem szałwiowym

Uwielbiam prowadzić samochód. Szczególnie w trasie, gdy mogę zapomnieć o korkach, światłach, przejściach dla pieszych i po prostu jechać. Najchętniej bez towarzystwa, bo wtedy mogę włączyć radio na pełen regulator i przeskakiwać między stacjami w poszukiwaniu piosenek, które znam, lubię i mogę wyryczeć bez skrępowania swoim niezbyt popisowym głosem. Świat umyka za oknem, a ja jadę, śpiewam i osiągam stan pełnego relaksu. Dziś nie wyobrażam sobie życia bez prawa jazdy, ale doskonale pamiętam, jak 12 lat temu (rany, to już tak dawno...) podchodziłam do egzaminu i sama siebie pocieszałam, że jak nie zdam to przecież nic takiego się nie stanie, bo bez prawka da się żyć. Był sierpień, a od rana lało nieprzerwanie. To nie był dobry znak..słaba widoczność, śliska jezdnia, to się nie może skończyć sukcesem. Mój stres potęgował fakt, że w rodzinie wszyscy zdawali za pierwszym razem i czułam na sobie pewną presję. Przeistoczona w kłębek nerwów dotarłam na miejsce i zaczęło się. Teoria poszła gładko, ale tej części egzaminu wcale się nie bałam. Testy powtarzałam dziesiątki razy i zgodnie z moim oczekiwaniem skończyłam z wynikiem 0 błędów. Jednak najgorsze wciąż było przede mną. Najpierw losowanie manewrów, plac, a potem wyjazd w miasto. Manewry wypadły nieźle, chociaż "kopertę" zrobiłam na granicy akceptowalności egzaminatora. Jeszcze ruszanie pod górkę i było po wszystkim - pora na jazdę po mieście. Egzaminator nie był zbyt rozmowny i kompletnie nie wiedziałam jak odbierać grobowe milczenie podczas wykonywania jego poleceń. Wróciliśmy bez słowa do ośrodka, a moje serce znajdowało się wówczas gdzieś w okolicy prawego migdałka. "Jak by to Pani powiedzieć" zaczął ("O nieee...to koniec, oblałam!"). "Nie było idealnie" kontynuował ("Powiedz to wreszcie ty wredny..."). "Ale zdała Pani" skończył ("Kocham pana!!!!"). Jedyne, na co się zebrałam to "Dziękuję", a resztę dziękczynnego tańca wykonałam już poza zasięgiem jego wzroku. Udało się! Zrobiłam to! Nie było tak źle, jak sądziłam! Jestem najlepsza! Jak widać czasem coś, co wydaje się górą nie do przejścia z bliższej perspektywy nie jest wcale takie straszne.
Niestety może być również odwrotnie - coś, co postrzegamy jako zadanie na minutkę okazuje się niewdzięczną i niemal niewykonalną pracą. Piszę o tym w nawiązaniu do dzisiejszych ravioli, bo niestety one właśnie okazały się trudniejsze niż się spodziewałam. Na wałkowaniu tego ciasta spędziliśmy wspólnie z Darkiem długie upojne minuty i czuję się jak po uczciwej godzinie w siłowni. Ciasto makaronowe, z którego są zrobione kompletnie nie chce współpracować. Ja wałkuję, a ono za sekundę kurczy się znowu. I tak w kółko. Na szczęście są przepyszne w smaku i szybko zapomniałam o trudach przyrządzania, ale chcę być z Wami szczera i ostrzegam: to bardzo męczące danie.

Jak to zrobić (ok. 20 sztuk):
  • 125 g mąki pszennej
  • 125 g mąki krupczatki
  • 2 jajka
  • 1 łyżeczka soli
  • 1 łyżka oliwy
  • 2 łyżki wrzątku
  • 400 g dyni
  • 3 duże liście jarmużu
  • 1 ząbek czosnku
  • sól, pieprz, oliwa z oliwek
  • 2 łyżki masła
  • garść listków świeżej szałwii
Dynię upiec (upiekłam ją przy okazji pieczenia pasztetu). Jarmuż posiekać (wcześniej pozbawić liście grubych łodyg) i udusić z ząbkiem czosnku, solą i pieprzem na oliwie (podlać lekko wodą). Wymieszać jarmuż z dynią i ewentualnie jeszcze doprawić solą i pieprzem.
Mąkę wymieszać z solą (dodałam też 1/2 łyżeczki kurkumy dla koloru). Wbić jajka, wlać oliwę i wrzątek i zagnieść gładkie elastyczne ciasto. Ciasto rozwałkować (można partiami) na grubość 1 mm - to jest najgorszy etap w przygotowaniu tego dania. Z ciasta wyciąć kwadraty o boku mniej więcej 5x5 cm. Musi być parzysta ilość. Na połowę kwadratów wyłożyć dynię z jarmużem pozostawiając ok. 1 cm wolnego ciasta z każdej strony. Brzegi posmarować wodą i przykryć czystymi kwadratami ciasta. Docisną tak, aby usunąć jak najwięcej powietrza ze środka. Gotować w osolonym wrzątku przez 5 minut od wypłynięcia ravioli  na powierzchnię.




SMACZNEGO!

wtorek, 24 maja 2016

Focaccia ze szparagami i czarnymi oliwkami

Z gotowaniem jest jak z każdym domowym obowiązkiem: jedni go nie znoszą, inni najchętniej by nosa z kuchni nie wyściubiali. I tak samo, jak w przypadku podejścia do zmywania lub mycia łazienki, te dwie grupy nigdy się wzajemnie nie zrozumieją. Wytłumaczcie mi jak można nie lubić gotowania? Jakim cudem po ziemi chodzą ludzie, którzy nie doceniają terapeutycznego działania krojenia, mieszania i miksowania? I nie wmówicie mi, że można "nie umieć" gotować. Można nie umieć tworzyć receptur albo nie mieć wyczucia do mieszania smaków, ale jeśli ma się przed nosem gotowy przepis opisany krok po kroku to nie ma takiej możliwości, żeby coś schrzanić.
Dla mnie gotowanie to relaks z najczystszej postaci. Pomaga mi zapomnieć o stresie i uspokaja moje nerwy w każdej sytuacji. Niech Was zatem nie dziwi, że gdy jestem doprowadzona do ostateczności dźwiganiem skrzynek z roślinkami (ważących chyba tonę!) w 30 stopniowym upale, od razu po doprowadzeniu siebie do porządku kieruję swoje kroki do kuchni. Tam nalewam sobie kieliszek schłodzonego białego wina i zatracam się w kojącym wyrabianiu drożdżowego ciasta. A efektem dzielę się z Wami :)


Przypominamy Wam o konkursie! Nadal możecie zdobyć bardzo fajne książki, zapraszamy :)

link do konkursu: KLIK



Jak to zrobić:

