Polub nas na Facebooku

środa, 13 czerwca 2012

Masakra w warzywniaku

Zostałam zaatakowana przez wściekłe przeziębione korzonki. Brzmi głupio i od razu przywodzi na myśl starsze panie w kolejce do lekarza (bez urazy), ale ktokolwiek kiedyś przez to przechodził ten wie, że jedyne, co można wówczas robić to leżeć lub stać (byle nie za długo), a każdy ruch pomiędzy nie należy do przyjemności. Wobec tak niespodziewanego ataku nie mogłam pozostać obojętna (wiadomo, agresja rodzi agresję), no więc zmusiłam się do zwleczenia się z łóżka, podreptałam do kuchni (dosłownie! Jeśli ktoś chce sobie wyobrazić jak chodzę niech pomyśli o japońskiej gejszy w ciasnym kimonku...) i wkurzona tym całym leżeniem, bólem i niemocą zaczynam kombinować...bitki? Nieee, tego dla wegetarian jeszcze nie wymyślili...TŁUCZONE ziemniaki? Niee, za proste...Wiem!! FLAKI!! Tak tak tak, tylko z czego...hm...włoszczyznę miałam, przyprawy też, a zamiast flaków......
.....po skończonym gotowaniu, które trwało w sumie 30 minut jestem spokojna jak aniołek. Kochanie możesz wracać z pracy :)

Jak to zrobić:
  • pęczek młodej włoszczyzny
  • 10 kotletów sojowych (u mnie "Minutki" od Sante)
  • pół cebuli
  • łyżka majeranku
  • 3 ząbki czosnku
  • 2 łyżeczki musztardy sarepskiej
  • 1 owoc jałowca
  • 2 liście laurowe
  • 2 łyżki sosu sojowego ciemnego
  • 2 łyżki oleju rzepakowego
  • chlust oliwy z oliwek (ok. 2 łyżek)
  • sól, pieprz, chilli
Na początek powiem tylko, że pęczek włoszczyzny, którym dysponowałam składał się z młodziutkich i małych warzyw (seler był wielkości piłki golfowej), więc zużyłam cały.
Warzywa pokroić w słupki (białą część pora i połowę zielonej w słupki, a resztę w talarki). Cebulę pokroić w piórka. 2 ząbki czosnku obrać i zgnieść bokiem noża. Cebulę i zielone talarki pora wrzucić na rozgrzany olej rzepakowy. Podsmażyć na niedużym ogniu i oprószyć solą. Dodać rozgniecione ząbki czosnku i jeszcze chwilę podsmażyć. Następnie wrzucić wszystko do ok. 1 litra wrzącej wody z oliwą, majerankiem, listkami laurowymi i zgniecionym owocem jałowca oraz resztą warzyw i dodać sos sojowy. Gotować 10 minut na małym ogniu i po tym czasie doprawić pieprzem, solą i chilli. W międzyczasie kotlety sojowe zalać wrzątkiem. Można wcześniej zrobić bulion z kostki rosołowej i dopiero zalać kotlety, ale ja wolę czysty smak. Gdy namiękną pokroić je w paski. Ostatni ząbek czosnku pokroić w plasterki. Kotlety i czosnek dodać do garnka razem z musztardą. Wszystko dokładnie wymieszać i pogotować jeszcze około 5 minut.


SMACZNEGO!

