Polub nas na Facebooku

środa, 13 lutego 2013

Brukselka z boczniakami - zwykłe niezwykłe danie

Brukselkę do tej pory znałam wyłącznie w wersji ugotowanej i podanej prosto z wody. Żadnych ekstrawagancji, żadnych ekscesów. Nie ma w niej absolutnie nic złego, ale ogrom przejrzanych przeze mnie przepisów na rozmaite potrawy i przeprowadzone do tej pory kuchenne eksperymenty sprawiły, że w przypadku tego prozaicznego dodatku do obiadu również chciałam pójść krok dalej. Na szczęście Darek starannie dba o mój kulinarny rozwój i razem z brukselką przyniósł do domu 3 wielkie boczniaki ("Na pewno coś z tego wymyślisz!"). Od razu przyszła mi do głowy świąteczna brukselka Nigelli z boczkiem, ale boczku u nas się raczej nie jada. Dlatego dokonałam małej podmianki i zamiast mięcha skroiłam do brukselki grzyby. Efekt jest bardzo ciekawy, nie wiedziałam, że boczniak to tak aromatyczny grzyb! Jest świetny! Z równie aromatyczną brukselką tworzą pyszną parę :)
Brukselce towarzyszył kotlet szpinakowo-jajeczny, o którym więcej dowiecie się niedługo....

Jak to zrobić:
  • 300 g brukselki
  • 3 duże boczniaki
  • 2 ząbki czosnku
  • kawałek papryczki chilli
  • sól
  • łyżka bułki tartej
  • 2 łyżki masła
Brukselkę umyć, oczyścić i ugotować w osolonej wodzie. W głębokiej patelni/woku rozgrzać masło z chilli i wrzucić pokrojone w kostkę boczniaki. Posolić i dusić na maśle aż zmiękną. Po kilku minutach dodać posiekany czosnek. Gdy boczniaki będą miękkie i rozniesie się po kuchni grzybowy zapach dodajemy brukselkę i łyżkę tartej bułki i wszystko razem dokładnie mieszamy. Podgrzewamy jeszcze około 2 minut i od razu można podawać.



SMACZNEGO!

niedziela, 10 lutego 2013

Być wiecznie młodym - ok! Ale żeby ząbkować w tym wieku???

Jedz śniadanie jak król - mawiają. Ale gdy w wieku niemal 27 lat nagle Twój organizm postanawia pobawić się w niemowlaka i paraliżuje Ci szczękę bólem rosnącego zęba to królewskie śniadanie i każdy inny posiłek zamieniają się w prawdziwy koszmar.
Dwa dni temu mój ostatni uśpiony ząb mądrości zdecydował się dopełnić moją mądrość swoją obecnością i powoli, z godnością wyłania się na świat. Zamiast jednak zrobić to subtelnie i niezauważenie robi to z wielką pompą i namaszczeniem wcale się przy tym nie spiesząc. Nie będę wdawać się w szczegóły, powiem tylko, że ten proces wyjątkowo uprzykrza mi życie i konsumpcję czegokolwiek. Ma to swoje dobre strony, bo brak możliwości przeżuwania sprzyja dietetycznym postanowieniom, jeśli jednak sytuacja się przedłuży to  przysięgam, że oszaleję!
Dziś niedziela, powinnam wstać szczęśliwa i wyspana i delektować się w tej chwili chrupiącym tostem lub jajecznicą z cebulką i pomidorami zagryzaną chlebem z masełkiem. A tymczasem wstałam rano niczym zombie z grobu ze ściśniętym żołądkiem i nie miałam bladego pojęcia czym się ratować. Czułam, że tym razem mój organizm nie da się już oszukać litrem herbaty. Cóż, skoro na chwilę zamieniłam się w niemowlaka to chyba trzeba pójść krok dalej i tak jak niemowlak przejść na papkową dietę (wczoraj jeszcze podołałam surówce z tartej marchewki, ale dziś wiem, że to się już nie uda). Jak tu jednak zjeść papkę i jednocześnie dostarczyć żołądkowi jakiś godny materiał do trawienia przez dłuższy czas? Oto moja propozycja:
  • 1/2 banana
  • 1/2 awokado
  • 3 łyżki płatków owsianych
  • 1 płaska łyżka siemienia lnianego
  • 2 duże suszone morele
  • 1 szklanka mleka
  • łyżeczka miodu
Wszystkie składniki umieszczamy w blenderze i miksujemy na jednolitą masę. Gdyby była zbyt gęsta można dodać więcej mleka.

Takim śniadaniem nie najadłam się do syta - nie oszukujmy się. Ale ku mojemu zdziwieniu czuję, że mój głód został zaspokojony, a w żołądku znalazło się coś konkretnego. I nawet mi ten wynalazek zasmakował. Pojawiło się światełko w tunelu, ale błagam Cię zębie - wyjdź jak najszybciej jeśli nie chcesz bym własnoręcznie Cię wyrwała!!!!!!!!!!