  • 500 g mąki pszennej
  • 15 g drożdży
  • 1 łyżeczka soli
  • 1 łyżeczka cukru
  • 2 łyżki oliwy
  • 275 ml ciepłej wody + 1/3 szklanki do rozrobienia drożdży
  • 2 łyżki świeżych listków tymianku (lub 1 łyżka suszonego)
  • 12 zielonych szparagów
  • garść czarnych oliwek
Drożdże rozpuścić w wodzie z łyżeczką cukru. Odstawić na 20 minut aż zaczną pracować (pienić się). W dużej misce wymieszać mąkę, sól i tymianek. Wlać drożdże, oliwę i wodę. Wyrabiać przez 15 minut ciasto aż będzie gładkie i elastyczne. W razie potrzeby dodać więcej wody, ale UWAGA: dopiero wtedy kiedy po ok. 5-7 minutach wyrabiania ciasto nadal jest suche. Trzeba być cierpliwym. Z ciasta uformować kulę, przykryć ściereczką i odstawić na godzinę w ciepłe miejsce. Po tym czasie krótko wyrobić ciasto i rozwałkować do wymiarów piekarnikowej blachy. Blachę wyłożyć papierem do pieczenia i ułożyć na niej ciasto. Na wierzchu ułożyć surowe szparagi i oliwki. Docisnąć. Posypać odrobiną świeżego/suszonego tymianku. Odstawić na 15 minut do wyrośnięcia. Piec w temperaturze 180 stopni przez ok. 30 minut.



SMACZNEGO!

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Wiosenne gnocchi ze szparagami i parmezanem

Pory roku zostały bardzo niesprawiedliwie podzielone przez Matkę Naturę. Ciemna, ponura zima zdaje się trwać wieczność. Dni się ciągną, śnieg nie znika tygodniami, tęsknimy za słońcem czekając na cieplejsze dni niemal w nieskończoność. Natomiast wiosną, latem, czy wczesną jesienią trzeba się ciągle spieszyć, żeby zdążyć się nimi nacieszyć. Dopiero co zakwitły drzewka owocowe, a już ich białe płatki sypią się na trawnik. Jak tylko pojawią się truskawki, trzeba będzie najadać się nimi na zapas, bo znikają prawie natychmiast. Widzę pączki kwiatów na krzakach bzu i jest mi smutno, bo wiem, że jak zakwitną to zanim się nimi zachwycę i nawącham się ich zapachu, one już znikną. Najchętniej w ogóle nie kładłabym się spać i wzięłabym półroczny urlop w pracy, by nie stracić ani chwili z tych wiosenno-letnio-jesiennych dni, usłyszeć każdego ptaszka, który zaśpiewa za moim oknem i złapać we włosy każdy promyk słońca. Nawet pisząc tego posta co chwilkę wyglądam przez okno i desperacko próbuję nacieszyć oko milionem odcieni zieleni nim zajdzie słońce.
A skoro o zieleni mowa, pojawiły się w sprzedaży zielone szparagi. Kolejny akcent wiosny, którego już lada moment nie będzie na targowych stoiskach. A jest tyle do zrobienia: tarta ze szparagami, risotto ze szparagami, grillowane szparagi, szparagi z sosem holenderskim, jajko sadzone na szparagach...nie łudzę się nawet, że zdążę z tym wszystkim. Ale przynajmniej spróbuję najeść się nimi na tyle, żeby w lipcu nie poczuć tęsknoty i żalu, że szparagów w mojej kuchni znów było za mało.

Jak to zrobić (2 porcje):
  • 1/2 pęczka zielonych szparagów
  • 1 cukinia
  • 1 ząbek czosnku
  • 2 łyżki masła
  • gałązka świeżego rozmarynu i świeżego tymianku (można użyć po 1/2 łyżeczki suszonych ziół)
  • garść pomidorów koktajlowych
  • 250 g gotowych gnocchi
  • 50 g tartego parmezanu lub grana padano
Szparagi obrać (jeśli to konieczne) i odciąć twarde końcówki. Ugotować je na parze (5 minut) lub we wrzątku (ok. 5-10 minut). Pokroić łodygę, ale główki zostawić w całości. Pomidory pokroić na pół. Na patelni rozpuścić masło, dodać pokrojony w plastry czosnek i posiekane zioła. Dusić chwilę na małym ogniu, posolić, doprawić pieprzem i wrzucić na patelnię cukinię pokrojoną w kostkę. Smażyć 3 minuty, wrzucić pokrojone łodygi szparagów, zamieszać i po minucie zdjąć z ognia. W międzyczasie gnocchi przygotować zgodnie z instrukcją na opakowaniu. Ugotowane kluseczki wymieszać na patelni z gorącymi warzywami. Nie podgrzewać. Na koniec dodać pomidorki koktajlowe, wyłożyć na talerze i posypać serem. Można dodać też posiekany koperek.


SMACZNEGO!

niedziela, 17 kwietnia 2016

Bułeczki z pesto, oliwkami i parmezanem

Mając dwie lewe ręce do wypieków rzadko kiedy się na nie porywam. Pieczenie jest dla mnie bardzo stresujące i muszę się mocno skupić na przepisie, żeby dokładnie krok po kroku go odtwarzać. W przeciwnym razie na bank o czymś zapomnę (np. dodać proszek do pieczenia, wsypać cukier...). Jedyne, co w miarę mi się udaje to mało skomplikowane muffinki, a żebym zdecydowała się sięgnąć po wałek lub (o zgrozo!) drożdże musi istnieć jakiś wyjątkowo ważny powód. Dziś sięgam i po wałek i po drożdże, a to dlatego, że od chwili, gdy zobaczyłam przepis na te bułeczki w magazynie "Goodfood", nie mogę przestać o nich myśleć. Lekko go zmodyfikowałam, bo w oryginale są suszone pomidory i zdecydowanie więcej sera (np. tarta mozzarella). Moja wersja jest bardziej minimalistyczna i dzięki temu lżejsza.
Muszę się Wam jednak do czegoś przyznać... zapomniałam zostawić bułeczki do wyrośnięcia (tego drugiego, po dodaniu nadzienia i pokrojeniu..). Skutek jest taki, że zamiast bułeczek wyszły mi takie malutkie pizze, tylko o innym kształcie. Są pyszne, ale nie taki miał być efekt. Mówię o tym ku przestrodze ;)

Jak to zrobić:

  • 450 g mąki pszennej
  • paczka drożdży suszonych (7 g)
  • 2 łyżki oliwy
  • 1 łyżeczka soli
  • 1 łyżeczka cukru
  • 1 łyżeczka suszonego oregano
dodatki: 90 g pesto, 50 g tartego parmezanu, garść oliwek bez pestek, garść świeżych listków bazylii, pieprz

