Polub nas na Facebooku

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ryba. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ryba. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 sierpnia 2016

Tortilla z łososiem wg Karola Okrasy

W dzieciństwie zawsze mi powtarzano, żebym słuchała starszych. Słuchaj rodziców, słuchaj babci, starszej siostry, nauczycieli...i chociaż bunt dziecięcego serca kazał mi protestować i robić po swojemu, to najczęściej okazywało się, że starsi jednak mają rację. Robienie "po swojemu" często kończyło się jakimś bolesnym (cieleśnie lub duchowo) doświadczeniem, które wrzucałam na swój kark i od tej pory towarzyszy mi na co dzień. Pamiętam jedną taką szczególnie bolesną (cieleśnie) historię. Miałam może 8 może mniej lat. Były wakacje. Wybraliśmy się z rodzicami na wycieczkę rowerową. To były czasy, kiedy fotelików rowerowych dla dzieci nikt jeszcze nie wymyślił, więc razem z siostrą siedziałyśmy na bagażnikach składaków naszych rodziców - Wigry czy Jubilat, tego nie pamiętam. Moja siostra jechała z Mamą na niebieskim rowerze, a ja z Tatą na czerwonym. Pamiętam przestrogi "Tylko trzymaj nogi z dala od szprych". I trzymałam. Do czasu...moja dziecięca ciekawość była nie do pokonania. Tylko na chwilkę, tylko raz, sprawdzę co się stanie jak moja kostka dotknie obracającego się koła roweru....w końcu się odważyłam i w tej samej sekundzie pożałowałam mojej decyzji. Kostka była porządnie skaleczona, ja w płacz, Tata bezradny, a Mama zdenerwowana i na pewno NIE zadowolona. Nie pamiętam czy ten incydent zakończył wycieczkę i ogólnie z tego dnia nie pamiętam nic więcej poza nieszczęsnym "Ja wiem lepiej".
Dlaczego o tym piszę? Parę dni temu Darek głosem pełnym entuzjazmu oznajmił mi, że ma kolejny pomysł na obiad: tortille z łososiem, kapustą kiszoną i sosem z pieczonej papryki i majonezu. Przepis na to danie podpatrzył w programie "Okrasa łamie przepisy". Nie byłam w pierwszej chwili przekonana, czy to się uda. Jakiś taki dziwny ten zestaw. Z drugiej strony jeśli poleca go Karol Okrasa to znaczy, że musi być dobry. Karol Okrasa nie poleca byle czego! Podzieliłam więc Darka entuzjazm i z niecierpliwością czekałam na obiad. I wiecie co? Było genialne! Wszystkie składniki zgrały się ze sobą i całość wyszła bardzo smaczna. Pan Okrasa miał rację. Wygląda na to, ze niezależnie od wieku zawsze warto słuchać starszych i bardziej doświadczonych. A teraz, obojętnie czy jestem od Was starsza czy młodsza, posłuchajcie mnie i powtórzcie ten przepis w swoich domach. Polecam!

Jak to zrobić (3 porcje):
  • 200 g świeżego łososia pozbawionego skóry i pokrojonego w grube paski
  • 3 tortille
  • 1 duża czerwona papryka
  • 200-250 g kiszonej kapusty (w zależności od tego jak bardzo "wypakowane" tortille lubicie)
  • 1 duża cebula pokrojona w kostkę
  • 3 ząbki czosnku
  • 4 czubate łyżki majonezu
  • 1 łyżka miodu
  • 1 łyżka masła
  • sałata rukola (u nas sałata lodowa)
  • skórka otarta z 1 limonki + sok
  • świeża kolendra (u nas szczypiorek)
  • sól i pieprz
Paprykę należy opiec nad ogniskiem lub nadziać na widelec i użyć palnika kuchenki gazowej w zastępstwie. Skórka papryki musi być czarna. Gotową paprykę obrać, pozbyć się nasion i pokroić w drobną kostkę. Wymieszać z majonezem, solidnie doprawić pieprzem, dodać posiekaną kolendrę/szczypiorek, sok z 1/2 limonki i 1 ząbek czosnku przeciśnięty przez praskę. Wymieszać i odstawić.
Kapustę przesiekać. Na patelni rozgrzać masło i zeszklić cebulę z czosnkiem. Dodać kapustę, odrobinę wody i dusić aż kapusta zmięknie. Doprawić miodem, skórką i sokiem z limonki, solą i pieprzem.
Łososia oprószyć pieprzem i solą i usmażyć na patelni grillowej lub zwykłej. Tortille podgrzać (w piekarniku lub na patelni). Na tortilli rozsmarować łyżkę sosu, położyć sałatę, łososia i na koniec kapustę. Zawinąć. Podać polaną dodatkowo sosem.




SMACZNEGO!

