Polub nas na Facebooku

piątek, 15 listopada 2013

Miss Drobiu: kandydatka nr 3 - kurczak orientalny

Dotarliśmy do ostatniego dnia wyborów Miss Drobiu. Jak do tej pory walka o koronę jest bardzo wyrównana, więc namieszamy w głowie jury jeszcze bardziej i przedstawiamy kandydatkę nr 3. Pochodzi z dalekiej krainy Orientu pełnej intensywnych zapachów i wyrazistych smaków. O tak, ta dama zdecydowanie lubi stawiać na swoim i trudno przejść obok niej obojętnie. Intrygujący zapach i ciemny niczym henna kolor wiodą wygłodniałych śmiertelników prosto w jej objęcia. Naprawdę trudno się oprzeć! Zaprosicie ją do siebie na kolację?
I tak dotarliśmy do finału konkursu. 3 całkowicie różne propozycje z różnych stron świata powalczą teraz o uznanie jury i Wasze. Nasi sędziowie zapoznali się już ze wszystkimi kandydatkami, werdykt zapadnie pod tym przepisem...

Jak to zrobić:
  • 1 pojedyncza pierś kurczaka
  • 1 łyżeczka sosu rybnego
  • 1/2 łyżeczki cynamonu
  • 1 płaska łyżeczka kuminu (kminu rzymskiego)
  • szczypta imbiru w proszku
  • szczypta chilli w proszku
  • kilka kropli oleju sezamowego
  • 3-4 łyżki oleju rzepakowego
  • odrobina soli do smaku (sos rybny jest słony, więc ostrożnie!)
Z oleju i przypraw zrobić marynatę. Natrzeć nią mięso i odstawić pod przykryciem do lodówki na minimum godzinę. Przyrządzać zgodnie z instrukcją podaną przy kandydatce nr 1.




WYNIKI: po burzliwej naradzie jury podjęło decyzję. Tytuł Miss Drobiu 2013 otrzymuje....kandydatka nr 3!!!!!! Brawo Brawo Brawo!!!! Okazała się najsmaczniejsza i najbardziej aromatyczna z całego grona, gratulujemy! Pozostałe kandydatki zajęły ex equo drugie miejsce, gdyż przewodniczący jury nie potrafił podjąć decyzji.
To co, może macie ochotę poznać naszą Miss bliżej? :)

SMACZNEGO!

środa, 13 listopada 2013

Miss Drobiu: kandydatka nr 2 - kurczak w ziołach

Pora zaprezentować kolejną kandydatkę w wyborach Miss Drobiu. Prosto z plaży w Saint-Tropez przybyła do nas i o tytuł najpiękniejszej (najsmaczniejszej?) powalczy pierś kurczaka w śródziemnomorskich ziołach. Tam skąd pochodzi kobiety traktuje się po królewsku, więc spotkanie z nią warto urozmaicić jakimś spontanicznym "Oh la la!" albo "Mamma mia!". Ta miła dama czaruje i kusi delikatnym aromatem ziół, ale nie dajcie się zwieść pozorom! Dzięki dodatkowi chilli nasza kandydatka potrafi mocno podgrzać atmosferę na talerzu! Poza tym jest bardzo towarzyska. Szczególnie dobrze czuje się w otoczeniu świeżych warzyw skropionych sokiem z cytryny i oliwą oraz z kieliszkiem dobrego czerwonego wina.
Wygląda na to, że jury będzie miało twardy orzech do zgryzienia z wyborem tej najlepszej! Może nasza 3-cia egzotyczna kandydatka rozstrzygnie konkurs? Kto wie...prezentacja już w piątek!

Jak to zrobić:
  • 1 pojedyncza pierś kurczaka
  • 1/2 łyżeczki czosnku granulowanego
  • spora szczypta suszonego oregano
  • trochę mniejsza szczypta ziół prowansalskich
  • kawałek świeżej papryczki chilli z pestkami (posiekany)
  • sól
  • oliwa (3-4 łyżki)
Z oliwy, przypraw i ziół zrobić marynatę. Dokładnie natrzeć nią mięso i pozostawić w lodówce pod przykryciem na co najmniej godzinę. Smażyć zgodnie z instrukcją podaną przy kandydatce nr 1.