W dużej misce wymieszać suche składniki ciasta. Dodać oliwę i wlać 280 ml ciepłej wody. Wyrabiać ciasto przez 10 minut, aż będzie miękkie i sprężyste (jeśli wydaje Ci się, że ciasto jest zbyt suche to możesz dodać jeszcze 20 ml ciepłej wody). Ciasto uformuj w kulę i włóż do miski natłuszczonej delikatnie oliwą. Obróć kilka razy w misce, żeby kula ciasta pokryła się tłuszczem z każdej strony. Przykryj czystą ściereczką i odstaw w ciepłe miejsce na min. godzinę (ciasto musi podwoić objętość). Po tym czasie wyłóż ciasto na deskę, uderz kilka razy pięścią, żeby ubić pęcherze powietrza i rozwałkuj na grubość ok 1 cm. Kształt ciasta powinien być prostokątny (mi się nie udało, więc nożem obcięłam brzegi nadając odpowiedni kształt - z pozostałego ciasta upiekłam dodatkowy mini-chlebek bez dodatków). Na cieście rozsmaruj pesto, posyp równomiernie parmezanem, posiekanymi oliwkami i porwanymi listkami bazylii. Zwiń ciasto w rulon i ostrym nożem pokrój na równe części - powinno wyjść ok. 12. Powstałe ślimaczki ułóż na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i odstaw na 30 minut pod przykryciem do wyrośnięcia. Wstaw do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na 35-40 minut.
UWAGA: Ja swoje bułeczki upiekłam ułożone ciasno w formie, przez co tak bardzo nie wyrosły.



SMACZNEGO!

czwartek, 14 kwietnia 2016

Makaron z masłem ziołowym, serem Grana Padano i pomidorami

Lubicie makaron? Nie mówię o daniach z makaronem, ale o samym makaronie. Zdarzyło się wam wyjadać "goły" makaron z durszlaka, zanim stał się częścią jakiegoś bardziej złożonego dania? Jeśli tak, to dzisiejszy przepis powinien się Wam spodobać.
Ludzie dzielą się na dwie grupy: tacy, którzy lubią jak makaron pływa w sosie oraz tacy, którzy wolą makaron lekko nim muśnięty. Ja zaliczam się do grupy drugiej, bo lubię smak makaronu i wolę, gdy sos jest dodatkiem do niego, a nie odwrotnie. Warunek jest jednak taki, że sos musi być naprawdę dobrze zrobiony. Mała ilość musi w sobie kumulować tyle smaku i aromatu, żeby nadać potrawie wyrazisty charakter. Musi być odpowiednio słony, pikantny, hojnie doprawiony ziołami i czosnkiem, a do sosu obowiązkowo element warzywny (lub mięsny, jeśli ktoś jada). Lubię sosy ciężkie: serowe, maślane, śmietanowe. Taka kuchnia kojarzy mi się z Włochami - musi być treściwie, węglowodanowo, ale przy tym smacznie.
Będąc niedawno we Włoszech na nartach mieliśmy okazję skubnąć trochę włoskiej kuchni. Co prawda gotowaliśmy sobie sami, ale korzystaliśmy z włoskich produktów i włoskich inspiracji. Wiecie, że nawet w najmniejszym włoskim sklepie spożywczym można kupić za 1 euro pęczek pięknie opakowanych świeżych ziół? W moim zestawie były gałązki rozmarynu, kilka łodyg szałwii i kilka listków laurowych. Niby nic, ale gotowanie w apartamencie nabrało zupełnie innego wyrazu. Na jedną z kolacji przygotowałam makaron z masłem ziołowym, parmezanem i pomidorami. Tak bardzo nam smakował, że musiałam go odtworzyć w domu i pokazać Wam. Ma on jednak pewną wadę: nie nadaje się do odgrzewania, ani nie jest zbyt smaczny na zimno. Trzeba przygotować go tyle, żeby zjeść od razu świeży i cieplutki. A w takiej wersji jest pyszny! Coś dla PRAWDZIWYCH kluchojadów :)

Ach zapomniałabym!!!! (nieeeee, wcale nie zapomniałam) Wybraliśmy zwycięzców w konkursie z "Detoksem cukrowym". Wybór był nieduży, ale bardzo trudny..najchętniej Wam wszystkim wysłalibyśmy książki. Jednak nagrody mamy tylko 3 i wędrują one do:
  1. Zenona, który uwielbia WSZYSTKIE słodycze i niewątpliwie detoks mu się przyda.
  2. Moniki Moni, bo doskonale rozumiemy trudną do pokonania słabość do bitej śmietany.
  3. Anitki Kuźmik, z którą łączymy się w miłości do ciast z masami.
Zwycięzcom gratulujemy - skontaktujemy się z Wami mailowo. Pozostałych zachęcamy do śledzenia bloga, bo będziemy mieć dla Was jeszcze kilka konkursowych niespodzianek w najbliższym czasie. Na przyszłość pamiętajcie proszę, żeby zawsze zostawiać swój adres e-mail. Bez niego nie możemy Waszych zgłoszeń brać pod uwagę przy rozdawaniu nagród.

A teraz już wracamy do przepisu na makaron. Porcja, którą widzicie na zdjęciu, jest taka skromniutka tylko na pokaz...po sesji dołożyłam 3 razy tyle i pochłonęłam w sekundę!

Jak to zrobić (2 porcje):
  • 250 g długiego makaronu (np. spaghetti, tagliatelle lub linguine)
  • 1 solidna łyżka masła (ok. 50 g)
  • 4 łyżki tartego sera Grana Padano
  • 2 żółtka
  • 3 łyżki wody
  • 1 łyżka świeżych igiełek rozmarynu
  • 2 łyżki posiekanych grubo listków świeżej szałwii
  • 1 ząbek czosnku
  • pomidorki koktajlowe przekrojone na pół (ok. 100 g)
  • sól, chilli
Masło rozpuścić w małym garnuszku lub na patelni i dodać zioła i chilli. Podsmażać lekko ok. 5 minut, wyłączyć palnik. W miseczce wymieszać żółtka z serem i wodą. Doprawić solą i wlać przestudzone masło. Dokładnie wymieszać. W dużym garnku zagotować osoloną wodę i wrzucić do niej makaron z pokrojonym w grube plastry czosnkiem. Ugotować al dente. Odcedzić i od razu przełożyć z powrotem do garnka. Wlać sos maślany i dokładnie wymieszać. Dodać pomidorki koktajlowe i wymieszać. Przełożyć na talerze. Można posypać tartym Grana Padano, gdyby komuś było mało :)


SMACZNEGO!