piątek, 29 lipca 2016

Curry rybne

Łączenie pracy z pasją może być prawdziwym szczęściem lub wprost przeciwnie - przekleństwem. Szczęściem dla twórców, którzy mają niezachwianą pewność, że ich praca jest piękna i wartościowa. Przekleństwem dla rzemieślników, którzy za wszelką cenę chcą stworzyć coś, co będzie się podobało. Brak akceptacji i krytyka efektów pracy skutecznie podcinają rzemieślnikom skrzydła. Natomiast silna wiara w siebie pozwala te gorsze chwile przekuć w motywację do dalszego rozwoju w wybranym przez siebie kierunku. Czerpanie przyjemności z prowadzenia bloga kulinarnego również jest uzależnione od cech charakteru autora. Publikacja artykułów, zdjęć i przepisów wiąże się z pewnym stresem, który może albo zmotywować albo wpędzić we frustrację. Długo zastanawiałam się, do której grupy się zaliczam: twórców czy rzemieślników. Publikuję to, co mi się podoba, czy publikuję i podoba mi się dopiero wtedy, gdy z zewnątrz płyną pochwały i akceptacja? Robię to, co lubię, czy lubię to, co robię pod warunkiem, że inni też to lubią? To nie są łatwe pytania. Nieraz chciałam porzucić blogowanie, bo aktywność na blogu jest słaba lub dołuje mnie to, że nie mogę wstrzelić się z jakimś dobrym przepisem, który wywoła gromkie oklaski Czytelników. Ale na szczęście zawsze obok mnie stoi Darek, który jest takim dobrym duchem bloga. Kiedy tracę wiarę w to, co robię, on mną potrafi potrząsnąć i przywrócić na odpowiednie tory. On się nigdy nie spina. Nie przejmuje się tym, co myślą inni i jeśli jest z czegoś dumny to nic ani nikt nie odbierze mu tej dumy. Potrafi sam sobie zorganizować aplauz i fanfary, które nadają sens działaniu. Bardzo mu tego zazdroszczę i pilnie się od niego uczę, bo życie jest pełne radości, gdy sami sobie potrafimy pogratulować i te gratulacje docenić na równi z listem pochwalnym od Królowej Elżbiety.
Curry, które Wam prezentuję w dzisiejszym wpisie jest spontanicznym pomysłem Darka. Nie szukał przepisu, nie stracił wielu godzin na poszukiwanie składników. Po prostu naszła go ochota na curry, więc je wymyślił i zrobił. Ja pewnie bym się spinała i kombinowała, żeby wyszło dobrze, smacznie, ładnie i żeby mnie chwalono. A on po prostu je zrobił. Na luzie. I wyszło pyszne. Takie właśnie wyluzowane curry, które rozgrzewa od środka i przynosi uśmiech na twarz. Zróbcie. Na zły humor, na kłopoty w pracy, na spadek nastroju - pomoże.

Pamiętajcie o konkursie!!! Do zdobycia fajna książka :) szczegóły tutaj: KLIK.

Jak to zrobić (dla 4 osób):

  • 300 g filetu z dorsza
  • 1 cebula
  • 1/2 papryki
  • 1/2 cukinii
  • 3 ząbki czosnku
  • 1 puszka krojonych pomidorów
  • 1/2 puszki mleka kokosowego
  • kawałek świeżego imbiru (startego)
  • 1/2 łyżeczki mielonej kolendry
  • 1/2 łyżeczki ziaren gorczycy
  • 2 łyżeczki curry w proszku
  • 2 łyżeczki kurkumy
  • 1 łyżeczka przyprawy Tikka Curry (prezentowałam ją tutaj: KLIK)
  • sól i chilli
  • sok z 1 cytryny
Na patelni rozgrzać tłuszcz i wrzucić ziarna gorczycy. Gdy zaczną "strzelać" dodać pokrojone w kostkę cebulę, paprykę i cukinię - cebulę najpierw podsmażyć solo, resztę warzyw dodać po ok. minucie. Dusić chwilę i dodać czosnek z imbirem. Oraz pomidory w puszce i przyprawy. Dusić aż sos się zredukuje mniej więcej o połowę. Dolać mleko kokosowe. Na wierzchu ułożyć pokrojoną w kostkę rybę. Gotować pod przykryciem aż mięso się zetnie. Dopiero wtedy wymieszać, doprawić sokiem z cytryny i ewentualnie solą lub pieprzem. Podawać z ryżem jaśminowym. Posypać świeżą kolendrą (u nas w roli kolendry wystąpiła pietruszka - też dobra).



SMACZNEGO!

wtorek, 14 kwietnia 2015

Tarta z łososiem, mozzarellą i pomidorami

Kiedy byłam mała i przychodziły do mnie koleżanki gościłam je najczęściej chipsami i ciastkami. Czasem, jak koleżanki się zasiedziały, to moja mama robiła nam kanapki i wówczas wizyta przyjmowała bardziej ekskluzywny charakter. Potem były studia, a na studiach najczęściej na stole stawiało się piwo i paluszki, ewentualnie przy dłuższych posiedzeniach zamawiało pizzę w rozmiarze XXXL. I też było dobrze. A dziś, w świecie ludzi tuż przed i tuż po trzydziestce postawienie samotnych chipsów na stole to prawdziwa hańba! Dziś gości podejmuje się deskami serów, sałatkami, makaronem, domowym sushi lub pizzą - ale tylko taka zrobiona własnoręcznie. Fajne to, miłe, ale dość stresujące, szczególnie jak masz mało czasu i wysilając umysł w poszukiwaniu koncepcji kulinarnej bezwiednie zerkasz na szufladę, w której trzymasz ulotki od chińczyka, z kebaba lub z pizzerii.
Ja lubię mieć gości i lubię czasem coś fajnego dla nich ugotować, ale  nie uważam, żeby spotkania przy bogato zastawionym stole były mniej wartościowe od tych przy laysach o smaku zielonej cebulki lub serowych cheetosach. O ile na tę drugą opcję spotkań nie potrzeba specjalnych inspiracji, o tyle dla osób szukających pomysłu na szybkie i smaczne danie mam dziś sprawdzoną propozycję. Przepis pochodzi z książki "Pascal kontra Okrasa" wydanej rok temu przez Lidla. Przepis w całości przygotowany przez Darka, więc wierzcie, że do wybitnie trudnych nie należy :)

Jak to zrobić:

  • 200 g ciasta francuskiego
  • 5 jajek
  • 100 g śmietany 30%
  • 340 g pomidorów (nie ważyliśmy, użyliśmy 4 pomidorów)
  • 150 g wędzonego łososia
  • 1 pęczek szczypiorku
  • 185 g mozzarelli (zużyliśmy 1 kulkę)
  • 5 g masła
  • 5 g mąki
  • listki bazylii (nie użyliśmy w przepisie)
  • sól, pieprz
  • od nas: kilka suszonych pomidorów
Pomidory pokroić w kostkę (można wcześniej sparzyć i obrać ze skórki). W misce wymieszać jajka, śmietanę i posiekany szczypiorek. Formę do tarty wysmarować masłem i wysypać mąką. Ciasto francuskie wyłożyć do formy, nakłuć widelcem i wstawić do zamrażarki na 20 minut. Na cieście rozłożyć łososia i pokrojoną w plastry mozzarellę. Następnie położyć pomidory, doprawić solą i pieprzem i zalać masą jajeczno-śmietanową. Na wierzchu ułożyć pokrojone suszone pomidory. Piec przez 20-25 minut w temperaturze 160 stopni (z termoobiegiem). Gotową tartę posypać listkami bazylii.