poniedziałek, 11 czerwca 2012

Jedna z lepszych potraw, jakie można zrobić z cukinii

Moim zdaniem to najbardziej uniwersalne warzywo. Można je zapiekać, smażyć, dusić, faszerować, grillować, robić z niego zupy, jeść na surowo, marynować, a nawet piec z niego ciasta (nie sprawdziłam, ale mam zamiar). I w każdej z tych wersji, jeśli jest odpowiednio przyrządzone, zachowuje smak i kolor.
Z okazji wolnego poniedziałku po ciężkim weselnym weekendzie zdecydowałam się na naszą ulubioną, szybką potrawę, która idealnie stawia na nogi i syci. Placuszki same w sobie są dość pospolite, ale można je bez problemu podrasować dodając na wierzch biały serek (taki zwykły do kanapek), twarożek z ziołami i rzodkiewką, plaster pomidora z mozzarellą i odrobiną świeżej bazylii, plasterek łososia albo kładąc na gorące jeszcze placuszki nieco startego sera pleśniowego typu lazur. Wariacji jest mnóstwo i można je dobierać według upodobań i nastroju. Jeśli na przykład usmażymy mniejsze placuszki i położymy na nie nieco białego serka, łososia i świeżego koperku, potrawa świetnie się sprawdzi jako przekąska na imprezie. Zachęcam do eksperymentów. My uwielbiamy je w najprostszej postaci :)

Jak to zrobić:
  • 3 cukinie
  • cebula
  • 4 nieduże ziemniaki
  • 2 ząbki czosnku
  • 2 jajka
  • 2 łyżeczki musztardy (dowolnej, byle nie z całymi ziarnami gorczycy)
  • mąka (ilości nie umiem sprecyzować)
  • garść tartego żółtego sera
  • 2 łyżki tymianku
  • 2 łyżki sosu sojowego
  • łyżeczka soli
  • pieprz
  • można dodać również: tartą marchew, świeży szpinak, selera itd....
Cebulę i czosnek posiekać w robocie kuchennym lub cebulę tradycyjnie nożem, a czosnek przecisnąć przez praskę. Ziemniaki i cukinie zetrzeć na tarce. Połączyć z cebulą i czosnkiem, dodać jajka, tymianek, sos sojowy, tarty ser i sól z pieprzem. Wymieszać dokładnie i dodać mąkę. Jej ilość powinna być taka, aby otrzymać dość gęste ciasto. Dalej postępujemy jak z tradycyjnymi plackami ziemniaczanymi: układamy na patelni i smażymy, aż się zrumienią.




SMACZNEGO!

czwartek, 7 czerwca 2012

Niezły Meksyk

Niejedzenie mięsa łączy się niestety z pewnymi utrudnieniami. Szczególnie jeśli je się u kogoś, kto nie do końca rozumie i popiera taki styl życia. Początkowo ciężko było przekonać moich rodziców, że nie zjem polędwiczki, a ryba to też mięso, ale na szczęście ten etap mamy już za sobą. I tak poszło łatwiej niż się spodziewałam! Przy okazji dzisiejszej wizyty u nich powstał improwizowany obiad, którym najedli się wszyscy i nawet mój tata ocenił go jako "niezły". A to już naprawdę coś!
Zaczęło się od tego, że moja mama namoczyła soczewicę bez szczególnej koncepcji co z nią dalej zrobić. Początkowo była opcja nafaszerowania nią papryk lub cukinii, ale po głębszej penetracji szafek kuchennych odnalazły się wrapy kupione kiedyś z okazji tygodnia meksykańskiego w Lidlu i tak narodził się pomysł na meksykańskie żarcie bez mięsa. Niemożliwe? No to się przekonajmy...

Jak to zrobić:
  • 8 pszennych wrapów
  • pół torebki soczewicy zielonej (moim zdaniem ten rodzaj soczewicy najlepiej udaje mięso)
  • 3 ząbki czosnku
  • 2 marchewki
  • 1 spora czerwona cebula
  • sól, pieprz
  • świeży szczypiorek (solidna garść)
  • kostka (ok. 200g) startego żółtego sera
Salsa:
  • puszka pomidorów
  • 1 czerwona papryka
  • ząbek czosnku
  • 6 czarnych oliwek
  • łyżka suszonego koperku
  • łyżeczka cukru
  • sól i pieprz
  • 1/3 łyżeczki harissy (bardzo ostra pasta chilli) lub tyle samo chilli w proszku
  • łyżeczka oregano
  • 1/2 łyżeczki czosnku granulowanego
Soczewicę ugotować tak jak w przepisie na soczewicowe burgery i lekko ostudzić. Marchewkę obrać i pokroić w cienkie plasterki, cebulę drobno posiekać. Na patelni rozgrzać olej i wrzucić warzywa. Od razu posolić i zmniejszyć ogień. Dolać odrobinę wody i dusić pod przykryciem aż zmiękną. Następnie wrzucić je do soczewicy i zgnieść wszystko tłuczkiem do ziemniaków. Dodać posiekany szczypior i pomieszać.