piątek, 28 listopada 2014

Pizza z wędzonym łososiem, korniszonami i rukolą

Chęć na domową pizzę naszła mnie po ostatnim odcinku Masterchefa, w którym zawodnicy gotowali na Sycylii. Z ogromną przyjemnością go obejrzałam, bo uwielbiam Włochy i włoską kuchnię (i Włochów :) ). Kiedyś w mojej szkole zorganizowano wymianę z uczniami z Włoch mieszkającymi w znajdującym się pod Rzymem miasteczku Torre Cajetani. Nie znajdę tak na poczekaniu słów, którymi mogłabym opisać to miejsce...było tam wszystko to, co może sie kojarzyć z określeniem "włoski klimat": miasteczko położone na wzgórzu, z ulicy na ulicę przechodziło się schodami pomiędzy kamiennymi domami, z ganku przed domem Consueli (dziewczyny, w której mieszkałam) rozciągął się widok na ogromną zieloną dolinę i góry w tle, ludzie mieli piękne zielone ogrody, a w piekarni sprzedawano pizzę. Babcia Consueli codzienni biegała do tej piekarni po kawałek pizzy dla mnie. Później już nigdzie nie trafiłam na miejsce, które choćby w najmniejszym ułamku dorównywało tamtej mieścinie. Trafiłam do przemiłej rodziny, w której nikt nie mówił po angielsku (z moją opiekunką włącznie), a ja oczywiście ani słowa nie znałam po włosku. Byli jednak tak fantastyczni, gościnni i otwarci, że po spędzeniu u nich 10 dni potrafilismy się dogadać bez najmniejszych problemów. Uczestniczyłam w ich codziennym życiu i wcale nie czułam się jak intruz. Pomagałam w domu, ogrodzie i kuchni. Codziennie jedliśmy kolacje u innego kuzyna, kuzynki, cioci, sąsiadki, babci i to były te słynne włoskie kolacje, na których każdy się przekrzykuje, na obrus co chwila kapie sos pomidorowy lub oliwa z czyjegoś talerza, jest dużo śmiechu i dobrego jedzenia. To było tak dawno temu, a do dziś bez trudu przywołam w pamięci każdy szczegół tego wyjazdu. Może kiedyś urządzę sobie sentymentalną podróż w przeszłość i wrócę odwiedzić stare kąty, a tymczasem pozostaje mi podróż kulinarna - równie przyjemna.
Przepis na ciasto do pizzy pochodzi z książki "Kuchnia włoska. Klasyczne i nowoczesne dania" wydawnictwa Olesiejuk. Nie jest to przepis idealny - szukam dalej.

Jak to zrobić:
  • 350 g mąki pszennej
  • 7 g suchych drożdży
  • 1 łyżka oliwy
  • 1 łyżeczka cukru
  • 1 łyżeczka soli
  • 250 ml letniej wody
  • 1 łyżka suszonego tymianku
Drożdże rozprowadzić w 50 ml wody z cukrem. Odstawić na ok. 10 minut (aż zaczną się pienić). Do mąki dodać wodę, drożdże, oliwę i sól oraz tymianek i zagnieść ciasto aż zrobi się z niego gładka kula. Przełożyć ciasto do miski oprószonej mąką i pozostawić w ciepłym miejscu do podwojenia rozmiaru. Zagnieść, uformować cienki placek (ok. 5 mm grubości). Pokryć sosem, dodatkami i piec w temperaturze 200 stopni przez 20-25 minut.
Ja ze względu na użyte składniki (łosoś szybko schnie, a kapary i suszone pomidory łatwo przypalić) najpierw podpiekłam pizzę przez 10 minut z samym sosem, potem posypałam serem, położyłam resztę składników (bez rukoli i korniszonów) i piekłam kolejne 10 minut. Po wyjęciu posypałam pokrojonymi korniszonami i rukolą.

sos:
  • 1 puszka pomidorów w zalewie (odsączone)
  • 1 pęczek bazylii
  • 2 ząbki czosnku
  • sól
Wszystkie składniki dokładnie zmiksować. Można podgrzać w garnuszku, żeby zredukować ilość wody w sosie.

dodatki:
łosoś wędzony, mozzarella, czerwona cebula, kapary, korniszony, ser Lazur, suszone pomidory, rukola




SMACZNEGO!

wtorek, 5 sierpnia 2014

Gnocchi z jarmużem i pomidorami na szybko

Niemożliwe!!! Biedronka wprowadziła do asortymentu świeży paczkowany jarmuż!!! To genialna wiadomość dla wszystkich roślinożerców i oczywiście jak tylko się o tym dowiedziałam, jeszcze tego samego dnia stałam w kolejce do kasy ze swoim zapasem jarmużu. Już kiedyś pisałam o tej roślince, więc nie będę się powtarzać. Jeśli jeszcze nie jesteście przekonani, może dzisiejszy przepis Was zachęci. Polecam!

Jak to zrobić (2 porcje dla bardzo głodnych):
  • 250 g gotowego makaronu gnocchi
  • 1 puszka pomidorów krojonych
  • 1 duży ząbek czosnku
  • duuuuża garść świeżego jarmużu / "skrzydeł nietoperza" jak to określa Darek
  • garść pomidorków koktajlowych
  • 3 gałązki tymianku
  • 1 łyżka masła
  • sól i chilli
Na maśle podsmażyć ząbek czosnku. Wrzucić jarmuż i dolać ok. 1/3 szklanki wody. Dusić jarmuż do miękkości, ka koniec dodać gnocchi i pomidory z puszki. Doprawić, posypać listkami tymianku.



SMACZNEGO!

czwartek, 23 stycznia 2014

Przepis na lasagne

Kuchnia włoska to jedna z najpopularniejszych kuchni świata. Przede wszystkim dlatego, że jest smaczna. Opiera się na świeżych, sezonowych i ogólnodostępnych składnikach, których różnorodność sprawia, że można je dowolnie wymieniać i każdy znajdzie coś dla siebie. Poza tym kuchnia włoska jest bardzo prosta. Nie wykorzystuje skomplikowanych technik kulinarnych, ani nie wymaga szczególnych umiejętności. Gotowanie po włosku jest radosne i spontaniczne, pozwala wyjść poza ramy przepisu, wymienić składniki na inne i cieszyć się dobrym jedzeniem. Fakt, nie zawsze jest zdrowa i często za sprawą tony sera i makaronu potrawy są tłuszczowo-węglowodanową bombą. Warto jednak pamiętać, że kuchnia śródziemnomorska jest uznawana za najzdrowszą kuchnię świata, a Instytut Żywności i Żywienia rekomenduje taką dietę w walce z chorobami cywilizacyjnymi, szczególnie chorobami serca.
U nas w domu też często sięgamy po kulinarne inspiracje rodem z Włoch. Dziś akurat wybraliśmy opcję mniej zdrową, czyli lasagne. Lasagne (czyli "lazania") to taka zapiekanka, w której płaty makaronu przełożone są mięsnym sosem, serem i sosem beszamelowym. Są też wersje dla wegetarian ze szpinakiem, sosem pomidorowym lub innym warzywnym. Nasza lasagne godzi oba światy - mięsożerców i roślinożerców. Danie jest bardzo proste i szybkie. To nasza pierwsza, ale na pewno nie ostatnia lasagne.
Przepis wzorowany na propozycji Pascala Brodnickiego, który w Kuchni Lidla pokazywał lasagne alla bolognese. Pochodzi z książki "Pascal kontra Okrasa", z naszymi modyfikacjami. Zrobiliśmy wersję pół na pół,a le jeśli chcecie to oczywiście mozna podwoić proporcje na sos mięsny lub szpinakowy i całą lasagne zrobić w jednym smaku. W nawiasach podaję na ile warstw idą poszczególne składniki lasagne po to, żeby łatwiej Wam było dobrze je podzielić.