SMACZNEGO!

czwartek, 22 stycznia 2015

Cytrynowa ryba

Na fali sobotniego saunowania oprócz paprykowej zupy powstało jeszcze jedno danie: ryba cytrynowa w bardzo ciekawym towarzystwie z przepisu Karola Okrasy. Jedliście kiedyś rybę, która smakowała jak ciasto cytrynowe? Jeśli nie, to musicie wypróbować ten przepis...

Jak to zrobić (podaję za oryginałem stąd KLIK):

  • 4 dzwonka łososia min. 2 cm grubości (u nas tilapia)
  • 4 łyżki masła
  • 4 ząbki czosnku
  • 1 łyżka posiekanego koperku
  • 2 twarde ogórki kiszone lub małosolne z sokiem
  • 3 dymki
  • ¼ łyżeczki ziaren kolendry
  • 1 łyżka miodu
  • 1 limonka (u nas cytryna)
  • sól, pieprz
Sposób Karola Okrasy: na patelni zagotowujemy wodę, dokładając masło i czosnek, kiedy się chwilę pogotuję dolewamy sok z kiszonych ogórków (przepis nie podaje ile, dodaj ile uznasz za słuszne), dokładamy miód. Kiedy miód się rozpuści dorzucamy ogórki pokrojone w drobna kostkę, białe części dymki w krążkach, ziarna kolendry. Kiedy wszystko się zagotuje, wkładamy dzwonka łososia doprawione jedynie startą skórką z limonki/cytryny. Gotujemy 5 – 6 minut, polewając wywarem rybę. Rybę wyjmujemy, a sos redukujemy na wolnym ogniu, aż będzie gęsty. Rybę podajemy z sosem i posiekanym szczypiorem od dymki.



SMACZNEGO!

sobota, 23 listopada 2013

Zupa rybna - TYLKO dla ludzi o mocnych nerwach

Odkąd wyrzuciłam mięso (ssaków i ptaków) ze swojej diety, w naszym domu coraz częściej zaczęły gościć ryby. Świeże, wędzone, zapuszkowane, najróżniejsze. Nagle odkryłam, że ryba to nie tylko kostka z mintaja i śledź, a w lodówkach naszej lokalnej Biedronki oraz Lidla mozna wygrzebać prawdziwe cuda: pstrągi, tołpygi, łososie, tilapie, a nawet tuńczyki. Bardzo lubię i preferuję kupowanie całych świeżych ryb, pozbawionych jedynie wnętrzności po pierwsze dlatego, że są najpewniejsze (można błyskawicznie ocenić ich świeżość), a po drugie ze względów czysto ekonomicznych: jedna ryba to naprawdę solidny posiłek. Mamy jednak pewien problem z tym rodzajem ryb...otóż oboje z Darkiem wzdrygamy się na samą myśl o wyjmowaniu takiej rybie oczu, ale jednocześnie pieczenie ryby z oczami wydaje nam się jeszcze gorsze! Znaleźliśmy jednak pewien kompromis, który jak się okazało przyniósł ze sobą dodatkowe, niespodziewane korzyści. I tak: przed przyprawieniem i przyrządzeniem ryb pozbawiamy je głów jednym wprawnym cięciem, a następnie, żeby śmierć ryby nie poszła na marne, wrzucamy je w foliowych foreczkach do zamrażarki "na później". Brzmi trochę jak wyznanie psychopatycznego mordercy ("pozbawiam swoje ofiary głów, a potem je sobie mrożę..to takie zabawne"), ale uwierzcie mi, że rybie głowy (i generalnie wszystkie resztki pozostałe na przykład po filetowaniu całej ryby, tzn. ości, kręgosłup, płetwy) są wprost wymarzoną bazą do przygotowania pysznej i aromatycznej zupy rybnej! Dzięki temu nie marnuje się nawet kropelka smaku zawartego w rybie.

To co, mamy tutaj twardzieli, którym rybie głowy nie są straszne?

Jak to zrobić:
  • 500 g rybich "resztek" (głowy, kręgosłupy, płetwy)
  • 300 g filetów z białej ryby, bez ości i skóry (dorsz, pstrąg) lub filet z łososia
  • 5 dużych ziemniaków
  • 1/2 selera
  • 2 pietruszki
  • 3 marchewki
  • 2 puszki pomidorów
  • 1 łyżka koncentratu pomidorowego
  • 2 ząbki czosnku
  • sól do smaku
  • 3 liście laurowe, 1 łyżeczka ziaren ziela angielskiego
  • biały mielony pieprz (sporo, zupa musi być pikantna)
  • 1 łyżeczka cukru
  • świeża natka pietruszki do posypania
Rybne "resztki" i pokrojone warzywa zalać zimną wodą. Dodać listek laurowy i ziele angielskie i zagotować. Gdy warzywa zmiękną trzeba delikatnie wyłowić kawałki ryby (jeśli zauważycie wcześniej, że zaczynają się rozpadać to wyjmijcie wcześniej!). Dodać do garnka pomidory i koncentrat i ponownie zagotować. Doprawić solą, pieprzem i cukrem i wcisnąć czosnek. Filety rybne pokroić w kostkę i wrzucić delikatnie do zupy. Gdy tylko będą miękkie i ugotowane zupę wyłączamy i podajemy. Posypać natką pietruszki.