SMACZNEGO!

sobota, 9 lutego 2013

Bibimbap - koreańska micha szczęścia

Do tego dania zachęciła mnie moja przyjaciółka, która od lat fascynuje się Koreą i właśnie siedzi tam na magisterce (tak tak Gosiu, o Tobie mowa!). Ona zawsze przywozi z sobą do Polski masę przepięknych zdjęć koreańskiego jedzenia i tak o nim opowiada, że mam ochotę spróbować wszystkiego! Te dania są tak kolorowe i zachęcające, że mogłabym je oglądać godzinami. Niestety koreańska kuchnia to dużo tłustego mięcha i dużo ostrych przypraw, więc nie wszystkim mogłabym się delektować.
Na początek przygody ze specjałami z Korei wybrałam nietrudne, ale dość pracochłonne danie o uroczej nazwie "Bibimbap", która w wolnym tłumaczeniu oznacza "wymieszany ryż". W oryginale jednym ze składników jest smażona mielona wołowina (lub inne mięso), ale u nas z wiadomych względów zagościła wersja wegetariańska. Niestety nie zrobimy bibimbapu bez jednego ważnego składnika - koreańskiej ostrej pasty chilli o nazwie, którą wymawia się mniej więcej "go ciu dziang" - Gosia nie śmiej się :) na szczęście ta pasta jest dostępna w polskich sklepach z azjatycką żywnością i nie jest bardzo droga. Ja kupiłam swoją w internetowym sklepie www.kuchnieorientu.pl i mogę z czystym sumieniem polecić. I nie martwcie się jeśli nie wiecie, do czego jeszcze można by jej użyć. Pasta jest bardzo uniwersalna i można podawać z nią kiełbaski, parówki, dodawać do warzywnych dań na ciepło, do fasolki po bretońsku itd...nadaje potrawom charakterystyczny kwaskowato-ostry smak.
Dodam jeszcze, że istnieje wersja tego dania z surowym jajkiem - jacyś chętni?

Jak to zrobić (2 porcje):
Wspomniana pasta "go ciu dziang" :)
  • 1/2 cukinii
  • 1 spora marchewka
  • 5 pieczarek
  • 5 ząbków czosnku
  • paczka szpinaku (świeżego lub mrożonego, ale w całości!)
  • kiełki fasoli mung
  • 2 łyżeczki alg
  • 2 jajka
  • 2 łyżeczki sezamu
  • pasta "go ciu dziang"
  • sól

Cukinię i marchewkę pokroić w cienkie słupki i podsmażyć osobno do miękkości (niezbyt długo, nie mogą się przyrumienić!). Pieczarki pokrojone w plastry podsmażyć z odrobiną wody, solą i posiekanym czosnkiem. Szpinak zblanszować. Jajka usmażyć na patelni (sadzone). W głębokim talerzu lub misce umieszczamy gorący ryż. Następnie na środku kładziemy jajko i dookoła (tak, żeby nie zasłonić żółtka) obok siebie układamy kolejne składniki: marchewkę, cukinię, pieczarki, kiełki i szpinak. Szpinak dodatkowo posypać sezamem. Obok jajka nałożyć porcję pasty chilli. Całość można posypać pociętymi algami nori (ja użyłam alg do sushi, które pocięłam nożyczkami na małe paseczki). Danie pięknie wygląda i naprawdę cieszy oko, ale tradycja nakazuje wymieszać wszystko łyżką i dopiero wtedy jeść :)


A tak to się je

SMACZNEGO!

czwartek, 7 lutego 2013

Czosnkowe fandango - w walce z atakiem pączków

Tłusty czwartek to tragiczny dzień...tego dnia kończy się większość noworocznych postanowień związanych z dietami, odchudzaniem i zdrowym odżywianiem. Ale jak tu odmówić kolejnemu uśmiechniętemu pączusiowi ociekającemu lukrem, czy kolejnemu słodziutkiemu faworkowi...i tym wszystkim straszliwym kusicielom, którzy wmawiają, że "Przecież nie zjeść 10 pączków w tłusty czwartek to hańba"? Tak, ja też nie jestem na tyle asertywna, żeby w takim momencie odwrócić głowę w stronę jakiejś tam marchewki :) ale jest jedna metoda wspomagająca silną wolę tego feralnego dnia: zupa czosnkowa według przepisu Małgorzaty Caprari o wdzięcznej nazwie "Czosnkowe fandango". Brzmi jak jakiś gorący latynoski taniec, a w rzeczywistości pod tą nazwą kryje się wyjątkowo...hmm...aromatyczna zupa. Aromatyczna i przepyszna - jeśli ktoś lubi czosnek. Ale wracając do meritum: jak zupa czosnkowa pomaga walczyć z pączkami? Mechanizmy działania są dwa:
1) można ją zjeść w momencie, gdy rozsądek podpowiada, że pora już przestać pochłaniać kolejne pączuszki - zupa tak zmienia smak w ustach, że po jej zjedzeniu nie ma się absolutnie ochoty na nic słodkiego!
2) zjedzona dzień wcześniej lub przed konfrontacją w pączkowymi kusicielami wytwarza wokół nas coś na kształt bariery ochronnej, od której będą się oni odbijać się jak od ściany. Bardzo twardej ściany...i z pewnością nie zechcą próbować ponownie się przebić :)
Ostrzegam jednak, że czosnkowe fandango to naprawdę mocna rzecz dla prawdziwych twardzieli!