Jak to zrobić (dla 4 osób):

na całą zapiekankę:
  • makaron do lasagne - u nas wystarczyło 12 płatów (3 warstwy)
  • 2 kulki mozzarelli pokrojone w plastry (wierzch)
  • opcjonalnie: dodatkowa tarta mozzarella do układania między warstwami lasagne (2 warstwy)
  • 10 czarnych i 10 zielonych oliwek (2 warstwy)
część mięsna (3 warstwy):
  • 250 g mięsa mielonego (wieprzowe)
  • 1 cebula
  • 1 puszka pomidorów
  • sól, pieprz
część wegetariańska (3 warstwy):
  • 500 g mrożonego szpinaku
  • 3-4 ząbki czosnku
  • 2 jajka
  • sól, pieprz
sos beszamelowy (3 warstwy):
  • 30 g masła
  • 50 g maki pszennej
  • 250 ml mleka + trochę w zapasie
  • sól, pieprz, gałka muszkatołowa
Mięso przesmażyć na patelni na odrobinie oliwy wraz z dodatkami: cebula, pomidory przyprawy). Sos nie może być zbyt suchy, więc gdy mięso się usmaży trzeba zdjąć z ognia. Szpinak ugotować razem z czosnkiem, solą i pieprzem. Lekko odparować i zdjąć z ognia. Dodać jajka i wymieszać. W garnku roztopić masło i wsypać do niego mąkę. Dokładnie wymieszać trzepaczką i zalać gorącym mlekiem. Doprawić sola, pieprzem i gałką i pogotować 2 minuty stale mieszając, żeby pozbyć się grudek. Gdyby był zbyt gęsty można dolać nieco więcej mleka, ale generalnie sos musi mieć konstsencję kremu (np. jak nutella albo budyń).
SKŁADANIE LASAGNE:
Na spód naczynia żaroodpornego rozłożyć sos mięsny/szpinakowy (u nas pół na pół). przykryć płatami makaronu, tak, żeby lekko na siebie nachodziły. Na makaronie rozsmarować sos beszamelowy, rozłożyć oliwki i tartą mozzarellę (jeśli używacie). Kolejna warstwa to znów sos mięsny/szpinakowy, makaron, beszamel i mozzarella z oliwkami. Ostatnia warstwa to sos mięsny/szpinakowy, makaron, beszamel i na wierzch pokrojona w plastry mozzarella. Piec w temperaturze 180 stopni przez 20-25 minut.




SMACZNEGO!

czwartek, 5 grudnia 2013

Roladki z polędwiczki wieprzowej wg. Pascala Brodnickiego

Czy wspominałam już jak bardzo lubię wspólne gotowanie? Moim zdaniem to jeden z lepszych sposobów na spędzanie czasu razem. Butelka wina, muzyka w tle, sprawiedliwy  podział obowiązków (tylko dlaczego to znowu ja kroję cebulę???), podjadanie sobie nawzajem składników i pełna swoboda. I nagle okazuje się, że nie trzeba wymyślnej randki w romantycznym miejscu ani specjalnych technik "podgrzewania atmosfery w związku", aby móc czerpać radość ze swojego towarzystwa.
W naszej kuchni szefował tego wieczoru Darek. To on wybrał przepis, rządził, dzielił, decydował i podpowiadał. Bazą były polędwiczki wieprzowe, a inspirację odnalazł na stronie www.kuchnialidla.pl, gdzie panowie Pascal Brodnicki i Karol Okrasa co tydzień prezentują swoje pomysły kulinarne. Przepis, na którym się wzorowalismy odnajdziecie pod tym linkiem: KLIK. Tam również jest bardzo przydatny filmik, na którym Pascal pokazuje jak przygotować polędwiczki do zawijania w roladki.

Ważne rady dotyczące przygotowania mięsa, które usłyszałam już kilkakrotnie oglądając filmiki prezentowane na kuchnialidla.pl:
  • smażąc jakiekolwiek mięso nigdy nie przewracajcie go na patelni widelcem, bo uciekają wszystkie soki. Użyjcie szczypiec lub łopatki
  • nigdy nie kroimy mięsa wyjętego prosto z piekarnika! Trzeba dań mu chwilę odpocząć, zeby soki rozeszły się w nim równomiernie. W przeciwnym wypadku uciekną z mięsa i stanie się ono suche
W tym daniu szczególnej uwadze polecamy puree z marchewki podane jako dodatek. Jest po prostu doskonałe! Na pewno będzie u nas gościło częściej.

Jak to zrobić (4 roladki):
  • 1 polędwiczka wieprzowa
  • 4 plastry szynki dojrzewającej (szwarcwaldzka, parmeńska)
  • garść zielonych oliwek (po 3-4 na każdą roladkę)
  • kilka suszonych pomidorów (po 2-3 na każdą roladkę)
  • 3 małe cebule
  • 100 ml czerwonego wina
  • sól i pieprz
puree z marchewki:
  • 0,5 kg marchewki
  • 1 łyżeczka soli
  • 2 łyżeczki ciemnego cukru muscovado (lub miodu)
  • 1 łyżeczka curry
  • 1 łyżeczka masła
  • 1 łyżka jogurtu naturalnego (lub smietanki 30%)
Polędwiczkę podzielić na 4 kawałki i każdy kawałek rozciąć tak, żeby "rozwinął się jak dywan" i lekko rozbić tłuczkiem przez folię - nie za mocno! (Pascal pokazuje to na filmie, koniecznie zobaczcie). Ewentualnie mozna każdy kawałek dokładnie rozbić tłuczkiem na grubośc około 0,5 cm. Posolić i popieprzyć jedną stronę polędwiczek i na każym kawałku ułożyć plaster szynki, kilka oliwek i kilka pomidorów suszonych. Zawinąć w roladke i związać nitką każdy koniec. Następnie posolić i popieprzyć z wierzchu i smażyć na patelni do momentu zarumienienia się każdej ze stron (w środku mięso powinno jeszcze być surowe. Zdjąć z ognia, polędwiczki przełożyć do naczynia żaroodpornego, a na patelnię wlac połowe wina. Wymieszac dokładnie z tłuszczem pozostałym po smażeniu i polać roladki. Obok w tym samym naczyniu ułożyc pokrojone w piórka cebule i polać resztą wina. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na około 25 minut.
Żeby zrobić puree z marchewki należy najpierw marchew pokroić w cienkie plasterki i ugotowac w osolonej wodzie do absolutnej miękkości. odcedzić dokładnie, dodać cukier, curry, masło i jogrut i zmiksować na gładko.