SMACZNEGO!

poniedziałek, 11 listopada 2013

Miss Drobiu: kandydatka nr 1 - kurczak z cytryną i rozmarynem

Mamy dla Was nowy, szybki cykl przepisów: wybory Miss Drobiu :) pomysł narodził się spontanicznie przy okazji wymyślania dań do pracy dla Darka. 3 sztuki piersi z kurczaka i 3 różne sposoby przyprawienia. Na koniec konkursu szanowne jury w składzie Darek i jego kubki smakowe wybierze najlepszą kandydatkę. A zadanie nie będzie łatwe...
Pierwszą kandydatką do tytułu Miss Drobiu jest tropikalna, gorąca i dzika pierś kurczaka w marynacie cytrynowej. Poza pokojem na świecie, nasza kandydatka marzy o tym, by w te jesienne i ponure dni przynieść pod nasze dachy trochę letniego powiewu wakacji. Myślę, że to marzenie jest absolutnie możliwe do spełnienia, ale ostateczną ocenę pozostawiam szanownemu jury...

Jak to zrobić:
  • 1 pierś kurczaka
  • 1 gruby plasterek cytryny
  • 2 ząbki czosnku pokrojone w plasterki
  • 1 płaska łyżeczka suszonego rozmarynu
  • szczypta soli i pieprzu
  • 4 łyżki oliwy z oliwek
Plasterek cytryny podzielić na 4 części. Kurczaka posolić, popieprzyć, obłożyć czosnkiem, cytryną i posypać rozmarynem. Polać oliwą i dokładnie obtoczyć z dwóch stron w przyprawach. Zostawić na pół godziny, żeby porządnie przesiąkł aromatem. Na patelni rozgrzać odrobinę oleju i szybko obsmażyć kurczaka z obu stron (po minutce na każdą stronę). Ważne: na patelnię wrzucić całą zalewę z czosnkiem i cytryną włącznie! Po wstępnym obsmażeniu wlać na patelnię odrobinę zimnej wody i od razu nakryć. Po 2-3 minutach odwrócić kurczaka na drugą stronę i znów podlać odrobiną wody. Kolejne 2-3 minuty i można jeść :)



SMACZNEGO!

niedziela, 10 listopada 2013

Bezglutenowe ciasto czekoladowe bez mąki za to z....będziecie zaskoczeni :)

Minął nieco ponad tydzień odkąd odstawiliśmy pszenicę. Jakimi efektami możemy się pochwalić? Oto małe zestawienie:
  • mniejszy apetyt w ciągu dnia - wyjątkowo przez cały tydzień mieliśmy zaplanowane posiłki na każdy dzień. Śniadanie w domu, II śniadanie i lunch do pracy i obiadokolacja też w domu. Wszystkie dania naturalnie były gluten free. Eliminując z dziennego menu pszenne "dopychacze" takie, jak bagietka czosnkowa, bułka do jogurtu, ciastko po obiedzie itd. wyregulowaliśmy sobie apetyt i teraz głód grzecznie czeka na kolejny posiłek. Jedyne, co nadal stanowi problem (bardziej Darka niż mój) to wieczorny apetyt na COŚ. "COŚ bym zjadł"..."Mamy COŚ do jedzenia?"....itd..ale walczymy w tym!
  • lżejszy brzuszek - rzeczywiście możemy potwierdzić, że po posiłku brzuchy mamy lżejsze. Może nie są jeszcze tak płaskie, jak byśmy sobie tego życzyli, ale zdecydowanie czuć różnicę
I na razie tyle. Wagi nie kontrolujemy, bo sprawdzanie co tydzień nie ma sensu. Zważyliśmy się przed i zważymy się na koniec eksperymentu.

Nie są to jakieś rewolucyjne zmiany, ale widać postęp. Zastanawiam się jednak, na ile te pozytywne efekty powodowane są eliminacją glutenu, a na ile po prostu modyfikacją sposobu żywienia i redukcją kalorii przyjmowanych w ciągu dnia. Nadal nie jestem przekonana, że to właśnie gluten stoi za problemami z nadwagą i przewlekłymi chorobami (a tak twierdzi autor tej teorii, dr Davis).