Jak to zrobić:
  • główka czosnku
  • 1 czerwona cebula
  • 2 puszki krojonych pomidorów (2 x 400 g)
  • 5 łyżek oliwy
  • sól i pieprz (lub chilli)
  • 2 kromki pieczywa (np. razowego)
  • tarty żółty
Czosnek drobno posiekać (ja część ząbków posiekałam, a kilka przecisnęłam przez praskę). Posiekać cebulę i razem z czosnkiem i 1 łyżeczką soli zeszklić w garnku na oliwie dodając po chwili odrobinę wody (smażyć krótko stale mieszając - najwyżej 2 minuty). Dodać pomidory i doprawić pieprzem. Dolać szklankę wody. Zupę gotować 10-15 minut. Jeżeli zupa ma być mocno czosnkowa i chcecie, żeby świadomość zjedzenia czosnku pozostała z Wami naprawdę długo to można pogotować krócej. Kromki pieczywa podpiec w tosterze/na patelni/w piekarniku i położyć na talerzu z gorącą zupą. Grzankę posypać tartym serem.


SMACZNEGO!

niedziela, 3 lutego 2013

Pancakes amaretto z serkiem pomarańczowym

Jak uratować naleśniki, które za cholerę nie chcą wyjść? Dodać więcej mąki i zrobić pancakes. To jest taka naleśnikowa wersja muffinów - banalnie proste, zawsze wychodzą i nie potrzeba genialnych zdolności kulinarnych, żeby sobie z nimi poradzić.
Chciałam zrobić piękne naleśniki ze zmielonymi ciasteczkami amaretto, ale to zadanie okazało się dla mnie niewykonalne. Naleśniki kleiły się do patelni, nie chciały przewracać, rwały się i niemal doprowadziły mnie do łez. Po zmarnowaniu prawie całego ciasta na nieudolne próby usmażenia porządnych naleśników postanowiłam zacząć jeszcze raz. Zrobiłam nowe ciasto, tylko trochę gęstsze, i za drugim razem smażyłam pancakes. Udały się, serek pomarańczowy pasował doskonale do migdałowego smaku pancakes. Myślę, że sprawdziłby się również jako masa do sernika na zimno - był naprawdę pyszny!

Jak to zrobić:
  • 50 g włoskich ciasteczek amaretto
  • 2 jajka
  • mleko
  • 1 szklanka mąki pszennej
  • 2 opakowania naturalnego serka homogenizowanego
  • skórka otarta z połowy pomarańczy + sok
  • 2 żółtka
  • cukier puder
W misce utrzeć żółtka z łyżką cukru pudru na puszysty krem. Dodać skórkę z pomarańczy i sok oraz serki homogenizowane i dokładnie wymieszać. Ewentualnie dosłodzić do smaku. Masę wstawić do lodówki.
Ciasteczka amaretto utrzeć na proszek i zmieszać z jajkami, szklanką mąki i taką ilością mleka, żeby powstało dość gęste ciasto. Smażyć na patelni nieduże placki (uwaga - łatwo się przypalają!). Na talerze wyłożyć placuszki i polać kremem pomarańczowym.


SMACZNEGO!

środa, 30 stycznia 2013

Spaghetti verde

Zielona seria trwa. Po zielonej zupie czas na zielone spaghetti. Uwielbiam ten kolor w jedzeniu, chyba nawet bardziej niż czerwony. Dzisiejsze danie ma podwójne zastosowanie: po pierwsze oczywiście ma smakować, a po drugie świetnie sprawdzi się w walce z szalejącymi wirusami. Od razu lojalnie uprzedzam, że moje spaghetti nie będzie każdemu smakowało - to jest pozycja skierowana przede wszystkim do amatorów czosnkowego aromatu. Poza tym znam osoby, które nie wyobrażają sobie dobrego makaronu bez sera, a przypadku mojego spaghetti jest on raczej zbędny (ostatecznie można dodać jakiegoś niebieskiego pleśniaka - gorgonzoli lub lazura). Wykonanie jest jednak banalne i po nużącym dniu taki przepełniony aromatami obiad skutecznie stawia na nogi. Skusisz się?