SMACZNEGO!

sobota, 26 października 2013

Śledź po kaszubsku

Danie mojego dzieciństwa. Nie dlatego, że od dziecka karmiono mnie śledziami, ale dlatego, że śledź po kaszubsku jest jedną z moich ulubionych potraw już od najmłodszych lat. Serio, mogłam mieć z 10-12 lat jak rozsmakowałam się w kaszubskich śledzikach. Uwielbiałam te filety w czerwonym sosie owinięte wokół solidnej porcji cebulki i szczerze mówiąc uwielbiam je nadal. Darek jest takim samym, o ile nie większym fanem tych śledzi i było tylko kwestią czasu kiedy zdecyduje się przyrządzić je własnoręcznie.
Śledzie po kaszubsku zrobione według tego przepisu nie smakują dokładnie tak, jak te sklepowe, ale myślę, że jest to kwestia pominięcia ulepszaczy i wzmacniaczy smaku, co wyszło nam z pewnością na zdrowie. Być może jest to własnie prawdziwy smak tej potrawy...? Tak czy inaczej, przepis godny powtórzenia.

Jak to zrobić:

  • 250 g filetów śledziowych
  • 1 duża cebula
  • 1 łyżka słodkiej papryki w proszku
  • 1/2 puszki pomidorów
  • 1 czubata łyżka koncentratu pomidorowego
  • 1 łyżeczka ziaren ziela angielskiego
  • 3 listki laurowe
  • 5 goździków
  • pieprz i sól (ilość wg uznania)
  • masło do smażenia
Śledzie namoczyć (jeśli są bardzo słone). Odcedzone śledzie pokroić w mniejsze kawałki. Na maśle podsmażyć cebulę. Dodać wszystkie przyprawy i dokładnie wymieszać. Ostudzić i dodać śledzie. Dokładnie wymieszać i odstawić na co najmniej godzinę, żeby smaki się przegryzły.


SMACZNEGO!

sobota, 5 października 2013

Dorsz duszony w białym winie

Na początek smutna historia pewnego sportowca amatora. Mowa o Darku. Otóż było tak: biedaczek postanowił być fit i wybrał się z kolegami na piłkę. Cieszył się jak dziecko, że po latach znów będzie mógł poganiać po boisku i strzelić parę goli. I...no cóż. Po boisku rzeczywiście chwilę poganiał i nawet strzelił, o tak, ale sobie w kolano...a tak na serio to zapomniało mu się po prostu o rozgrzewce i podczas jakiejś ważnej akcji w środku pola wykręcił nogę w kolanie. Resztę meczu spędził na bramce, niepocieszony i kulawy. No serce mi pękało, jak go zobaczyłam po powrocie. Tak bardzo się cieszył, a tu taki pech. I do tego 2 tygodnie zwolnienia lekarskiego.
Pierwszy tydzień zleciał na sprzątaniu i reorganizacji wszystkich zakamarków w mieszkaniu, z czego skrycie bardzo się cieszyłam. Ale kolejny tydzień to już męczarnia, bo przecież ile można sprzątać i snuć się pomiędzy naszymi 3 pokojami? Tak więc dla zabicia czasu Darek wziął się za gotowanie. Efekt przedstawiam w dzisiejszym wpisie: na środowy obiad po pracy podano dorsza duszonego w białym winie z ziemniaczkami i sałatką z duszonych zielonych pomidorów i jabłka. I tu moja sugestia: może tak przedłużyć to L4...? :)

Jak to zrobić:

  • 2 filety z dorsza
  • 1 cebula
  • 3 pieczarki
  • papryka słodka w proszku
  • sól i pieprz
  • mąka do panierowania
  • 1 szklanka białego wytrawnego wina
  • szczypta gałki muszkatołowej
Dorsza przyprawić papryką, solą i pieprzem, obtoczyć w mące i usmażyć na rozgrzanym maśle. Zdjąć rybę z patelni, a na pozostałym aromatycznym tłuszczu podsmażyć posiekaną cebulę i pieczarki. Przełożyć dorsza z powrotem na patelnię i wlać wino. Patelnia musi być bardzo rozgrzana, żeby wino od razu zaczęło wrzeć. Po zredukowaniu płynu doprawić gałką muszkatołową. Gotowe!


SMACZNEGO!

niedziela, 29 września 2013

Co dobrego dziś na obiad?

Bez weny, bez nadęcia i bez zbędnych fajerwerków dzielę się dziś naszym ostatnim obiadem. Jest bardzo prosty i szybki, dzięki czemu ratuje skórę w środku zabieganego tygodnia po powrocie z pracy. W tym daniu nie ma nic niezwykłego, ot zwykła ryba z patelni z jakimś tam sosem. Ale czy taki stosik rumianych rybek przetkany gdzieniegdzie żółciutką cytryną i soczyście zieloną natką na Waszym stole nie ucieszyłby oka?
Polecam wypróbować śledzie z moim sosem. nabierają wtedy całkiem innego i zupełnie nie "rybiego" charakterku.

Jak to zrobić:
  • 1 kg świeżych tuszek śledziowych (do kupienia w Biedronce)
  • 2 jajka
  • chlust mleka
  • bułka tarka
  • sól i pieprz
na sos:
  • sok wyciśnięty z 1/2 cytryny
  • 1/3 szklanki oliwy z oliwek
  • sól
  • 1/2 świeżej papryczki chilli
  • 1 ząbek czosnku
  • 1 łyżeczka posiekanej natki
Jajka rozbełtać z mlekiem i posolić. Obtaczać tuszki w jajku, potem w bułce i smażyć na rozgrzanym oleju. Usmażone tuszki odsączyć na papierowym ręczniku. W misce dokładnie wymieszać oliwę z sokiem z cytryny i solą. Dodać posiekane chilli i ząbek czosnku oraz natkę. Wymieszać.