W osobnym naczyniu dokładnie zblendować wszystkie składniki na salsę, tak aby powstała gęsty sos. Ja do puszki po pomidorach wlałam ok 1/2 szklanki wody, dokładnie wypłukałam ścianki z resztek sosu i pomidorów i dodałam to do duszącej się cebuli z marchewką.

Rozgrzać piekarnik do 180 stopni. Wrapy po kolei najpierw pokryć warstwą salsy (ok. 2 łyżeczek salsy na wrapa), potem nałożyć farsz z soczewicy, przykryć wszystko warstwą żółtego sera i na końcu wrapa złożyć (tak jak na zdjęciu) i spiąć wykałaczką. Wstawić wrapy do piekarnika na 10 minut (ser musi się roztopić), a potem wyjąć na talerz, polać salsą, posypać szczypiorkiem i JEŚĆ :)

Jako dodatek moja mama wyczarowała sałatę z rzodkiewką, pomidorem i słodko-kwaśną śmietaną (łyżeczka cukru, trochę soli i pieprzu i kilka kropel soku z cytryny).










SMACZNEGO!

wtorek, 5 czerwca 2012

A na kolację bruschetta, viva Italia!

efekt naszej domowej hodowli ziół..
Darek po długiej nieobecności wreszcie wykazał kulinarną inicjatywę i zrealizował przepis, który chodził mu po głowie już od dawna. Tania, prosta i szybka potrawa, która tchnęła we mnie nieco życia na koniec cholernie męczącego dnia, który rozpoczął się o godzinie 3:30...ale przynajmniej odwiedziłam nieznane miejsca i przejechałam się po nowiutkiej i jeszcze cieplutkiej autostradzie na długo oczekiwanym odcinku Łódź-Nieborów - włączając w to słynny na całą Polskę, porzucony przez Chińczyków odcinek, na którym co prawda nie leży jeszcze końcowa wersja asfaltu, ale są namalowane piękne pasy, a ograniczenie prędkości jest do 70 km/h :)
A bruschetty były pyszne :) tak czosnkowe, jak lubię (nie wiem co na to sąsiedzi, ale na klatce znów było czuć, że pan domu jest w kuchni..), lekkie i idealne na późną kolację. No i widok Darka w fartuchu po wejściu do domu był bezcenny - mój kogut domowy :)

Jak to zrobić:
  • 4 kajzerki
  • 3 pomidory
  • 2 kulki mozzarelli
  • 2 ząbki czosnku
  • oliwa z oliwek
  • pieprz
  • świeża (koniecznie!!) bazylia
Bułki przekroić na pół. Czosnek wycisnąć i zmieszać z 4 łyżkami. Mozzarellę pokroić w plastry. Piekarnik rozgrzać do 180 stopni i na 3 minuty wstawić do niego bułki. Po tym czasie wyjąć, rozsmarować oliwę i ponownie wstawić do piekarnika na 2 minuty (pieczywo powinno być lekko rumiane - na tym etapie w domu powinno zacząć mocno pachnieć czosnkiem..). Znowu wyjąć i położyć po plasterku mozzarelli. I znowu wstawiamy do piekarnika aż ser się roztopi. Wyjmujemy i na gorące bułki z serem położyć pokrojone w kostkę pomidory oraz pieprz. Podgrzać w piekarniku przez 3 minuty, wyjąć, posypać posiekaną bazylią i podawać gorące. Osobiście uważam, że połączenie bazylii z pomidorem jest jest najlepsze na świecie!