Ok, a teraz przepis. Dieta bezglutenowa, jak każda inna dieta, niesie za sobą pewną dozę frustracji. Pamiętacie smutek Darka przy wyjadaniu pierniczków, żeby nie kusiły? O tak, bezglutenowcy mają ciężko jeśli chodzi o pokusę związaną z deserami w postaci ciast, ciasteczek, tortów i innych przysmaków z mąką pszenną na szczycie listy składników. Poszperałam trochę w sieci w poszukiwaniu jakiejś alternatywy i oto ona! Ciasto bezglutenowe z fasoli. Tak, wiem jak to brzmi, ale błagam uwierzcie, że warto spróbować!

Jak to zrobić (przepis zaczerpnięty z tej strony: KLIK):
  • puszka białej fasoli (240 g)
  • 2 jajka
  • 90 g jogurtu naturalnego
  • 2 łyżki kakao
  • 110 g cukru
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia / ja użyłam sody, bo w proszku jest mąka pszenna
Fasolę zmiksować na gładką masę (musi być absolutne zero grudek!). Wmieszać pozostałe składniki i wylać ciasto do formy tortowej wyłożonej papierem do pieczenia. Piec 30-40 minut w temperaturze 180 stopni. Po przestudzeniu przekroić ciasto na 2 blaty i przełożyć masą serową.

masa serowa:
  • 2 opakowania serka homogenizowanego naturalnego
  • 1 galaretka wiśniowa
Galaretkę rozpuścić w szklance wrzątku i lekko przestudzić. Wymieszać z serkami. Następnie jeden blat ciasta włożyć z powrotem do tortownicy i wylać na niego masę. Przykryć drugim blatem i wstawić do lodówki. Chłodzić przez 30 minut i gotowe!

UWAGA: Ciasto można przełożyć również bitą śmietaną, masą karpatkową, kremem maślanym lub innym ulubionym kremem.



SMACZNEGO!

piątek, 8 listopada 2013

Zakwas buraczany - zdrowie w najczystszej postaci

Dawno już nie czułam takiego parcia na zdrowie, jak w tej chwili. Przejście na dietę bezglutenową okazało się dla mnie pierwszym krokiem to totalnej rewolucji. Bo o ile samo odstawienie pszenicy nie powoduje jak na razie diametralnych zmian, o tyle sama świadomość bycia na diecie zmieniła całkowicie mój sposób myślenia o jedzeniu. Moją ostatnią wielką inspiracją jest pewna niezwykle pozytywna Amerykanka, której filmiki wręcz maniakalnie śledzę na YouTube. Mowa o Kristinie Carrillo-Bucaram, autorce kanału FullyRawKristina, "surowej" wegance i niezwykle aktywnej propagatorce zdrowego trybu życia. Coś jak nasza Ewa Chodakowska, z tym, że Ewa skupia się na ruchu, a Kristina na żywieniu. Oczywiście nie zamierzam przejść na dietę witariańską (aczkolwiek niektóre przepisy są naprawdę warte uwagi), ale sposób, w jaki prowadzi swoje programy, jej entuzjazm, te wszystkie kolory, zapachy i smaki, które niemal czuć przez ekran sprawiają, że mam ochotę wstać i zrobić dla siebie coś dobrego.
Zacznę od czegoś niedrogiego i prostego, żeby pokazać Wam, że wystarczy kilka złotych i dosłownie parę drobnych czynności, żeby sprawić swojemu organizmowi prawdziwy prezent. A teraz ręka do góry: kto w okresie jesionno-zimowym cierpi na spadek energii, zmęczenie, częste infekcje i/lub chandrę? A kto spośród Was wydaje krocie na suplementy mające postawić na nogi i wmawia sobie, że to naprawdę działa? Uzbierała się spora grupka, hm? Reszta pewnie nic nie robi z jesiennym osłabieniem, bo ma ważniejsze wydatki niż kupowanie suplementów. Dla wszystkich jesiennie osłabionych mam dobrą radę: wypróbujcie kurację, którą Wam za chwilę zaproponuję, przez okres 2 tygodni. Jednocześnie postarajcie się trochę o siebie zadbać - ruch na świeżym powietrzu, solidne śniadanie rano i zalecana dawka 500 g warzyw i owoców dziennie, a gwarantuję, że odstawicie wszystkie bezsensowne tabletki i zaczniecie cieszyć się życiem! Serio, to bardzo proste. Wystarczy pójść do warzywniaka, kupić 1 kg buraków, główkę czosnku, przyprawy i sól i mamy gotową listę składników na najbardziej naturalny i pożyteczny suplement - sok z kiszonych buraków. Potrzebujecie tylko szklanki dziennie (można popijać po 1/2 szklanki przed posiłkami), żeby odzyskać siły przepędzone przez jesienny wiatr. To co, spróbujecie? :)