 

SMACZNEGO!

sobota, 24 sierpnia 2013

Stek z tuńczyka na włoskim makaronie

Kolejne zaskakujące odkrycie po świeżym śledziu. Czy wiedzieliście, że tuńczyk to nie tylko kawałki mięsa w puszce? I czy wiedzieliście, że w postaci świeżo usmażonego steku smakuje o niebo lepiej niż jego zapuszkowani kuzyni? Jeśli nie to pragnę Was poinformować, że tak własnie jest i świeży tuńczyk w kawałku będzie zawsze lepszym wyborem niż konserwa. Bez tego całego oleju i sosu własnego. Oczywiście nie jest to tania sprawa, ale jak dobrze poszperacie w lidlowych zamrażarkach to znajdziecie mrożone kawałki tuńczyka już za cenę 8 zł/100 g.
Celowo nazwałam potrawę "stekiem", bo nawet niewielką porcją tuńczyka naprawdę można się porządnie najeść. Ma zwarte, sycące mięso, które za nic nie przypomina delikatnego dorsza ani rozmemłanego halibuta. Nie ma też typowo "rybiego" zapaszku, który wiele osób zniechęca do jedzenia ryb. Jako dietetyk muszę Was jednak lojalnie uprzedzić: tuńczyk jest odławiany w postaci dorosłej i osobniki, które trafiają w sieci nierzadko mają po kilka, a czasem nawet kilkanaście lat.W tym czasie ich organizm zdążył już wchłonąć porządną dawkę zanieczyszczeń z wody morskiej, a w szczególności metali ciężkich (np. rtęci), które są toksyczne. Niestety nikt nie opracował jeszcze metody usuwania zanieczyszczeń z mięsa ryb, stąd wszystkie wchłonięte przez nie paskudztwa z talerza trafiają do naszego organizmu i tam już zostają na wieki wieków amen (organizm ludzki kumuluje metale ciężkie). Ale oczywiście bez paniki! Istnieje poziom metali ciężkich, z którymi nasz organizm bez przeszkód może funkcjonować i osoba odżywiająca się racjonalnie nie jest w stanie tej bariery przekroczyć. Dobrze jednak wiedzieć gdzie czai się zagrożenie, żeby mądrze i z głową planować swoją dietę. Dlatego jedzmy tuńczyka, ale nie za często.
Dziś gotuje Darek: stek z tuńczyka w najprostszej i bardzo smacznej postaci.

Jak to zrobić (dla 2 osób):
  • 2 kawałki świeżego lub mrożonego tuńczyka
  • sól i pieprz
do podania:
  • 150 g makaronu razowego
  • 2 dojrzałe pomidory
  • 1 puszka pomidorów krojonych
  • 1/2 cukinii
  • 2 cebulki dymki razem ze szczypiorem
  • 2 ząbki czosnku
  • 1 łyżka posiekanego świeżego rozmarynu
  • 1 łyżka suszonego oregano
  • 1 malutka papryczka chilli
  • sól
  • posiekana natka pietruszki do podania
Makaron ugotować al dente. Na patelni rozgrzać tłuszcz i wrzucić posiekane pomidory, pokrojoną w kostkę cukinię i 1/2 puszki pomidorów. Poddusić aż cukinia zmięknie. Następnie wrzucić pokrojoną dymkę, rozmaryn, oregano, posiekane chilli i wcisnąć czosnek. Posolić. Wszystko razem chwilę gotować i na koniec dodać resztę pomidorów z puszki.
Rybę posolić, popieprzyć i usmażyć bez panierki na rozgrzanym tłuszczu. Tuńczyk ma zwarte mięso, więc potrzebuje około 3 minut smażenia na każdą stronę.



SMACZNEGO!

środa, 17 lipca 2013

Ryba pieczona w kieszonkach z cholera wie czym

Lubię dni, kiedy wracam do domu, a na stole czeka gorący obiadek. Szczególnie jednak lubię, gdy Darek postanawia zrobić mi niespodziankę i improwizuje w kuchni tworząc swoje autorskie dania. Wówczas nigdy tak naprawdę nie wiadomo, co zastanę na talerzu...na przykład niedawno będąc w pracy dostałam SMS-a "Dziś szef kuchni poleca ostroboka aleksandryjskiego pieczonego w kieszonkach z cholera wie czym". I co w takiej sytuacji byście sobie pomyśleli? I weź tu człowieku zgaduj co ten szef kuchni ma na myśli i czy "cholera wie co" nie okaże się tworem nie do przełknięcia? Na szczęście ostrobok aleksandryjski okazał się bardzo smaczną rybą sprzedawaną na promocji w Tesco za 5 zł/kg, a cholera wie co to cebulka i mięta. Pieczenie w kieszonkach to trik podejrzany u Pascala Brodnickiego i polega na zawinięciu ryby w folię aluminiową z dodatkiem masła, żeby się nie przykleiła.
Ostrobok aleksandryjski to bardzo smaczna ryba. Ma tłuste, delikatne mięso o intensywnym smaku, które po upieczeniu pięknie odchodzi od skóry. Jeśli traficie jeszcze na tę promocję w Tesco to gorąco zachęcam do zrobienia zapasów :)

Jak to zrobić (dla 2 osób):
  • 2 ostroboki aleksandryjskie lub jakieś inne płaskie ryby (np. flądra)
  • 1 cebula
  • 2 łyżeczki suszonej mięty lub pęczek świeżej
  • kilka kropli tabasco
  • 2 ząbki czosnku
  • szczypta soli
  • 2 łyżki oliwy z oliwek
  • masło
Ryby sprawić: pozbawić głów, płetw i wyfiletować (tak, żeby otrzymać 4 filety). W miseczce połączyć posiekaną w kostkę cebulkę, zgnieciony czosnek, miętę, oliwę, tabasco i sól. Powstałą mieszanką grubo posmarować 2 filety i przykryć je pozostałymi dwoma (jak kanapkę). Na folii ułożyć łyżkę masła, rybę, na rybie znów łyżkę masła i złożyć folię w kopertę (kieszonkę). Piec w temperaturze 160 stopni przez 20 minut.