SMACZNEGO!

czwartek, 29 sierpnia 2013

Włoskie ciasto imbirowe z gruszkami

Wiele wynalazków i odkryć jest dziełem przypadku. Na przykład Newton - spadło mu na głowę jabłko i odtąd wiemy, co to grawitacja. Albo Kolumb. Chciał dotrzeć do Indii, a przez przypadek wylądował w Ameryce. Podobnie jest z ciastem, które dziś Wam proponujemy. Darek chciał upiec coś na urodziny swojego brata. Był bardzo przejęty, bo to był jego pierwszy raz, więc przepis przeczytał kilka razy, zrobił dokładną listę zakupów i zadbał, by niczego w ostatniej chwili nie zabrakło. I tak naprawdę nawet on nie wie dlaczego zamiast podanych w przepisie 150 gramów cukru dodał 9 łyżeczek. Skąd w ogóle wziął miarę cukru w łyżeczkach skoro w książce jak wół stoi 150 g? Niestety nie był w stanie tego wyjaśnić, ale w efekcie powstało ciasto kompletnie niesłodkie i bardzo bardzo imbirowe, a Darek stał się prawdziwym kulinarnym odkrywcą :)
Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Co prawda znam dosłownie maleńką garstkę osób, które otwarcie deklarują brak sympatii dla słodyczy, ale przecież te osoby również czasem mają ochotę na deser. I własnie to odkryte przez Darka ciasto jest dla nich idealną propozycją. Myślę, że przepis może być również pomocny dla tych, którzy spodziewają się wizyty antyfana słodyczy i rwą sobie włosy z głowy poszukując gorączkowo pomysłu na poczęstunek. Moim zdaniem kawałeczek tego rozgrzewającego ciasta będzie idealnie grał w towarzystwie szklanki ciepłego mleka, słodkiego kakao lub herbaty.
Przepis w oryginale pochodzi z książki: "Klasyczne i nowoczesne dania kuchni włoskiej", ale podaję w nawiasie modyfikacje Darka.

Jak to zrobić (na okrągłą formę o średnicy 26 cm):

  • 200 g miękkiego masła
  • 150 g cukru (lub 9 łyżeczek w wersji niesłodkiej)
  • 200 g mąki
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 3 łyżeczki imbiru
  • 3 jajka (lub 4 w wersji Darka "bo ciasto było za gęste"...)
  • 500 g gruszek obranych i pokrojonych w plastry
  • 1 łyżka brązowego cukru
Wszystkie składniki oprócz gruszek i brązowego cukru dokładnie zmiksować na gładką masę. Wylać do wyłożonej papierem do pieczenia tortownicy, na wierzchu ułożyć gruszki i posypać wierzch brązowym cukrem. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 stopnie na 35-40 minut. Wierzch ciasta musi się zezłocić. Ostudzić. Można serwować z gałką lodów waniliowych.



SMACZNEGO!

sobota, 24 sierpnia 2013

Stek z tuńczyka na włoskim makaronie

Kolejne zaskakujące odkrycie po świeżym śledziu. Czy wiedzieliście, że tuńczyk to nie tylko kawałki mięsa w puszce? I czy wiedzieliście, że w postaci świeżo usmażonego steku smakuje o niebo lepiej niż jego zapuszkowani kuzyni? Jeśli nie to pragnę Was poinformować, że tak własnie jest i świeży tuńczyk w kawałku będzie zawsze lepszym wyborem niż konserwa. Bez tego całego oleju i sosu własnego. Oczywiście nie jest to tania sprawa, ale jak dobrze poszperacie w lidlowych zamrażarkach to znajdziecie mrożone kawałki tuńczyka już za cenę 8 zł/100 g.
Celowo nazwałam potrawę "stekiem", bo nawet niewielką porcją tuńczyka naprawdę można się porządnie najeść. Ma zwarte, sycące mięso, które za nic nie przypomina delikatnego dorsza ani rozmemłanego halibuta. Nie ma też typowo "rybiego" zapaszku, który wiele osób zniechęca do jedzenia ryb. Jako dietetyk muszę Was jednak lojalnie uprzedzić: tuńczyk jest odławiany w postaci dorosłej i osobniki, które trafiają w sieci nierzadko mają po kilka, a czasem nawet kilkanaście lat.W tym czasie ich organizm zdążył już wchłonąć porządną dawkę zanieczyszczeń z wody morskiej, a w szczególności metali ciężkich (np. rtęci), które są toksyczne. Niestety nikt nie opracował jeszcze metody usuwania zanieczyszczeń z mięsa ryb, stąd wszystkie wchłonięte przez nie paskudztwa z talerza trafiają do naszego organizmu i tam już zostają na wieki wieków amen (organizm ludzki kumuluje metale ciężkie). Ale oczywiście bez paniki! Istnieje poziom metali ciężkich, z którymi nasz organizm bez przeszkód może funkcjonować i osoba odżywiająca się racjonalnie nie jest w stanie tej bariery przekroczyć. Dobrze jednak wiedzieć gdzie czai się zagrożenie, żeby mądrze i z głową planować swoją dietę. Dlatego jedzmy tuńczyka, ale nie za często.
Dziś gotuje Darek: stek z tuńczyka w najprostszej i bardzo smacznej postaci.

Jak to zrobić (dla 2 osób):
  • 2 kawałki świeżego lub mrożonego tuńczyka
  • sól i pieprz
do podania:
  • 150 g makaronu razowego
  • 2 dojrzałe pomidory
  • 1 puszka pomidorów krojonych
  • 1/2 cukinii
  • 2 cebulki dymki razem ze szczypiorem
  • 2 ząbki czosnku
  • 1 łyżka posiekanego świeżego rozmarynu
  • 1 łyżka suszonego oregano
  • 1 malutka papryczka chilli
  • sól
  • posiekana natka pietruszki do podania
Makaron ugotować al dente. Na patelni rozgrzać tłuszcz i wrzucić posiekane pomidory, pokrojoną w kostkę cukinię i 1/2 puszki pomidorów. Poddusić aż cukinia zmięknie. Następnie wrzucić pokrojoną dymkę, rozmaryn, oregano, posiekane chilli i wcisnąć czosnek. Posolić. Wszystko razem chwilę gotować i na koniec dodać resztę pomidorów z puszki.
Rybę posolić, popieprzyć i usmażyć bez panierki na rozgrzanym tłuszczu. Tuńczyk ma zwarte mięso, więc potrzebuje około 3 minut smażenia na każdą stronę.