PS. Ja zrobiłam z połowy składników tak na początek...i teraz żałuję, że tak mało :)

Jak to zrobić:
  • 1 kg buraków
  • 2-3 listki laurowe
  • 1 płaska łyżeczka ziaren czarnego pieprzu
  • kilka kulek ziela angielskiego
  • 6 ząbków czosnku
  • 2 litry wody
  • 3 płaskie łyżki soli kamiennej (takiej do przetworów - niejodowanej)
Wodę zagotować, osolić, wymieszać i odstawić do przestudzenia. Buraki obrać i pokroić w cienkie plastry. W dużym słoju ułożyć buraki do połowy wysokości, wrzucić wszystkie przyprawy i dopełnić słój burakami. Zalać przestudzoną solanką, przykryć ściereczką lub wieczkiem (ale nie dokręcać!) i odstawić w ciepłe miejsce na 4-5 dni. Po tym czasie zdjąć z powierzchni płynu pianę, przecedzić sok i przechowywać w lodówce. Z pozostałych buraków można przyrządzić sałatkę, ale ja lubię je jeść tak po prostu :)



SMACZNEGO!

środa, 6 listopada 2013

Bezglutenowa pizza na superzdrowym cieście

W ubiegły czwartek na pożegnanie mąki pszennej Darek przyniósł do domu pizzę o średnicy 57 cm...chyba będzie bardzo tęsknił :) oczywiście nie daliśmy rady jej zjeść i dodatkowo zalegała nam w żołądkach przez długie długie godziny, dzięki czemu ostatniego pszennego posiłku nie będziemy wspominać najlepiej. To z pewnością podbuduje motywację, ale dziś nie o motywacji będzie mowa, a o samej pizzy właśnie.
Ile razy spotkaliście się z tym niemiłym uczuciem przeżarcia i ociężałości po zjedzeniu pizzy? Ile razy przeładowana tłustymi serami i dodatkami pizza nie pozwalała o sobie zapomnieć przez długi czas po jej zjedzeniu? Parę razy pewnie się zdarzyło, prawda? Tak naprawdę, dobrze zrobiona pizza z cienkim ciastem i umiarkowaną ilością dodatków nie powinna przeciążyć układu pokarmowego, ale miejsc, w których taką pizzę możemy zjeść, jest naprawdę niewiele. Przeważnie dostajemy napompowany placek z gigantycznymi brzegami, ciężkim ciastem, masą sera, tłustych wędlin i znowu sera...w tego typu daniach wyspecjalizowały się szczególnie sieciowe pizzerie. A co jeśli spróbujemy Was dziś namówić na wykonanie idealnej, sycącej pizzy w domu? I zagwarantujemy, że się nią najecie, ale nie obciążycie żołądka na kolejnych kilka godzin? I dodatkowo obiecamy, że nie znajdziecie w niej ani grama glutenu oraz, że nie pójdzie Wam w biodra? Pewnie myślicie, że to niemożliwe, więc pozwólcie, że Wam zaprezentuję poniższy przepis na pizzę na warzywnym spodzie z dowolnie wybranymi dodatkami. Chrupiąca, pyszna i leciutka. W sam raz dla dietujących i bezglutenowców. Zapraszamy!