SMACZNEGO!

niedziela, 3 czerwca 2012

Kiedy w brzuchu burczy, a w lodówce tylko światło...

smutny widok po powrocie do domu...
Bywa tak, że natłok zajęć w tygodniu i intensywny weekend odsuwają na bok obowiązek uzupełniania braków w lodówce. Niby zawsze coś tam jest do skubnięcia, niby jest ok. bo wyjadamy resztki i nic się nie marnuje, ale przychodzi taki moment, w którym naprawdę nie ma już nic. Tak właśnie było niedawno u nas. Darek zjadł na mieście, ja wzięłam coś do pracy i na obiad nie było już kompletnie NIC. Chwila zastanowienia i: makaron jest, mleko jest, jajko jest, żółty ser jeszcze nie wyszedł, jakaś zielenina się znajdzie..no to jedziemy :)

Jak to zrobić:
  • dowolny makaron w ilości dowolnej
  • jajko
  • 1 cebulka dymka pokrojona w cienkie plasterki
  • dużo tartego żółtego sera - można danie uszlachetnić dając np. parmezan. Ser, który był w mojej lodówce był już w tak zaawansowanym stadium zeschnięcia, że przy odrobinie wyobraźni poczułam się jakby to był parmezan :)
  • ok. 4 łyżek mleka
  • ząbek czosnku
  • garść posiekanej natki pietruszki, koperku, bazylii lub co tam mamy pod ręką
  • sól i pieprz 

Makaron ugotować. W międzyczasie połączyć w misce czosnek, cebulkę, ser, jajko i mleko. Doprawić solą i pieprzem. Z garnka z gotującym się makaronem odlać ok. pół szklanki wody (trick Nigelli i zagęszczenie sosu. Szczegóły za chwilę). Po ugotowaniu makaron odlać i wrzucić z powrotem do garnka. Dolać wodę z gotowania i mieszankę serowo-jajeczną. WAŻNE: nie należy już podgrzewać, bo zrobi się jajecznica z makaronem. Dokładnie wszystko wymieszać i połączyć aż ser się rozpuści, a sos nieco zgęstnieje. Nie będzie oczywiście tak gęsty, jak ten z torebki, ale nie będzie też wodnisty. Dla mnie super. Na wierzch posypać jeszcze trochę sera.



SMACZNEGO!

wtorek, 29 maja 2012

Faszerowana papryka na szybki obiad+wspomnienie z dzieciństwa

Co zrobić, żeby sprawić przyjemność połówce wracającej z dalekiej podróży na południe Polski? Dzień wcześniej ugotować sobie elegancki samotny obiad (żeby otrzeć łzy samotności oczywiście!), wziąć ostatnie samotne warzywo z koszyka, nafaszerować je resztkami wystawnego obiadu, zrobić do tego pyszną surówkę i volia! 5-gwiazdkowy obiad powitalny gotowy!

Przy okazji chciałabym podziękować mojej kochanej koleżance z pracy Ali i jej mężowi za wspaniały prezent, który w magiczny (dosłownie!) sposób przeniósł nas w czasy szkolnego sklepiku, długiej przerwy i bezkarnego obżarstwa, które nie skutkowało dodatkowym wałeczkiem, gdyż cały nadmiar kalorii był za chwilę spalony na w-fie. Dziękuję Aluś!!!! :) jak ktoś chce wiedzieć, o co chodzi to niech skoczy do ostatnich zdjęć w poście..