Jak to zrobić (porcja dla 1 osoby):
  • 100 g spaghetti
  • 2 ząbki czosnku
  • kilka listków świeżego rozmarynu
  • 5 brykietów mrożonego szpinaku
  • garść mrożonych krewetek
  • 4 solone kapary
  • suszone chilli
  • 1 jajko
  • 2 łyżki śmietanki 30 % lub pełnego mleka
  • oliwa z oliwek
Makaron ugotować al dente. W międzyczasie na patelni rozgrzać oliwę z posiekanym czosnkiem, chilli, rozmarynem i kaparami. Na gorący tłuszcz wrzucić szpinak i krewetki i dusić wszystko razem do miękkości. Ewentualnie dosolić do smaku. Sos wymieszać z ugotowanym makaronem i jajkiem rozprowadzonym w śmietance/mleku (wszystko robimy już na zgaszonym palniku!).


SMACZNEGO!

sobota, 26 stycznia 2013

Z cyklu Kolorowe Zupy - zielona minestrone wg. Nigellissimy

W piątek wreszcie po długiej podróży przybył do mnie...Święty Mikołaj. Tak tak, nic mi się nie pomyliło. Niestety w grudniu Mikołaja napotkały niespodziewane przeciwności i nie zdołał przynieść mi tego właściwego prezentu na czas. Nie powiem, było mi trochę smutno, ale teraz radość jest podwójna :) tak więc wraz z Mikołajem do domu przybyła nowiutka, pachnąca Nigellissima! Kolejna wspaniała książka boskiej Nigelli, tym razem kręcąca się tematycznie wyłącznie wokół kuchni włoskiej (nota bene naszej ulubionej). Trochę bałam się zajrzeć do środka w obawie, że nie będę potrafiła się opanować i od razu przejrzę wszystkie przepisy! Staram się dozować sobie przyjemność pochodzącą z przeglądania nowych książek kucharskich i zaglądam do nich od czasu do czasu. Przy pierwszym podejściu otwierałam Nigellissimę losowo na różnych wspaniałych przepisach, ale dziwnym trafem kilkukrotnie wybierałam tę samą stronę z zieloną zupą. Pomyślałam: "To musi być znak! Nigella beszta mnie za brak konsekwencji i rozpoczynanie kolejnych cykli przepisów bez ciągu dalszego!". Nie było wyjścia - musiałam ten przepis zrealizować. Wprowadziłam kilka drobnych zmian w ilości składników, ale mam nadzieję, że smak jest bliski oryginałowi!
Wiem, że otwierając cykl białą zupą rybną obiecywałam następną w kolejności zupę żółtą na specjalne życzenie Darka. Ale wspominałam ostatnio, że cierpię na brak kulinarnej weny i nie mogłam nic sensownego wymyślić. Zupa Nigelli spadła mi z nieba i mam nadzieję, że odblokuje się moja własna kulinarna wyobraźnia.

Jak to zrobić (dla 4 osób):
  • 1 duża cukinia
  • 1 por
  • 250 g ziemniaków
  • 1 szklanka mrożonego zielonego groszku
  • 1,5 szklanki mrożonej zielonej fasolki szparagowej
  • 1 puszka białej fasoli
  • garść liści szpinaku "baby"
  • 250 g tortellini z serem (w oryginale tortelli z ricottą i szpinakiem)
  • 1 ząbek czosnku
  • 40 g tartego parmezanu
  • oliwa z oliwek
  • 1 łyżeczka tymianku
  • 1 łyżeczka bazylii
  • odrobina chilli
  • sól
Pora przekroić na pół, dokładnie umyć i pokroić. Cukinię i ziemniaki pokroić w kostkę. W garnku rozgrzać oliwę (ok. 3 łyżek) z pokrojonym ząbkiem czosnku i tymiankiem. Wrzucić wszystkie warzywa oprócz fasoli z puszki i szpinaku i zalać 2 litrami wody. Gotować do miękkości dodając po ok. 10 minutach szpinak. Gdy warzywa będą miękkie z garnka odlać 3 chochle zupy starając się nabierać więcej warzyw niż płynu i odstawić do przestudzenia. Do garnka z pozostałą zupą wrzucić opłukaną fasolę z puszki i tortellini. Odstawioną zupę przelać do blendera i zmiksować z parmezanem i bazylią na puree. Dodać z powrotem do garnka i gotować aż tortellini będą miękkie. Posolić do smaku dopiero na samym końcu.


 SMACZNEGO!