Jak to zrobić (inspiracja: www.justmydelicious.com):
  • 1/2 dużego kalafiora (ok. 500 g)
  • 3 jajka
  • 3 łyżki otrąb owsianych bezglutenowych, mąki gryczanej, kukurydzianej lub jaglanej (u nas kukurydziana)
  • 1/2 łyżeczki soli, szczypta pieprzu
  • 1 płaska łyżeczka suszonego oregano
sos pomidorowy:
  • 1/2 puszki pomidorów
  • 1 ząbek czosnku
  • garść świeżej bazylii
  • szczypta soli i pieprzu
dodatki:
  • ser typu parmezan lub mozzarella
  • szynka
  • pieczarki
  • czerwona papryka
  • oliwki
  • zioła (bazylia, oregano)
Kalafiora (surowego!) zetrzeć na tarce. Jajko rozbełtać z przyprawami i mąką/otrębami i wymieszać z kalafiorem. Masę rozłożyć na blasze (w formie płaskiego koła) i piecz około 15 minut w temperaturze 180 stopni. Gdy spód trochę stwardnieje wyjąć go z piekarnika, posmarować sosem pomidorowym (pomidory rozgniecione z czosnkiem, przyprawami i posiekaną bazylią), rozłożyć dodatki i piec kolejne 15-20 minut.
UWAGA! Sosu nie może być zbyt dużo, bo spód się nie zetnie. Najlepiej rozsmarować cienką warstwę, a sosem, który nam został, polać gotową pizzę. Wiem, co mówię..nasze ciasto wyszło zbyt wilgotne i przykleiło się do papieru, ale można było spokojnie oddzielić je na talerzu nożem i widelcem.


SMACZNEGO!