SMACZNEGO!

czwartek, 1 sierpnia 2013

Pappardelle al pomodoro

Włoskich inspiracji ciąg dalszy. Tym razem do garów stanął szef naszej domowej kuchni i specjalista od dań włoskich, Darek. Nie jest tajemnicą, że włoskie potrawy są proste i smaczne, ale żeby prostota i smak szły w parze trzeba użyć produktów najlepszej jakości. Weźmy taki makaron z sosem pomidorowym. Nie znajdziemy w nim żadnych zaskakujących składników, niespotykanych połączeń smakowych ani nowatorskich metod przygotowania, a jednak w tej genialnie banalnej recepturze kryje się niezapomniana przyjemność jedzenia. Warunek jest jeden: sos nie może być z koncentratu (ani proszku!!), a makaron musi być świeży. O tym ostatnim dowiedzieliśmy się ostatnio przy okazji wizyty w warszawskiej restauracji "Bello e buono", która do najtańszych nie należy, ale w lipcu była weekendowa promocja i wszystko można było kupić za pół ceny. I właśnie w tym lokalu jadłam doskonały świeży makaron z sosem pomidorowym i czarnymi oliwkami, który uświadomił mi ile do tej pory traciłam jedząc suszone makarony z torebki. Fakt, są one bardzo praktyczne, dobrze się przechowują itd..., ale smak świeżego makaronu z nawet najbanalniejszym sosem jest nieporównanie lepszy. Spróbujcie koniecznie, a gwarantuję, że zwykły suchy makaron już nigdy nie będzie Wam smakował tak samo. Wiadomo, ze nie zawsze jest czas na robienie makaronu ręcznie, ale w sklepach można bez problemu kupić świeży makaron, który po wrzuceniu do wrzątku jest gotowy dosłownie w 2 minuty.
Do przygotowania sosu najlepiej użyć świeżych gruntowych pomidorów lub domowego przecieru, ale poza sezonem dobrze sprawdzą się pomidory z puszki. Do tego proste dodatki, dosłownie kilka przypraw i gotowe. Poniżej wariacja na temat makaronu w pomidorami według Darka.

Jak to zrobić (dla 2 osób):
  • 400 g świeżego makaronu (u nas pappardelle)
  • 1 puszka pomidorów
  • 2 pomidory świeże pokrojone w kostkę
  • 2 ząbki czosnku
  • kilka listków świeżego rozmarynu
  • 1 łyżeczka oregano
  • garść czarnych i zielonych oliwek
  • odrobina ostrej papryczki peperoncino lub kilka kropli tabasco
  • sól do smaku
  • kilka listków bazylii
  • 40 g tartego sera typu parmezan
  • opcjonalnie: fileciki anchois
  • oliwa z oliwek
Na patelni rozgrzać oliwę i zeszklić posiekany czosnek. Dodać pomidory z puszki i świeże, posiekany rozmaryn, oregano i papryczkę/tabasco. Zagotować, poddusić kilka minut, ewentualnie dodając odrobinę wody (jeśli sos mocno się zredukuje) i wyłączyć. W międzyczasie w dużej ilości osolonej wody z dodatkiem oliwy (koniecznie!) ugotować makaron zgodnie z instrukcją na opakowaniu. Gotowy makaron od razu przełożyć na talerze i polać sosem. Posypać oliwkami, tartym serem i posiekaną bazylią. Najlepiej od razu wymieszać makaron z sosem. Można dodać kilka filecików anchois.
UWAGA: świeży makaron stygnąc po ugotowaniu momentalnie się skleja, więc trzeba działać szybko (makaron, sos, dodatki i mieszamy).


Ja wolę bez anchois...

SMACZNEGO!

czwartek, 11 lipca 2013

Domowa pizza - prawie okrągła :)

Nie wiem, czy Wy też tak macie, ale we mnie czasem wstępuje szaleniec, który przejmuje całkowicie kontrolę nad moim zachowaniem. Na szczęście zdążyłam już zaobserwować kiedy to się dzieje: gdy jestem w dziale "Kuchnia" dowolnego sklepu lub gdy oglądam w księgarniach (internetowych i tradycyjnych) książki kucharskie. Dzieje się wtedy coś takiego:


i kupuję wszystko, co wpadnie mi w ręce, obojętnie czy jest to kolejna forma do wypiekania muffinek, silikonowa szpatułka lub książka o kuchni polskiej. Ja po prostu muszę to mieć i kropka. Przy kasie wraca mi rozum, ale wtedy jest już za późno, żeby się wycofać.
Nie inaczej było w zeszłym tygodniu, gdy zobaczyłam recenzję książki o włoskiej kuchni na jednym z blogów (wybaczcie, naprawdę nie pamiętam adresu). Zerknęłam na okładkę i już wiedziałam, że ta pozycja musi znaleźć się w moim zbiorze. Do ostatniej chwili trzymałam wszystko w tajemnicy przed Darkiem, bo on już nie ma siły do moich zakupowych wybryków, ale gdy poprosiłam go o odebranie paczki musiałam mu wszystko wyznać. Początkowo popukał się w czoło i uśmiechnął z politowaniem, do czego jestem przyzwyczajona, ale kiedy wróciłam któregoś dnia do domu i zobaczyłam go wertującego nową książkę i (uwaga uwaga) wklejającego zakładki na przepisach "do zrobienia" to przysięgam, że kopara mi opadła. Co więcej, zapowiedział, że wkrótce weźmie się do realizacji i ja zamierzam go w tym aktywnie wspierać, bo już dawno nie było go na blogu.
Tymczasem unosząc się na fali włoskich inspiracji odważyliśmy się po raz pierwszy zrobić domową pizzę. Darek zrobił ciasto, ja kroiłam składniki i zrobiłam sos do pizzy (muszę się pochwalić, że jest przepyszny) i w efekcie możemy Wam zaprezentować nasze dzieło. Panie i Panowie oto pizza alla JaTuGotuję :) Przepis na ciasto pochodzi z książki Małgorzaty Caprari "Znane i nieznane dania kuchni włoskiej". A kwestię nadawania pizzy okrągłego kształtu jeszcze poćwiczymy...

PS. Mamo, Tato na następną pizzę zostaniecie osobiście zaproszeni. Baliśmy się, że nie wyjdzie i nie chcieliśmy Was narażać :)


Jak to zrobić (porcja na 2 cienkie pizze):
  • 500 g maki pszennej
  • 20 g drożdży świeżych
  • 1 łyżeczka soli
  • 1 i 1/3 szklanki wody
  • 1 łyżka oliwy
Drożdże rozpuścić w szklance ciepłej wody, mąkę przesiać na blat i wlać do niej rozczyn z drożdży. Lekko zagnieść. Sól rozpuścić w 1/3 szklanki ciepłej wody i dodać do ciasta razem z oliwą. Wyrobić na jednolite gładkie ciasto, uformować kulę i przykryć czystą ściereczką do wyrośnięcia na co najmniej godzinę a najlepiej 3-4 godziny. Po tym czasie podzielić ciasto na 2 części. Jeżeli okaże się, że taka ilość ciasta jest zbyt duża to z powodzeniem można nadmiar zamrozić.

sos do pizzy:
  • 1 pomidor
  • 1 ząbek czosnku
  • 1/4 czerwonej papryki
  • 1/2 czerwonej cebuli
  • 1/2 łyżeczki soli
  • odrobina chilli
  • 1 łyżka oliwy z oliwek
  • 1 łyżeczka oregano
  • 1/2 łyżeczki ziół prowansalskich
Wszystkie składniki wrzucić do blendera i zmiksować. Ja nie pozbawiam papryki ani pomidorów skórek, ale oczywiście można to zrobić - kwestia gustu. Nie musi to być gładka papka, kawałki warzyw są jak najbardziej mile widziane.

dodatki:
  • tuńczyk
  • pieczarki
  • anchois
  • czerwona cebula
  • zielone oliwki
  • mozzarella w kulce
  • oregano
Na gotowym rozwałkowanym cieście do pizzy składniki układamy w kolejności: sos rozsmarowujemy na całym cieście, potem układamy ser pokrojony w plastry i na końcu pozostałe składniki w ilości dowolnej. Gotową pizzę posypujemy oregano, układamy na blachę podsypaną mąką (koniecznie, inaczej pizza się przyklei!) i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 220 stopni na 15-20 minut.