Jak to zrobić:
  • 1 papryka (żółta, czerwona lub pomarańczowa - odradzam zieloną)
  • pół paczki mrożonego szpinaku w listkach (koniecznie! Nie mielony!)
  • 2 ząbki czosnku
  • 2 plastry sera feta
  • 2 młode cebulki dymki ze szczypiorem
  • 2 łyżki sosu sojowego
  • pół puszki białej fasoli
  • 2 jajka
  • pół szklanki mleka
  • sól, pieprz
Na surówkę:
  • 1 duży pomidor
  • 1 młoda cebulka bez szczypioru
  • 2 rzodkiewki
  • garść posiekanego koperku i natki pietruszki
  • łyżka sosu balsamico (lub octu balsamicznego)
  • łyżka oliwy z oliwek
  • pieprz i czosnek granulowany
Na patelnię na zimny olej wrzucić pokrojoną w plastry cebulkę (szczypior pokroić i przełożyć do osobnej miski). posolić i podsmażyć przez 2 minuty. Dodać rozmrożony szpinak, sos sojowy i wcisnąć czosnek. Smażyć dopóki woda nie zredukuje się mniej więcej o połowę. W tym czasie do miski ze szczypiorem wpić jajka, wlać mleko i wszystko wymieszać. Kiedy woda na patelni się zredukuje dodać fasolę z puszki i wlać jajka z mlekiem i szczypiorem. Od czasu do czasu mieszać, żeby nie powstał omlet. Doprawić pieprzem i solą według gustu. Powinno się jeszcze pogotować, żeby część cieczy wyparowała. Ja przygotowałam ten farsz dzień wcześniej i zjadłam z kaszą pęczak. Jeśli jednak robicie to danie od razu w papryce to należy szpinak przestudzić. Paprykę rozkroić na połówki, wyjąć pestki i nafaszerować połówki szpinakiem. Piekarnik rozgrzać do 180 stopni. Na paprykach z farszem położyć plastry fety i wstawić do piekarnika na 20 minut.

W międzyczasie robimy surówkę. Pomidora i rzodkiewkę pokroić. Cebulkę pokroić na cieniusieńkie plasterki. Dodać oliwę, pieprz, czosnek granulowany i sos balsamico. Wymieszać. I już!







Dziękuję :)



SMACZNEGO!

piątek, 25 maja 2012

Kremowa zupa porowa

Nie znosimy marnować jedzenia i zawsze staramy się kupować tyle, żeby nic się nie popsuło. Niestety czasem zdarza się, że zaplanuję ugotować "coś" kupuję to "tego" wszystkie składniki, a potem wena mnie opuszcza i składniki sobie leżą i czekają...aż nadejdzie ostateczny dzień rozgraniczający chwile: taką, kiedy da się to jeszcze zjeść oraz taką, w której trzeba wszystko wywalić, bo inaczej wyjdzie samo. No więc niedawno nadszedł taki właśnie dzień dla wielkiego pora, marchewki i ziemniaków. Nie miałam zielonego pojęcia co z tego zrobić aż tu nagle o godzinie 22 wpadła mi do głowy zupa. W końcu w wysokiej temperaturze wszelkie formy życia, które mogły się ewentualnie aktywować na warzywach na 100% zginą nie?:) Ale żeby nie była to zwykła kremowa zupka dorzuciłam nieco mojej ulubionej ostatnio czerwonej soczewicy. Wyszło pysznie, jak zwykle zresztą...:)

Jak to zrobić:
  • 1 duży por
  • 2 marchewki
  • 4 ziemniaki
  • 3 łyżki oliwy z oliwek
  • 2 łyżki sosu sojowego jasnego
  • 2 ząbki czosnku
  • łyżeczka curry
  • 1/2 łyżeczki kurkumy
  • łyżeczka kminu rzymskiego
  • 2 łyżki mleka 3,2%
  • 2 garści czerwonej soczewicy
  • pieprz i sól do smaku
Pora bardzo dokładnie umyć (żeby piach nie zgrzytał potem między zębami) i pokroić w grube plastry. Marchewkę umyć i również pokroić (nie obieram jej, ale jeśli ktoś chce to proszę bardzo). Ziemniaki obrać i pokroić, a czosnek wyjąć z łupinki. Wszystkie warzywa oraz czosnek wrzucić do garnka i zalać ok. 1,5 l wody. Od razu można dodać oliwę i sos sojowy. Gotować, aż warzywa będą zupełnie miękkie i wtedy dorzucić curry, kmin rzymski i kurkumę oraz mleko. Zdjąć z ognia i przestudzić, a następnie wrzucić do blendera i zmiksować bardzo dokładnie na gładki krem. Jeśli będzie zbyt gęste można dolać wody. Krem przelać z powrotem do garnka i doprawić solą i pieprzem. Na koniec wrzucić soczewicę i gotować jeszcze 10 minut, często mieszając, żeby się nie przypaliło.

Zaraz po ugotowaniu w środku nocy...
A tu w pięknym majowym słońcu

 SMACZNEGO!