SMACZNEGO!

czwartek, 11 lipca 2013

Domowa pizza - prawie okrągła :)

Nie wiem, czy Wy też tak macie, ale we mnie czasem wstępuje szaleniec, który przejmuje całkowicie kontrolę nad moim zachowaniem. Na szczęście zdążyłam już zaobserwować kiedy to się dzieje: gdy jestem w dziale "Kuchnia" dowolnego sklepu lub gdy oglądam w księgarniach (internetowych i tradycyjnych) książki kucharskie. Dzieje się wtedy coś takiego:


i kupuję wszystko, co wpadnie mi w ręce, obojętnie czy jest to kolejna forma do wypiekania muffinek, silikonowa szpatułka lub książka o kuchni polskiej. Ja po prostu muszę to mieć i kropka. Przy kasie wraca mi rozum, ale wtedy jest już za późno, żeby się wycofać.
Nie inaczej było w zeszłym tygodniu, gdy zobaczyłam recenzję książki o włoskiej kuchni na jednym z blogów (wybaczcie, naprawdę nie pamiętam adresu). Zerknęłam na okładkę i już wiedziałam, że ta pozycja musi znaleźć się w moim zbiorze. Do ostatniej chwili trzymałam wszystko w tajemnicy przed Darkiem, bo on już nie ma siły do moich zakupowych wybryków, ale gdy poprosiłam go o odebranie paczki musiałam mu wszystko wyznać. Początkowo popukał się w czoło i uśmiechnął z politowaniem, do czego jestem przyzwyczajona, ale kiedy wróciłam któregoś dnia do domu i zobaczyłam go wertującego nową książkę i (uwaga uwaga) wklejającego zakładki na przepisach "do zrobienia" to przysięgam, że kopara mi opadła. Co więcej, zapowiedział, że wkrótce weźmie się do realizacji i ja zamierzam go w tym aktywnie wspierać, bo już dawno nie było go na blogu.
Tymczasem unosząc się na fali włoskich inspiracji odważyliśmy się po raz pierwszy zrobić domową pizzę. Darek zrobił ciasto, ja kroiłam składniki i zrobiłam sos do pizzy (muszę się pochwalić, że jest przepyszny) i w efekcie możemy Wam zaprezentować nasze dzieło. Panie i Panowie oto pizza alla JaTuGotuję :) Przepis na ciasto pochodzi z książki Małgorzaty Caprari "Znane i nieznane dania kuchni włoskiej". A kwestię nadawania pizzy okrągłego kształtu jeszcze poćwiczymy...

PS. Mamo, Tato na następną pizzę zostaniecie osobiście zaproszeni. Baliśmy się, że nie wyjdzie i nie chcieliśmy Was narażać :)


Jak to zrobić (porcja na 2 cienkie pizze):
  • 500 g maki pszennej
  • 20 g drożdży świeżych
  • 1 łyżeczka soli
  • 1 i 1/3 szklanki wody
  • 1 łyżka oliwy
Drożdże rozpuścić w szklance ciepłej wody, mąkę przesiać na blat i wlać do niej rozczyn z drożdży. Lekko zagnieść. Sól rozpuścić w 1/3 szklanki ciepłej wody i dodać do ciasta razem z oliwą. Wyrobić na jednolite gładkie ciasto, uformować kulę i przykryć czystą ściereczką do wyrośnięcia na co najmniej godzinę a najlepiej 3-4 godziny. Po tym czasie podzielić ciasto na 2 części. Jeżeli okaże się, że taka ilość ciasta jest zbyt duża to z powodzeniem można nadmiar zamrozić.

sos do pizzy:
  • 1 pomidor
  • 1 ząbek czosnku
  • 1/4 czerwonej papryki
  • 1/2 czerwonej cebuli
  • 1/2 łyżeczki soli
  • odrobina chilli
  • 1 łyżka oliwy z oliwek
  • 1 łyżeczka oregano
  • 1/2 łyżeczki ziół prowansalskich
Wszystkie składniki wrzucić do blendera i zmiksować. Ja nie pozbawiam papryki ani pomidorów skórek, ale oczywiście można to zrobić - kwestia gustu. Nie musi to być gładka papka, kawałki warzyw są jak najbardziej mile widziane.

dodatki:
  • tuńczyk
  • pieczarki
  • anchois
  • czerwona cebula
  • zielone oliwki
  • mozzarella w kulce
  • oregano
Na gotowym rozwałkowanym cieście do pizzy składniki układamy w kolejności: sos rozsmarowujemy na całym cieście, potem układamy ser pokrojony w plastry i na końcu pozostałe składniki w ilości dowolnej. Gotową pizzę posypujemy oregano, układamy na blachę podsypaną mąką (koniecznie, inaczej pizza się przyklei!) i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 220 stopni na 15-20 minut.




Ciasto jest cienkie i chrupiące - idealne

SMACZNEGO!