Ciasto jest cienkie i chrupiące - idealne

SMACZNEGO!

piątek, 19 kwietnia 2013

Pizza di patate. Inna, dziwna, lubimy to!

Ostatnio mamy długą przerwę w blogowaniu i niestety na razie sytuacja tak będzie wyglądała. Wynika to z pewnych zajęć, które angażują większość mojego wolnego czasu i są związane z pewnym uroczym, chociaż charakternym czterokopytnym stworzeniem :) ale postaram się wygospodarować kilka wolnych chwil na gotowanie, bo jak to kiedyś określił ktoś w komentarzach "blog żeby żyć musi żreć". A nasz blog musi żyć!
Dziś gotujemy razem. Darek gniótł i kręcił ciasto, ja kroiłam dodatki. Darek mieszał sos, ja dosypywałam do miski trochę tego, trochę tamtego...jestem z nas bardzo dumna :) według mnie wspólne gotowanie to jedna z najlepszych metod na zrelaksowanie się po pracy. Bez stresu i złych emocji można opowiedzieć sobie dzień, pośmiać się, powygłupiać i po prostu pobyć razem. To ważne. Szczególnie w dzisiejszych czasach, kiedy tego czasu mamy dla siebie coraz mniej.
Do wykonania tego przepisu znalezionego w książce "Kuchnia włoska" autorstwa niezawodnej Małgorzaty Caprari skłoniła mnie ogromna ciekawość jak to będzie smakowało. Niby pizza, ale nie pizza. Niby włoska, ale gdzieś tam w tle słychać galop naszych polskich kopytek. No przedziwny twór, ale w smaku wyjątkowo dobry. I przede wszystkim sycący jak na prawdziwe włoskie danie przystało.
Przepis na ciasto podaję za autorką z moimi modyfikacjami. W kwestii dodatków tak naprawdę każdy ma wolną rękę i może spokojnie dodawać swoje ulubione składniki. My drogą kompromisu zdecydowaliśmy się na wersję mięsno-wegetariańską

Jak to zrobić (dla 2 głodnych osób):
  • 500 g ziemniaków
  • 100 g mąki pszennej
  • 1 jajko
  • 20 g masła (u nas 2 łyżki oliwy z oliwek)
  • 40 g tartego sera typu parmezan (w oryginale sera nie ma)
Ziemniaki ugotować. Jeszcze ciepłe ugnieść na gładkie puree dodając masło/oliwę. Gdy masa nieco przestygnie dodać mąkę, ser typu parmezan i jajko i wymieszać dokładnie drewnianą łyżką aż powstanie dość zwarte ciasto. Formę do pieczenia o średnicy 23 cm wysmarować tłuszczem i wysypać tarta bułką. Na dnie wyłożyć ciasto i wygładzić powierzchnię wilgotną łyżką. Na cieście ułożyć dowolne dodatki i wstawić na 20-30 minut do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni. Żeby dodatki na pizzy nie wyschły można podpiec spód posypany ziołami przez 10 minut, a następnie wyjąć, ułożyć dodatki i wstawić z powrotem do piekarnika na 20 minut. Przed krojeniem odczekać 5 minut.

Dodatki:
  • wersja mięsna: żółty ser, salami, kiełbasa wiejska, oliwki, pieczarki, pomidor, kapary
  • wersja bezmięsna: jak wyżej tylko bez salami i kiełbasy
Dodatkowo obie połówki zostały obficie posypane mielonym chilli, oregano, bazylią i lubczykiem - a nuż wspólne gotowanie znajdzie swój finał w sypialni... :)

Do podania zrobiliśmy sos z połowy puszki krojonych pomidorów, ziół (bazylia, oregano i jeszcze trochę lubczyku), ząbka czosnku, szczypty suszonego chilli i szczypty soli.





SMACZNEGO!

wtorek, 5 czerwca 2012

A na kolację bruschetta, viva Italia!

efekt naszej domowej hodowli ziół..
Darek po długiej nieobecności wreszcie wykazał kulinarną inicjatywę i zrealizował przepis, który chodził mu po głowie już od dawna. Tania, prosta i szybka potrawa, która tchnęła we mnie nieco życia na koniec cholernie męczącego dnia, który rozpoczął się o godzinie 3:30...ale przynajmniej odwiedziłam nieznane miejsca i przejechałam się po nowiutkiej i jeszcze cieplutkiej autostradzie na długo oczekiwanym odcinku Łódź-Nieborów - włączając w to słynny na całą Polskę, porzucony przez Chińczyków odcinek, na którym co prawda nie leży jeszcze końcowa wersja asfaltu, ale są namalowane piękne pasy, a ograniczenie prędkości jest do 70 km/h :)
A bruschetty były pyszne :) tak czosnkowe, jak lubię (nie wiem co na to sąsiedzi, ale na klatce znów było czuć, że pan domu jest w kuchni..), lekkie i idealne na późną kolację. No i widok Darka w fartuchu po wejściu do domu był bezcenny - mój kogut domowy :)

Jak to zrobić:
  • 4 kajzerki
  • 3 pomidory
  • 2 kulki mozzarelli
  • 2 ząbki czosnku
  • oliwa z oliwek
  • pieprz
  • świeża (koniecznie!!) bazylia
Bułki przekroić na pół. Czosnek wycisnąć i zmieszać z 4 łyżkami. Mozzarellę pokroić w plastry. Piekarnik rozgrzać do 180 stopni i na 3 minuty wstawić do niego bułki. Po tym czasie wyjąć, rozsmarować oliwę i ponownie wstawić do piekarnika na 2 minuty (pieczywo powinno być lekko rumiane - na tym etapie w domu powinno zacząć mocno pachnieć czosnkiem..). Znowu wyjąć i położyć po plasterku mozzarelli. I znowu wstawiamy do piekarnika aż ser się roztopi. Wyjmujemy i na gorące bułki z serem położyć pokrojone w kostkę pomidory oraz pieprz. Podgrzać w piekarniku przez 3 minuty, wyjąć, posypać posiekaną bazylią i podawać gorące. Osobiście uważam, że połączenie bazylii z pomidorem jest jest najlepsze na świecie!



SMACZNEGO!