poniedziałek, 4 listopada 2013

Miesiąc bez pszenicy: czym zastąpić chleb?? Przepis na szybki chleb kukurydziany

Pierwszy weekend bez pszenicy już za nami i od razu musimy Wam coś wyznać...z powodu naszego roztargnienia musieliśmy przełożyć start akcji z 1 na 2 listopada. A wszystko dlatego, że zostaliśmy zaproszeni do moich rodziców na obiad i nie uprzedziliśmy ich o naszym nowym "dziwactwie". Moja mama przyrządziła mnóstwo pysznych dań, ale niestety w każdym z nich użyła czegoś z domieszką pszennego glutenu (bułka tarta, mąka pszenna etc..). I nie mogliśmy odmówić, bo sami rozumiecie, że będąc jedynymi gośćmi na obiedzie sprawilibyśmy tym Mamie dużą przykrość. Poza tym głupio tak przyjść na obiad i nic nie zjeść..tak więc decyzja zapadła i start bezglutenowego miesiąca przesunęliśmy na dzień kolejny. Ale to chyba usprawiedliwione prawda? :)
Teraz kilka pierwszych refleksji. Rezygnacja z samej tylko pszenicy nieoczekiwanie wyeliminowała z naszej diety ogromną ilość produktów. Teraz jestem naprawdę szczęśliwa, że nie zdecydowaliśmy się na odrzucenie glutenu zbożowego całkowicie, bo chyba żaden człowiek nie przeżyłby długo żywiąc się wyłącznie energią kosmosu..chleba nie wolno, kaszy nie wolno, makaronu nie wolno, ciasta nie wolno...i jak tu żyć panie premierze??
Na szczęście Polak potrafi i zawsze znajdzie jakieś boczne wyjście z najtrudniejszej sytuacji. W dzisiejszym poście chciałabym podpowiedzieć, czego można użyć zamiast tradycyjnej kromki chleba. Wiadomo, że chleb pełni nie tylko funkcję nośnika (kanapka) lub zapychacza (kromka do zupy, do jajecznicy...), ale chleb to przede wszystkim smak, tekstura i miłe poczucie sytości. Trudno te cechy odtworzyć innymi produktami, ale jeśli tylko nasz listopadowy eksperyment przyniesie pozytywne rezultaty, uznam, że naprawdę warto było zmienić nawyki. Tymczasem zapraszam na kilka pomysłów, może okażą się przydatne?
  • opcja NEVER EVER - pieczywo bezglutenowe. Drogi, wysoko przetworzony stworek..to już lepiej nie jeść chleba w ogóle..
  • opcja HARD - liście sałaty. Tylko raz do tej pory posłużyliśmy się liśćmi sałaty w zastępstwie pieczywa. Zrobiłam z nich wtedy "wrapy" z jajkiem, wędzoną rybą i czymś tam jeszcze (już nie pamiętam). O dziwo takie rozwiązanie okazało się naprawdę zjadliwe i całkiem sycące, choć to chyba raczej nie była zasługa sałaty, tylko pozostałych składników..
  • opcja HARD/MEDIUM - papier ryżowy. Cienkie i delikatne placki, które wystarczy namoczyć w wodzie i można w nie zawijać dowolne składniki. Używa się go to przyrządzania azjatyckich sajgonek i spring rolls'ów. Jest niemal pozbawiony smaku, ale nasz apetyt na zboże i skrobię może dać się nabrać na ten trik.
  • opcja MEDIUM - papryka. Kto nie próbował kanapek na papryce, ten nie wie co traci :) zagorzałych wielbicieli chleba i tradycjonalistów pewnie nie przekonam, ale osoby o otwartych kulinarnych horyzontach będą zadowolone. Z jednej papryki otrzymujemy 4 "kromki", do których możemy nałożyć pasty jajecznej, pasty rybnej, twarożku lub przykryć ją plasterkiem szynki i sera. Oprócz papryki w roli kanapki sprawdzi się również ogórek.
  • opcja MEDIUM/LIGHT - omlety. Fajna i ciekawa opcja. Bardzo prosta w przygotowaniu. Potrzebujemy tylko kilku jajek, soli, pieprzu i patelni, żeby stworzyć sobie coś pod szyneczkę lub żółty ser. Wystarczy dokładnie roztrzepać jajka z przyprawami i usmażyć na patelni z dwóch stron. Potem pokroić na mniejsze "kromki", trochę przestudzić i nośnik do kanapek gotowy. Żeby było bardziej chlebowo i puszyście to można oddzielić żółtka od białek, białka ubić na sztywno i wlać do nich żółtka wymieszane z przyprawami.
  • opcja LIGHT - wafle ryżowe. Ryż nie zawiera glutenu, więc popularne "styropiany" można jeść do woli. Są idealne do kanapek, ale przy okazji dość zdradliwe! Jeden taki wafelek to około 40 kcal, a często ten produkt traktowany jest jako przekąska i podjadany w ciągu dnia. Dlatego używajmy wafli ryżowych wyłącznie w zastępstwie kromki chleba. Dobrą alternatywą (jeśli tak jak my ograniczasz wyłącznie pszenicę) jest chleb żytni. Niestety przy współczesnej przemysłowej produkcji chleba nie można mieć pewności, że w żytnim chlebie nie ma domieszki pszenicy i najlepiej będzie, jeśli taki chleb upieczemy sobie sami.
Jeśli nadal nie czujecie się przekonani to mam ostatnią propozycję: chleb kukurydziany. Kukurydza również nie zawiera glutenu, ale mąka kukurydziana jest dość droga i trudno dostępna. Za to ta opcja zaspokoi chyba wszystkie zachcianki związane z pieczywem, mimo że nieco się różni od tradycyjnego pieczywa: smak ma trochę inny, jest wilgotny i dość ciężki, ale dzięki temu jest bardzo sycący. Poniżej przepis (zaczerpnięty z tej strony KLIK).


Jak  to zrobić:
  • 2 szklanki mąki kukurydzianej
  • 0,5 l maślanki naturalnej
  • 2 jajka
  • 1 łyżeczka soli
  • 1 łyżeczka sody
Ze wszystkich składników wyrobić mikserem ciasto. Ciasto przełożyć do wysmarowanej masłem keksówki i piec w temperaturze 200 stopni przez 30 minut.


SMACZNEGO!