środa, 23 stycznia 2013

Sushi - nie takie straszne, jak je malują

Gdybym miała powiedzieć, do jakiego dania miałam najwięcej rezerwy to na jednym z pierwszych miejsc z pewnością wymieniłabym sushi. Bardzo długo nie mogłam się przełamać, bo nie potrafiłam sobie wyobrazić jak może smakować kawałek surowej ryby owinięty w ryż i algi (te algi..co to w ogóle jest??). W końcu dałam się namówić zachęcona entuzjastycznym podejściem Darka i poszliśmy do stołecznego sushi-baru Tobaya na moją pierwszą w życiu przygodę z surową rybą.
Zamówiłam na wszelki wypadek najmniejszą możliwą porcję i w napięciu czekałam co będzie dalej. Wreszcie zamówienie wjechało na stół i nastąpił etap wzrokowego mierzenia się z przeciwnikiem. Widok małych biało-czarnych ruloników był mi już wcześniej znany, ale to zielone coś i te dziwne różowe płatki w miseczce były kompletnym zaskoczeniem...no i pałeczki! Przecież ja w życiu nie jadłam pałeczkami!! Na szczęście Darek, który w sushi rozsmakował się na długo przede mną, okazał się być bardzo cierpliwym nauczycielem i po kolei wytłumaczył, że to zielone coś to pasta wasabi, której używa się w celu zaostrzenia smaku (w moim osobistym odczuciu ta pasta służyła wyłącznie w celu wypalenia mi kubków smakowych i przeczyszczenia zatok), a te różowe płatki to marynowany imbir, którym neutralizuje się smak pomiędzy kolejnymi porcjami sushi (całkiem smaczny wynalazek). Najgorzej wypadła nauka jedzenia pałeczkami (byłam o milimetr od popełnienia karygodnego czynu, czyli nabicia kawałka sushi na pałeczkę i zjedzenia jak widelcem!!!), podczas której cały obrus ochlapałam sosem sojowym i musiałam łapać wylatujące z pałeczek maki oraz wylatujące z rąk pałeczki po całym stole. Ostatecznie jednak zaprzyjaźniłam się z sushi, a jego smak wyjątkowo przypadł mi do gustu.
Obecnie poszerzyłam nieco moją wiedzę na temat sushi i czasem robimy je sobie sami w domu. To naprawdę nie jest trudne, trzeba tylko nabrać trochę wprawy przy zawijaniu. Gorąco zachęcam do nabycia sobie najtańszego zestawu do robienia sushi i sprawdzenia swoich sił. Wychodzi to dużo taniej, można dowolnie dobierać składniki według własnego widzimisię, a przy okazji robienie sushi wspólnie ze znajomymi czy Waszą połówką to świetna zabawa. Ważna rada: przy krojeniu sushi na pojedyncze maki trzeba używać bardzo ostrego noża i często zwilżać go wodą podczas krojenia.
Poniżej kilka zdjęć z naszej ostatniej uczty sushi. Użyliśmy do niego:
  • wędzonego łososia (lepsza jest surowa ryba, ale ta, którą proponował sklep nie wyglądała najlepiej...)
  • paluszki krabowe
  • awokado
  • ogórek
  • serek śmietankowy typu philadelphia
  • sezam do posypania
Przy okazji po raz pierwszy wypróbowaliśmy gotową mieszankę do ryżu na sushi (do tej pory zawsze mieszaliśmy sami sos sojowy z octem i cukrem) i jest to fajne, a przede wszystkim bardzo wygodne rozwiązanie.



SMACZNEGO!

środa, 12 grudnia 2012

Łosoś w sosie kaparowo-musztardowo-miodowym

Nie ma nic przyjemniejszego niż powrót do domu po ciężkim dniu w pracy, gdy na stole czeka na nas wytworny obiad. Zapraszam na autorski przepis Darka na łososia w kaparowym sosie. Wspaniałe sycące danie, idealne po ciężkim zimowym dniu. Do tego lampka półwytrawnego wina i jesteśmy w raju :)

Jak to zrobić:
  • 2 kawałki łososia (po ok. 200 g)
  • 1 łyżka musztardy Dijon
  • 1 łyżka miodu
  • 1 łyżka kaparów + łyżeczka wody z kaparów
  • 1 łyżeczka soku z cytryny
  • sól i pieprz
  • suszony koperek
  • szczypta słodkiej papryki w proszku
Składniki na sos wymieszać w misce. Łososia umyć, ułożyć w folii aluminiowej i zalać sosem kaparowym, a następnie posypać koperkiem i papryką. Zawinąć dokładnie i wstawić do piekarnika nagrzanego do 200 stopni na 30 minut.

Jako dodatek wystąpiły pieczone ziemniaczki z czerwoną cebulą i całymi ząbkami czosnku. Na to odrobina pieprzu, wszystko zamykamy w rękawie do pieczenia i pieczemy w 200 stopniach przez 40 minut.





SMACZNEGO!

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Śledzie wigilijne na 3 sposoby

Kolejna propozycja na wigilijny stół, ale nie tylko. Wiadomo, że śledzik jest dobry na każdą okazję ze względu na to, że bardzo lubi pływać..jeśli wiecie co mam na myśli :) poza tym nie znam osoby, która nie lubi śledzi, więc jest to danie bardzo uniwersalne.
Tym razem do stołu zaprasza Darek i stawia przed Wami 3 różne śledziowe wariacje. Przepisy znalezione w sieci i cytowane za autorami.

Propozycja numer 1: śledzie z jabłkami w sosie musztardowym (przepis pochodzi stąd)

6 śledzi matiasów
1 cebula
2 czerwone jabłka
sok z cytryny
3 ogórki konserwowe
2 łyżki kaparów
Sos
2 łyżki jogurtu naturalnego
3 łyżki majonezu
1 łyżeczka musztardy Dijon
szczypta curry
sól i pieprz do smaku
1 łyżeczka soku z cytryny

Sposób przygotowania:
Śledzie opłukać, odsączyć i pokroić na kawałki.
Cebulę obrać, umyć i pokroić w krążki. Jabłka umyć i pokroić w ćwiartki, usunąć gniazda nasienne, pokroić w plasterki i skropić sokiem z cytryny. Ogórki pokroić w drobną kostkę.
Jogurt wymieszać z majonezem i musztardą. Doprawić solą, pieprzem, curry i sokiem z cytryny.
Śledzie ułożyć na półmisku. Obłożyć jabłkami i cebulą. Posypać kaparami i pokrojonym ogórkiem. Polać sosem i podawać.




Propozycja numer 2: śledzie w sosie śliwkowym (źródło przepisu tutaj)

8 filetów śledziowych
1 szklanka mleka
300 g suszonych śliwek
1/2 szklanki migdałów
1/3 szklanki oliwy z oliwek
szczypta soli
2 łyżki soku z cytryny
natka pietruszki do posypania

Sposób przygotowania:
Filety namoczyć w mleku na 3 godziny. Odsączyć i zwinąć w ruloniki.
Śliwki namoczyć na godzinę w 1/2 szklanki wody. Migdały sparzyć, obrać ze skórki i drobno posiekać.
Namoczone śliwki ugotować do miękkości. Następnie przetrzeć przez sito, dodać oliwę i migdały, wymieszać. Doprawić cukrem, solą i sokiem z cytryny.
Ruloniki ze śledzi ułożyć na półmisku, polać sosem i posypać natką.


Propozycja numer 3: sałatka śledziowa w sosie pomidorowym (przepis stąd)

4 łyżki klarowanego masła
3 duże cebule, pokrojone w kostkę
1 mała puszka koncentratu pomidorowego
400 g śledzi matiasów, pokrojonych w grubą kostkę
natka pietruszki do dekoracji

Sposób przygotowania:
Na rozgrzanej patelni roztopić masło, dodać cebulę, przykryć i udusić na złoty kolor, od czasu do czasu podlewając wodą.
Pod koniec duszenia dodać przecier pomidorowy, wymieszać i odstawić do przestudzenia.
Na podłużnym półmisku ułożyć śledzie, przykryć cebulą z przecierem. Ozdobić natką pietruszki.



SMACZNEGO!

niedziela, 8 kwietnia 2012

Łosoś w porach i śmietanie z warzywnym puree

Na powstanie tego dania złożyły się trzy czynniki: po pierwsze Darek ostatnio dużo czasu spędzał w domu i trochę się nudził. Po drugie: z powodu awarii lodówki i konieczności jej rozmrożenia musimy sukcesywnie wyjadać nagromadzone w zamrażarce mięsa, ryby i warzywa. Po trzecie: od paru tygodni Darek marudził, że ma ochotę na puree ziemniaczane zapiekane z serem. Pod wpływem tych impulsów w głowie Darka zrodził się pomysł na łososia w porach i śmietanie, do którego idealnym przecież dodatkiem jest zapiekane puree:) I nie ograniczył się tylko do ziemniaków! W ramach przeglądu szafek w puree znalazły się marchewki, pietruszki i seler. A ja zbierałam szczękę z podłogi, gdy po powrocie z pracy powitał mnie taki obiad...
Co tu dużo mówić, ryba wyszła doskonała. Miękka, bardzo aromatyczna i ziołowa. Danie spokojnie można przerobić na bardziej dietetyczne. Wystarczy zamiast śmietany użyć np mleka 3,2% (zawsze to mniej kalorii niż w śmietance), a puree z serem zamienić na zapiekane warzywa w ziołach (ugotowane warzywa pokroić, posypać ulubionymi ziołami i wstawić w odkrytym naczyniu do piekarnika na około 10-15 minut).
Jedna praktyczna, ale bardzo ważna rada: pory przed pokrojeniem trzeba naprawdę DOKŁADNIE umyć i sprawdzić, czy pod listkami nie ma piachu.... :)

Jak to zrobić:
  • 4 kawałki łososia (dzwonka lub filet pokrojony na 4 części)
  • średni por (biała część i zielona część, ale bez tych suchych końcówek liści)
  • 30 ml śmietanki 30%
  • 2 plasterki cytryny pokrojone na 4 części
  • łyżeczka rozmarynu
  • łyżeczka mięty
  • garść świeżej natki pietruszki
  • sól, pieprz
Na puree:
  • 5 ziemniaków
  • 3 marchewki
  • 2 pietruszki
  • pół selera
  • 8 plasterków żółtego sera
  • łyżka masła i łyżka śmietanki 30%
  • sól, pieprz
Pora dokładnie umyć i pokroić na małe kawałeczki. Podsmażyć na łyżce oleju, aż zmiękną (ale nie mogą się zbyt długo smażyć, bo będą suche po upieczeniu - 5-7 minut to max). Dosolić do smaku. Rybę doprawić solą i pieprzem i włożyć do rękawa foliowego do pieczenia. Na rybę wrzucić pory i zioła oraz cytrynę i zalać wszystko śmietanką. Rękaw dokładnie zamknąć. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 190 stopni na 25 minut. Śmietanka może się lekko przypalać, ale nie trzeba się tym przejmować.
Warzywa na puree obrać, pokroić w nieduże kawałki i ugotować. Muszą być bardzo miękkie. Następnie doprawić sola i pieprzem i zgnieść je z masłem i śmietanką na gładką masę. Naczynie żaroodporne wyłożyć papierem do pieczenia. Część masy warzywnej wyłożyć do naczynia, wygładzić powierzchnię i ułożyć na tym ser. Przykryć pozostałym puree. Wstawić w otwartym naczyniu do piekarnika nagrzanego do 190 stopni na 15 minut.




SMACZNEGO!!!